Wydanie bieżące

1 marca 5 (341) / 2018

Przemysław Pieniążek,

DO TRZECH RAZY SZTUKA (30TH ANNIVERSARY PREDATOR: THE ORIGINAL COMICS SERIES - CONCRETE JUNGLE AND OTHER STORIES)

A A A
Po ciepłym przyjęciu „rocznicowego” tomu z udziałem ksenomorfów oficyna Scream Comics zapowiedziała wydanie kolejnych albumów z komiksowymi kontynuacjami kinowych przebojów. Zanim to nastąpi, przyjrzyjmy się amerykańskiej wersji woluminu ukazującego konsekwencje wydarzeń znanych z megahitu „Predator” (1987) Johna McTiernana. W sygnowanej logiem Dark Horse cegle – wydanej w trzydziestą rocznicę premiery przywołanego powyżej filmu – znajdziemy trzy miniserie napisane przez Marka Verheidena; związanego z redakcją „New York Timesa” pisarza i scenarzysty mającego wówczas na koncie między innymi skrypt graficznego sequela „Obcych – decydującego starcia” (1986) Jamesa Camerona.

W 1988 roku Verheiden przystąpił do prac nad kolejną opowieścią, dającą początek nowej franczyzie. Mając w pamięci seans filmu McTiernana, doskonale zrealizowanego, pełnego rozmachu kina klasy B, Amerykanin pragnął zawrzeć podobną „epickość” w swojej fabule, w której – choć początkowo był rozważany taki scenariusz – nie mógł pojawić się Alan „Dutch” Schaefer (Arnie odrzucił propozycję wystąpienia w kontynuacji „Predatora”). Dlatego na scenę wkroczył jego starszy brat, „Schaef” (Verheiden nie pokusił się o wymyślenie imienia dla protagonisty), równie charyzmatyczny i posągowo zbudowany nowojorski glina, przypominający Dutcha także pod względem charakteru oraz modus operandi. Wszak blondwłosy osiłek o inteligencji ostrej jak brzytwa zdradza tendencję do pakowania się w kłopoty i równie spektakularnego rozwiązywania problemów.

Naturalny habitat „Schaefa” – który w opałach zawsze może liczyć na oddanego partnera, jakim jest wąsaty detektyw Rasche – to wielkomiejska, betonowa dżungla, gdzie rekordowe upały sprzyjają aktom szaleństwa i przemocy. Ale kanikuła zapowiada także sezon łowów, jakich jeszcze Wielkie Jabłko nie widziało. Gdy ćmiący cygaro generał Phillips (nieoczekiwanie pojawiający się na miejscu jednej z masakr) radzi protagoniście, by nie mieszał się do spraw, które go przerastają, „Schaef” udowadnia, że nie jest pokornym chłopcem: stąd niezwłocznie udaje się do Kolumbii tropem zaginionego brata.

Wartkie tempo akcji, wyrazista postać bohatera, który (cytując klasykę) „sprawdził się w tym zawodzie”, ciekawa pierwszoosobowa narracja prowadzona naprzemiennie przez policyjny duet, mocne one-linery, a do tego wątek niecodziennych sojuszy i brudnej polityki (temat powracający także w dwóch kolejnych historiach zawartych w niniejszym tomie) – ukazujący się w latach 1989-1990 „Predator”, w późniejszych wydaniach opatrzony podtytułem „Concrete Jungle”, to kapitalne otwarcie komiksowej marki, do dziś dostarczające sporo radości.

Bardzo dobrze kadrowane ilustracje duetu Ron Randall/Chris Warner nadają historii odpowiedni klimat, zarówno jeśli chodzi o sceny rozgrywające się w Nowym Jorku, jak i te mające miejsce w lokacjach znanych z filmu McTiernana. Panorama wielkiego miasta (szczególne wrażenie robią rozkładówki) oraz tropikalnej dżungli, bezkompromisowe pojedynki, duże stężenie eksplozji i wystrzelonego ołowiu, sugestywny wygląd drapieżców plus przyjemna dla oka kolorystyka są elementami pracującymi na rzecz wysokiej oceny tego epizodu. Część fabularnych patentów Verheidena przeniknęła do filmu „Predator 2” (1990) Stephena Hopkinsa, zaś „Concrete Jungle” należy podsumować jako materiał godny niezgorszego blockbustera, a przynajmniej klasycznego szlagieru z wypożyczalni kaset wideo.

