Wydanie bieżące

1 marca 5 (341) / 2018

Radosław Pisula,

99 PROBLEMS (CZARNY MŁOT. TOM 2: WYDARZENIE)

A A A
Pierwszy tom „Czarnego Młota” brał czytelnika z zaskoczenia, bo w zalewie historii o pstrokatych bohaterach projekt Jeffa Lemire’a i Deana Ormstona jest zdecydowanie nową jakością, która ucieka od nużącej eksploatacji gatunku i w niezwykły sposób go komentuje – a przy tym ani na moment nie traci narracyjnego pędu; na pierwszy rzut oka spokojnego i powolnego, ale przy tym trzymającego za gardło jak najlepsze filmy Hitchcocka. Jednak dopiero drugi tom już na dobre otwiera pudełko z zabawkami i (wychodząc z ciasnego świata małomiasteczkowej Strefy Mroku) pozwala czytelnikowi zajrzeć w przeszłość bohaterów uwięzionych na dziwacznej farmie.

W poprzednim tomie Lemire skupiał się przede wszystkim na świecie-pułapce: miejscu, gdzie bohaterowie wyrwani ze swojej rzeczywistości nie mogą przekroczyć zabójczej membrany i po latach nieudanych prób jako tako starają się funkcjonować, udając „normalnych” ludzi. Czytelnik miał do czynienia z celną wiwisekcją związków rodzinnych, ponieważ nieprzyzwyczajeni do ścisłej wspólnej egzystencji bohaterowie (pozbawieni swojego „superstatusu") muszą się nauczyć polegać na sobie za wszelką cenę, nawet jeśli ta wymuszona nieustanna interakcja sprawia, że najchętniej momentami pourywaliby sobie głowy.

W „Wydarzeniu” scenarzysta nadal skrupulatnie buduje historię wokół tajemnicy stojącej za niszczącym polem siłowym, dodając do niej powoli kolejne klocki. Czy to po prostu jakiś dziwaczny przypadek? Skomplikowany plan superzłoczyńcy? Piekło na ziemi? Ową nieprzewidywalnością Lemire w intrygujący sposób bawi się z oczekiwaniami odbiorców, dzięki czemu – jakby przy okazji – ten mocno superbohaterski projekt jest zdecydowanie uniwersalny i ma szansę trafić do grona osób, które za pelerynami nie przepadają, ale lubią dobry thriller podszyty oniryczną tajemnicą (w stylu filmów Lyncha czy „Z Archiwum X”).

Z pełnym przekonaniem stwierdzam również, że pod względem miłości do gatunku przemyconej pod mechaniką jego dekonstrukcji dzieło Lemire’a można spokojnie postawić obok „Strażników” Moore’a. Jasne, jest to młodszy brat kultowego projektu, ale zdecydowanie pełen werwy i przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. Kanadyjczyk serwuje nam wycinki z heroicznego życia bohaterów w ich uniwersum, gdzie już wtedy mieli równie wiele problemów prywatnych, co na farmie, przez co zawsze byli bliżej ludzi niż bogów – nawet jeśli zamieniali się w potężne nastolatki czy uchodzili za legendarnych „ulicznych” wojowników.

Lemire ma sporo ciepłych uczuć do swoich bohaterów – nawet wtedy, gdy robi im z życia piekło. Pieczołowicie rozkłada ich charaktery na części pierwsze, a przy tym cały czas dyskutuje z historią komiksu superbohaterskiego. Obok znakomicie poprowadzonych wątków obyczajowych i tych na skraju dziwacznego kryminału SF dostajemy prawdziwą podróż po muzeum całego gatunku, gdzie szczególnie lśni warstwa wizualna wyczarowana ręką Deana Ormstona, który nawiązuje do klasycznych artystów (Kirby, Ditko, Mignola), ale wciąż udaje mu się zachować niezwykłą unikalność, w żaden sposób niepozwalającą sklasyfikować tego projektu jako kolejną schematyczną opowieść o superludziach.

„Czarny Młot” to prawdziwa perła nie tylko na polskim rynku, ale i w zapchanym superbohaterami amerykańskim przemyśle komiksowym. Lemire umiejętnie dawkuje tajemnice, skrupulatnie tworzy dziwaczny klimat i przede wszystkim skupia się na postaciach, które w założeniach wydają się papierowe i mocno konwencjonalne, ale gdy tylko zaczynają dyskutować, ich podstawowy szkielet zaczyna obrastać tłuściutkim psychologicznym mięsem. Nic dziwnego, że kooperacja Lemire’a i Ormstona zgarnęła w zeszłym roku nagrodę Eisnera za najlepszą nową serię – kupujcie w ciemno, bo to zdecydowanie jeden z najciekawszych projektów komiksowych w XXI wieku.
Jeff Lemire, Dean Ormston, Dave Stewart: „Czarny Młot. Tom 2: Wydarzenie” („Black Hammer Volume 2: The Event”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018.