Wydanie bieżące

15 lutego 4 (340) / 2018

Miron Kądziela,

ROSJI AUTOPORTRET (NIEMIŁOŚĆ)

A A A
Andriej Zwiagincew po raz kolejny wchodzi w rolę socjologa. Początkowo wydaje się, że jego najnowszy film to przede wszystkim krytyka współczesnej Rosji, komentarz na temat zbyt nagłego zaszczepienia kapitalizmu w głęboko prawosławnym kraju carów. Akcja jednak mogłaby równie dobrze dziać się w jakimkolwiek miejscu na świecie. „Niemiłość” jest bowiem analizą człowieka w ogóle.

Zwiagincew krytykuje zarówno technologię zastępującą bezpośrednie uznanie i towarzystwo ludzi, jak i wyścig szczurów pełen póz i bezmyślnego wypełniania wzorców. I nie szkodzi, że robi to odrobinę schematycznie, specjalnie wziął na warsztat postaci, które takie stereotypy doskonale ucieleśniają. Borys i Żenia rozwodzą się – on jest typowym „korposzczurem”, który chce się przypodobać szefowi, ona szuka szczęścia w ramionach bogatego, starszego mężczyzny, a życie relacjonuje na Instagramie. Gdzieś pomiędzy nimi jest niezauważany, pogardzany synek Aljosza, ofiara ich niemiłości i społecznych gierek. Gdy znika bez śladu, rozwodzące się małżeństwo musi znaleźć wspólny język.

Fabuła filmu stanowi jednak dla Rosjanina jedynie pretekst. Głównym jego celem jest zwrócenie uwagi na przyczyny i skutki naszych zachowań. Reżyser pokazuje hedonizm, cynizm, obłudę i brak autentyczności współczesnego trybiku klasy średniej. Człowieka zatraconego w seksie, skupionego jedynie na podnoszeniu jakości życia, ukrywającego się za przyjętymi wartościami cynika, godzącego się na granie w tę samą grę, co wszyscy. Z tego powodu żyje on w niemiłości, w jakimś miłości udawaniu, w przyjęciu, że trzeba żyć w określony sposób. W istocie jedynie egoistycznie zaspokaja swoje potrzeby i nie wiadomo nawet, po co zmusza się do brnięcia dalej w każdym aspekcie swojego życia, skoro wszystkie wyższe wartości są zaledwie fasadą. Zwiagincew przybiera więc tu pozę egzystencjalisty, przypominającą w wydźwięku dzieła Alberta Camusa czy Eugène’a Ionesco. Rosjanin jednak nie tylko komentuje, ale i potępia egzystencjalną postawę swoich bohaterów. Zwraca uwagę na negatywne skutki życia według kapitalistycznych, zachodnich wzorców.

Na jego subtelnej diagnozie człowieka pojawia się niestety drobna skaza – z rozpędu uderza w kontrowersyjne polityczne wydarzenia ostatnich lat i nieco łopatologicznie, choć pozornie symbolicznie, komentuje wojnę z Ukrainą. W jednej ze scen znużona Żenia przerywa oglądanie relacji z frontu, zakłada dres z wielkim napisem „RUSSIA” na piersi i idzie pobiegać na bieżni, znajdującej się na balkonie jej apartamentu. W tle wciąż słychać telewizyjnego spikera, lecz widzimy już tylko jej zobojętniały wyraz twarzy, gdy przebiera nogami w miejscu. Takie otwarte podejście do problemu nie pasuje do wcześniejszego tonu filmu i sądzę, że jest to rozwiązanie, którego powinno się unikać. O ile w swojej diagnozie rosyjskiej klasy średniej Zwiagincew porusza się bardzo ostrożnie i wymaga od widza pewnego intelektualnego wysiłku przy wyciąganiu wniosków, to przy krytyce wojny z Ukrainą praktycznie wykłada kawę na ławę. Wcześniej znajduje idealny środek, nie przekazuje nic wprost, ale i nie ukrywa się za nadmierną symboliką i metaforami.

Powolne tempo filmu pozwala na spokojne i samodzielne układanie sobie całości i satysfakcjonujące odkrywanie znaczeń. Rosjanin sprawnie żongluje wszystkimi elementami fabuły i punktami moralizatorskimi, a widz ani przez chwilę się nie nudzi. Nie można też nie zwrócić uwagi na fenomenalne ujęcia, za które Michaił Krichman zasłużenie zgarnął Europejską Nagrodę Filmową – wspaniale dopełniają one zimny, ascetyczny ton filmu. Stare wartości upadły, nowe jeszcze nie powstały. „Niemiłość” daje widzowi w zęby i zostaje na długo w pamięci.
„Niemiłość” („Nielyubow”). Reżyseria: Andriej Zwagincew. Scenariusz: Oleg Negin, Andriej Zwagincew. Zdjęcia: Mikhail Krichman. Obsada: Maryana Spivak, Aleksey Rozin, Matvey Novikov, Aleksey Fateev i in. Produkcja: Belgia, Francja, Niemcy, Rosja 2017, 127 min.