Wydanie bieżące

1 marca 5 (341) / 2018

Karolina Jędrych,

NAUCZYCIEL NA CELOWNIKU (MAŁGORZATA ZALEWSKA-BUJAK: 'NAUCZYCIEL W POLU SZKOLNYM...')

A A A
„Nadzorować i karać” Michela Foucault oraz „Technopol. Triumf techniki nad kulturą” Neila Postmana to książki, których treść wywarła na mnie duże wrażenie, a nawet – dobrych kilka lat temu, jeszcze na studiach – otworzyła oczy na kilka kwestii, zwłaszcza dotyczących zawodu, który wybrałam. Zdałam sobie bowiem sprawę, że kiedy zostanę nauczycielem, stanę się tym samym trybikiem większego systemu, hierarchicznej struktury, która przekazuje wiedzę dla przekazywania wiedzy (analogicznie do „Roku 1984” Orwella, w którym to partia pragnie władzy dla samej władzy) i kształci (kształtuje?) człowieka technopolu. Moje przeczucia i obawy potwierdziły się; choć bardzo lubię swoją pracę w szkole podstawowej i gimnazjum, widzę wszystkie wady systemu, w którym muszę się poruszać, chcąc osiągnąć nie tyle cele narzucone mi przez kolejne władze, ale swoje własne: stworzenie uczniom przestrzeni do swobodnego wypowiadania się, kształtowania ich wrażliwości i krytycznego oglądu świata.

Książka Małgorzaty Zalewskiej-Bujak „Nauczyciel w polu szkolnym – w świetle teorii Pierre’a Bourdieu i nauczycielskich narracji” w dużym skrócie traktuje właśnie o tym, jak nauczyciel odnajduje się w systemie szkolnym. Posługując się terminologią opracowaną przez francuskiego socjologa, autorka dokonuje drobiazgowej analizy pogłębionych wywiadów, które przeprowadziła z osiemnastoma nauczycielkami różnych przedmiotów w różnych typach szkół, od podstawowych, przez gimnazja, po szkoły ponadgimanzjalne. Kilkanaście godzin nagranych rozmów przełożyło się na około 600 stron transkrybowanego tekstu, który Zalewska-Bujak przeanalizowała, szukając w wypowiedziach habitusu nauczycieli, strategii reprodukcji w szkole, przemocy symbolicznej w polu szkolnym oraz nauczycielskich strategii utrzymania się w tym polu. Tym zagadnieniom poświęcone są rozdziały od 5 do 8 W rozdziałach od 1 do 4 badaczka drobiazgowo przedstawia podstawy teoretyczne i metodologiczne swoich badań.

Nie ma wątpliwości, że w przypadku „Nauczyciela w polu szkolnym…” mamy do czynienia z pracą naukową, stanowiącą opis badań empirycznych. Publikacja w wyczerpujący sposób prezentuje koncepcje Pierre’a Bourdieu i ich adekwatność dla przeprowadzonych przez Zalewską-Bujak badań, a także wybrane polskie aplikacje empiryczne tej teorii w badaniach związanych z edukacją. Rozdziały teoretyczne i imponująca literatura przedmiotu, w której autorka porusza się bardzo dobrze, przywołując w przypisach kolejne publikacje z zakresu socjologii, filozofii i badań nad edukacją, będą interesujące dla innych uniwersyteckich badaczy szkoły, a także metodyków i dydaktyków, kształcących przyszłych nauczycieli. Jeśli jednak miałabym zachęcić do lektury nauczyciela ze szkoły podstawowej, gimnazjum czy liceum, sugerowałabym mu przejście od razu do rozdziału 5, w którym analizowane są kolejne aspekty wypowiedzi nauczycielek, które zgodziły się wziąć udział w badaniu.

Zaznaczam, że nie postrzegam rozbudowanego wstępu teoretycznego jako wady tej publikacji. Jako książka naukowa musi ona spełniać określone kryteria, zawierać opis metodologii i uzasadnienie obrania takiej, a nie innej ścieżki teoretycznej. Wszak wnioski z przeprowadzonych badań nie mogą być zbiorem luźnych spostrzeżeń, sformułowanych dzięki zdrowemu rozsądkowi czy wiedzy praktycznej (oba pojęcia z teorii Bourdieu), a obiektywnie opracowanymi analizami, wolnymi od tego, co patrzącemu „się wydaje”. Chciałabym jednak, aby po książkę tę, oprócz badaczy, którzy doskonale wiedzą już, jaki jest stan polskiej szkoły, sięgnęli także nauczyciele praktycy i poddali krytycznej refleksji swoje sposoby funkcjonowania w polu szkolnym.