W „Cold War” (1991) autor postanowił wrzucić „Schaefa” w zupełnie nowe środowisko, mówiąc ściślej: na zarządzane przez Rosjan pole naftowe znajdujące się w północnym zakątku Syberii. To właśnie tam splotem dramatycznych wydarzeń Sowieci poznają na własnej skórze, na czym polegają łowieckie talenty Yautja. Oddelegowany w niniejszy rejon oddział amerykańskich żołnierzy (namaszczonych przez generała Phillipsa) teoretycznie wie, jak uporać się z pozaziemskich przeciwnikiem. Jednak dołączający do grupy nowojorski glina szybko udowadnia, że tylko on w pełni rozumie skalę zagrożenia i możliwości drapieżców. Doskonale mówiący po rosyjsku „Schaef” nawiązuje nić porozumienia z seksowną, nie dającą sobie w kaszę dmuchać porucznik Ligachev (w tamtych latach wymarzona rola dla Brigitte Nielsen), zawiązując z protagonistką barwną komitywę dzielnie stawiającą opór agresorom. Jakby tego było mało, do akcji wkracza były detektyw Rasche, aktualnie piastujący godność szeryfa w Bluecreek (Oregon), udowadniając, że męska przyjaźń nie zna granic – także tych geograficznych.

Zimnowojenne przepychanki i obawa przed nuklearną zagładą podbudowują sensacyjny wymiar tej spektakularnej rozwałki, w której logika odgrywa drugorzędną rolę. Niemniej przekonująco rozpisana narracja (tym razem na trzy podmioty) oraz dobry poziom dramaturgii sprawiają, że „Cold War” czyta się szybko i ze względnym zaangażowaniem, a im bliżej finału, tym robi się goręcej – dosłownie i w przenośni. Odpowiadający za warstwę wizualną Ron Randall trzyma poziom, odmalowując na twarzach bohaterów sporą skalę emocji oraz realistycznie ukazując scenerię prezentowanych wydarzeń. Spektakularne sceny zgonów (niektóre naprawdę pomysłowe, bo i kosmiczni łowcy dysponują szerokim asortymentem broni), nokautujące ciosy oraz wszechobecny terkot AK-47 zapewniają za to odpowiedni poziom adrenaliny.

Album wieńczy natomiast „Dark River” (1996), ostatnia przygoda z udziałem „Schaefa”, który znów staje naprzeciw doskonale znanego przeciwnika, czekającego na bohatera w sercu południowoamerykańskiej dżungli. Wszechobecna gra pozorów, wątek osobistych porachunków, problem manipulacji oraz kilka reminiscencji rzucających nieco więcej światła na dalsze losy Dutcha – Verheiden stara się na różne sposoby urozmaicić scenariusz, który jednak (mimo udziału panny Lopez – pięknej enigmy zdolnej wpędzić w kompleksy niejednego twardziela) nie dostarcza już tyle satysfakcji, co lektura dwóch poprzednich epizodów. Jak na mój gust trochę zbyt dużo tu kwiecistych przemów bohatera w czasie walki z krwiożerczym antagonistą, choć doceniam próbę stworzenia infernalnego klimatu przywołującego (dalekie, ale jednak) echa „Czasu apokalipsy” (1979) Francisa Forda Coppoli. I co istotne, w „Dark River” mamy do czynienia bodajże z jednym z najbardziej złowieszczych Yautja w historii.

Czy warto zatem czekać na polską edycję „rocznicowego” woluminu z Predkami? Tak, bo mimo nierównego poziomu poszczególnych opowieści lekturę elegancko wydanego zbioru (powiększony format, twarda okładka, brzegi stron błyszczące się stylową czerwienią) trudno uznać za stratę czasu. „Concrete Jungle” i jej dwie kontynuacje to fabularny, jak również formalny oldschool, który może wzbudzić nostalgię za B-klasowymi, obficie podlanymi testosteronem mieszankami sensacji i horroru SF. Jeśli wychowywaliście się na podobnym repertuarze regularnie goszczącym w osiedlowych wypożyczalniach VHS-ów, recenzowany tom powinien spełnić – przynajmniej częściowo – wasze oczekiwania.
Mark Verheiden, Chris Warner, Ron Randall: „30th Anniversary Predator: The Original Comics Series – Concrete Jungle and Other Stories”. Dark Horse Books. Milwaukie 2017.