Wydanie bieżące

1 marca 5 (341) / 2018

Grzegorz Marcinkowski,

POZNANIE UCIELEŚNIONE (RYSZARD NYCZ: 'KULTURA JAKO CZASOWNIK')

A A A
Jedną z zasadniczych konsekwencji przełomu poststrukturalistycznego był, obok rozplenienia się różnorodnych dykcji teoretycznych, rodzaj znużenia, jakie poczęło otaczać poznanie zwane humanistycznym. Mocą osobliwej chytrości rozumu wraz z gwałtowną emergencją teorii rodziło się zwątpienie o zasadności, stosowności czy społecznej nośności tego poznania. Specyficzny etos humanitas, pojmowany w swoim formacyjnym znaczeniu, trącić zaczął myszką. Na paradoks zakrawa fakt, że o społecznej wadze humanistyki zaczęto wątpić właśnie w epoce, w której wyzwania ponowoczesności wręcz domagają się specyficznego typu wrażliwości przez nią niesionego. Obrona humanistyki nie powinna zatem uciekać się do nowoczesnych typowo uzasadnień, obcy powinien być jej encyklopedyczny elitaryzm, skupiać się powinna za to na demokratycznym, społecznie nośnym charakterze tejże. Taką właśnie pozycję zdaje się zajmować Ryszard Nycz, który w swojej książce opisuje specyfikę nowej humanistyki, zarazem rysując obraz społecznej przydatności jej procedur. Zatem omawiana praca stara się jednocześnie bronić odrębności i szczególnej roli humanistyki we współczesnym świecie, jak i określić specyfikę nowych trendów jako sposobów poznania innych od jej przebrzmiałego, nowoczesnego wariantu.

Jak wprowadzić wspólną miarę dla mnogości praktyk teoretycznych, dla których przełom poststrukturalistyczny był niejako wydarzeniem inicjalnym? Jak dokonać systematyzacji nader odmiennych wglądów, strategii poznawczych i języków? Głównym motywem wydaje się być tutaj rozpad i rozproszenie, inflacja i wyczerpanie się tradycji wykształcenia humanistycznego, którą umownie można nazwać tradycją humboldtowską, i wyłonienie się nowego samorozumienia, który za Bruno Latourem można z kolei nazwać „sieciowym”. Niesie to za sobą całkowite przeorientowanie epistemologii. O ile tradycyjna humanistyka hołubiła wzorzec poznania jako zewnętrznego, bezstronnego oglądu, w którym między podmiotem a przedmiotem istnieje ścisły rozdział, a poszczególne dyscypliny są od siebie oddzielone, o tyle nowe trendy całkowicie zrywają z tym obrazem, proponując zamiast tego obraz nieciągłej, zaangażowanej praktyki, która próbuje budować pomosty między do tej pory ściśle odseparowanymi dziedzinami.

Przedmiot tak rozumianej humanistyki nie jest autonomiczną rzeczą, zdefiniowaną i wyodrębnioną, ale siecią powiązań, relacji. „Nowa humanistyka staje się współcześnie coraz bardziej zauważalną kontrpropozycją uprawiania badań humanistycznych przede wszystkim za sprawą swej strategii budowania mostów współpracy tam, gdzie jej poprzedniczka wznosiła bariery separatystycznej autonomii, oraz nacisku na kreatywność raczej niż na wymóg »odnawiania znaczeń« kulturowego kanonu: na prowadzenie badań, które legitymizują swą wartość innowacyjnością, w tym zwłaszcza jej szczególnym sensie, który łączy odkrywczość merytoryczną z przydatnością społeczną (oznaczającą nierzadko ingerencję w mentalne przesądy, stłumienia czy fantazmaty pamięci kulturowej, obyczaje i strategie działania). Można by nawet powiedzieć, że ta humanistyka, oparta na nowych sojuszach z techniką, nauką i społeczeństwem, jest właśnie szkołą – praktykowaniem teorii – kulturowej innowacyjności” (s. 27). Innowacyjność jest właśnie słowem kluczowym dla rozważań Nycza, gdyż właśnie za jego pomocą próbuje on opisać specyfikę nowej humanistyki w odróżnieniu od jej nowoczesnego wariantu. I tak, o ile modernistyczny wzorzec humanistycznego poznania kładł główny nacisk na funkcje konserwatywne i zachowujące, jej ponowoczesna mutacja skupia się w głównie na inwencji i odkrywaniu nowych powiązań, „cementowaniu” sojuszy pomiędzy nauką, techniką a społeczeństwem. Tworzy sieć powiązań raczej, aniżeli ściśle wyodrębnioną dziedzinę. Taki horyzontalny, interdyscyplinarny sposób badania jest bardziej poszukiwaniem niż wiedzą. Rozpadowi ulegają zatem tradycyjne instytucjonalne stosunki wiedzy i władzy. Uwolniona od przymusu autonomii nowa humanistyka swoją legitymizację odnajduje raczej w rewolucyjności własnych rozpoznań, aniżeli w konserwowaniu kanonu. Przemianie ulega zatem sam sposób, w jaki humanistyka postrzega swoją funkcję społeczną. Co za tym idzie, ponowoczesny humanista nie jest badaczem, ale raczej bricolerem, wiążącym różnorodne obiekty, języki i narzędzia w wiecznie stającą się sieć.