Z nauczycielskich narracji wyłania się bowiem obraz niewesoły. I nie jest on bynajmniej związany z narzuconą w roku szkolnym 2017/2018 reformą edukacji, na mocy której wróciliśmy do ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum. Nie. Z badań Zalewskiej-Bujak wynika, że nauczyciel nie tyle znajduje się w polu szkolnym, ale – jak to sugeruje okładka książki – jest ciągle na celowniku różnych sił działających w tym polu. Najciekawszy, bo otwierający moje nauczycielskie oczy, był rozdział o przemocy symbolicznej, której poddają się nauczyciele, a raczej – w którą uwikłani są nauczyciele, uczniowie i rodzice. Jako refleksyjny praktyk oraz dydaktyk uniwersytecki zdawałam sobie oczywiście sprawę z różnych rzeczy ograniczających w pewien sposób samodzielność nauczyciela: podstawy programowej, programu nauczania, biurokracji szkolnej, kolejnych odgórnych kontroli. Dopiero jednak lektura badań Zalewskiej-Bujak pozwoliła mi dostrzec, jak groźne jest poddawanie się tym narzędziom przemocy i jak łatwo prowadzi ono do wypalenia zawodowego, zniechęcenia, do utraty poczucia zadowolenia z pracy i sensu jej wykonywania.

Badane nauczycielki, aby przetrwać w polu szkolnym, stosują różne strategie, z których każda wydaje się w pewien sposób odhumanizowana. Uczenie pod testy, obsesyjne nastawienie na wyniki i lęk przed nimi, robienie, co każą kolejne władze, dbanie o atrakcyjność placówki na zewnątrz (dobry PR) przy jednoczesnym zaniedbywaniu pracy z uczniem to tylko niektóre z nich. W każdej z tych strategii uwidacznia się pewne uprzedmiotowienie ucznia, podporządkowanie go utrzymaniu swojej zawodowej pozycji. Strategie te są jednak opisywane jako reakcje na przemoc symboliczną, której nauczycielki muszą się poddać, jeśli chcą wykonywać zawód, który, paradoksalnie, lubią. I – znów paradoksalnie – w wielu wypowiedziach pojawia się autentyczna troska nauczycielek o uczniów. Leży im na sercu dobro dzieci, które np. z powodu sytuacji rodzinnej nie uczęszczają regularnie do szkoły lub osiągają wyniki znacznie niższe, niż mogłyby osiągnąć przy odpowiednim wsparciu. Wielokrotnie wybrzmiewa w wywiadach żal do systemu szkolnego za to, że nie jest w stanie realnie pomóc uczniom słabszym i tym bardziej utalentowanym. W obliczu za małych nakładów na edukację, które widoczne są chociażby w tworzeniu zbyt licznych klas, indywidualizacja nauczania, wymagana przez władze, staje się fikcją.

Wypowiedzi nauczycielek obnażyły także to, co można zaobserwować ze szczególnym nasileniem w szkołach ponadgimnazjalnych – dwa światy edukacyjne. Z jednej strony mamy osoby, które korzystają z różnych kursów czy korepetycji, z drugiej – takie, które tej możliwości z różnych przyczyn nie mają. Okazuje się przy tym, że panuje przekonanie, iż wiedza i umiejętności zdobywane w szkole są niewystarczające np. dla dobrego zdania matury. Tworzy się sytuacja, w której lepsze wyniki (oceny) w szkole zależne są od zasobności portfela rodziców. Darmowa edukacja staje się fikcją, w którą wszyscy ciągle jeszcze wierzymy, a nauczycielki badane przez Zalewską-Bujak tolerują bądź nawet akceptują ten stan.

Równie interesujący, co rozdział o przemocy symbolicznej, jest ten o szkole jako miejscu reprodukcji. Nauczyciele nieświadomie uczestniczą w utrwalaniu szkoły takiej, w jakiej sami się uczyli. Według badaczki do takiego stanu rzeczy przyczynia się bezradność nauczycieli. Uczący nie są w stanie działać w pełni samodzielnie, oddolnie kształtować tego, jak funkcjonuje ich szkoła (zawsze są ograniczani choćby ustawą o systemie oświaty). Czują, że wobec tego nie mają realnego wpływu na funkcjonowaniesystemu szkolnego.

Książka „Nauczyciel w polu szkolnym…” powinna stać się lekturą obowiązkową nauczycieli, przyszłych nauczycieli, osób odpowiedzialnych za kształcenie nauczycieli, a także tych, które decydują o tym, jak wygląda system oświaty w Polsce. Zalewska-Bujak opisuje sytuacje, które mają miejsce w polu szkolnym, stawia diagnozę. Po niej jest czas na wnioski i rekomendacje, które powinny być wdrażane w życie. W świetle przeprowadzonych przez Zalewską-Bujak badań należy jednak wątpić, czy szkoła kiedykolwiek stanie się miejscem, w którym hasło „Nadzorować i karać” straci swoją moc.
Małgorzata Zalewska-Bujak: „Nauczyciel w polu szkolnym – w świetle teorii Pierre’a Bourdieu i nauczycielskich narracji”. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Katowice 2017.