Wraz z tą przemianą wykształca się inny sposób rozumienia stosunku człowieka do kultury. Nycz charakteryzuje kulturę, tworząc jej typologię podporządkowaną poszczególnym częściom mowy. Badacz odróżnia kulturę w jej rozumieniu przymiotnikowym, rzeczownikowym i czasownikowym. Rozumienie przymiotnikowe można inaczej nazwać formacyjnym; polega ono na różnych wariantach „bycia kulturalnym” i skupia się na podmiotowych aspektach uczestnictwa w kulturze. Określają go dyscypliny, habitus, różne formy i postacie „wcielania” wzorców kulturowych i ich uwewnętrzniania w jednostce. Rozumienie rzeczownikowe traktuje kulturę jako strukturę wartości i jako powtarzalny zbiór procedur, modeli zachowań, jak też zobiektywizowaną matrycę sensu. Kultura zarówno w swym rozumieniu przymiotnikowym, jak i rzeczownikowym traktowana jest raczej konserwatywnie, służy głównie samozachowaniu i autoreprodukcji; to system normatywny.

Takie rozumienie jednak nie pozwala na opisanie fenomenu zmiany kulturowej. Skupia się ono raczej na problemie dziedzictwa i jego zachowania. „O tworzeniu nowego czy o transformowaniu tego dziedzictwa nie ma mowy wcale. I to nie przypadkiem: kultura jest tu bowiem normatywnym systemem symbolicznej kontroli, którego funkcją jest zapewnienie wspólnocie poczucia bezpieczeństwa, niezmiennego porządku oraz sensu, płynącego z wyboru i asymilacji ról i życiowych strategii, oferowanych przez system kulturowy” (s. 67). Dlatego czasownikowe rozumienie kultury będzie się starało zdać sprawę właśnie z tworzenia się nowego, z kreatywności i procesualności tworzenia się wartości kulturowej. W ślad za Simmlem i Williamsem Nycz spróbuje nazwać stan zawieszenia, kiedy nowe dopiero wyłania się z nicości. Badacz zdaje sprawę z momentu przejścia, kiedy wydarzenie dopiero zastyga na progu urzeczywistnienia, przez nic niezapowiadane. Nie jest ono powtórzeniem starego, ale radykalnie odmienną jakością. Czasownikowy aspekt kultury jest właśnie jej nakierowaniem na stawanie się. „Generalnie biorąc, chodzi więc o problem kulturowej zmiany, specyfiki »okresu przejściowego«, czy szerzej jeszcze: o potencjał tkwiący w nastrojach i działaniach teraźniejszości. Dla zrozumienia procesu rozpadu starych i tworzenia się nowych porządków oraz roli w tym kulturotwórczym procesie jednostkowych inicjatyw ma on znaczenie zasadnicze, a ze względu na swą efemeryczność, kontyngentność, przedświadomy i preintencjonalny charakter wymyka się skutecznie narzędziom systemowo- strukturalnej analizy” (s. 71-72). Czasownikowy aspekt kultury jest trudny do opisu, gdyż sabotuje wszelkie próby analitycznego rozbioru. Stąd w nowohumanistycznych poszukiwaniach eklektyzm i sięganie po różne, czasami dalekie od precyzji spetryfikowanych procedur naukowych, tekstualne narzędzia.

Klasyczną analizę, sygnującą nowoczesną pozycyjność niezaangażowanego i oddzielonego podmiotu, zastępuje „sondowanie”, które dokonuje się niejako z wnętrza uważnej praktyki. W ten sposób samym trybem swojego dyskursu Nycz przeciwstawia się uroszczeniom nowoczesnej Teorii, proponując horyzontalną i nieholistyczną metodę wykładu. „Dominujący w nowohumanistycznych procedurach badawczych sposób poznawczego działania proponuję nazwać sondowaniem, widząc w nim do pewnego stopnia odrębną metodyczną taktykę. Ma kilka charakterystycznych cech, odróżniających ją od metod w humanistyce standardowych. Po pierwsze, polega na badaniu danego przedmiotowego środowiska od wewnątrz, w obszarze wspólnie podzielanego doświadczenia. Po drugie, skoncentrowana jest na próbnym, cząstkowym penetrowaniu problemowego terytorium, najczęściej poprzez studiowanie konkretnych przypadków. Po trzecie, uprzywilejowaną przez nią techniką jest swoiste »indagowanie« obiektów, wydarzeń i procesów pytaniami czy eksperymentalnymi interwencjami, które nowe słowniki pojęciowe pozwalają im zadawać lub przeprowadzać – co w efekcie wywołuje i uobecnia niedostrzegalne dotąd cechy przedmiotów badania” (s. 11-12). Cząstkowość i perspektywiczność sondowania zastępują analityczny obiektywizm analizy. Metodą nowej humanistyki jest ciągłe eksperymentowanie z przedmiotem badania, nieroszczące sobie prawa do kompletności. Podmiot poznający jest usytuowany wewnątrz przedmiotu, nieoddzielony od niego tradycyjnymi współrzędnymi synoptycznego oglądu. Wiąże się to ściśle ze zwrotem afektywnym w nowej humanistyce. Od tej chwili nie tylko intelekt, ale i emocje są zaangażowane w proces poznania. Wglądy, intuicje, cząstkowe uobecnienia stają się głównymi wyznacznikami nieskończonej aktywności poznawczej.

Widzimy zatem, iż specyfika nowej humanistyki polega nie tylko na zerwaniu z wymogami nowoczesnej teorii, ale i z samą zmianą pozycji poznającego podmiotu względem swojego przedmiotu. Wiąże się to ściśle z ideą tekstu-laboratorium, którą za Latourem Nycz proponuje jako istotne znamię ponowoczesnej humanistyki: „Chodzi tu, krótko mówiąc, po pierwsze, o uznanie tekstu (tekstowości, dyskursywności) za wspólną podstawę i dziedzinę przedmiotową humanistyki. A zarazem, po drugie, o modyfikację jej rozumienia. Humanistyczny tekst to nie jest – i nie powinien być traktowany jako – jedynie standardowy przedmiot; neutralny nośnik skończonych wyników poznawczej, twórczej pracy, gdzie indziej i kiedy indziej wykonanej; re-prezentacja tego, co wobec niej uprzednie i niezależne. To bowiem także zakumulowany w nim proces (regulowany profesjonalnymi procedurami) tworzenia, poznawania, badania oraz aktywne w toku tego procesu środowisko warsztatowo-dziedzinowe i kulturowo-doświadczeniowe, będące »funkcjonalnym odpowiednikiem laboratorium. Jest to miejsce prób, eksperymentów, symulacji« (wedle określenia Latoura). Dopiero wszystkie te trzy wymiary pozwalają zdać sobie sprawę, jak sądzę, z natury naszego dyskursywnego »przedmiotu«” (s. 159). Tekst-laboratorium określa nieskończony procesualny charakter dyskursu czy, mówiąc za Derridą, uprzedniość pisma względem myśli. Tak rozumiany tekst „staje się” w piśmie, jest bytem wiecznie niegotowym, jak gdyby budynkiem, z którego nie zdjęto rusztowań. Tradycyjna teleologia, w imię której pismo jest jedynie biernym nośnikiem myśli, uprzednio obecnej samej dla siebie w umyśle podmiotu, ulega zasadniczej korekcie na rzecz modelu, w którym tekst rodzi się wraz z myślą – albo myśl jest testowana, sprawdzana i aranżowana w medium pisma. Ideę dyskursu jako gotowej i skończonej rzeczy zastępuje wizja tekstu jako procesu, „dzieła w toku”. Tym samym dekonstrukcji poddany zostaje strukturalistyczny wzór poznania humanistycznego, jako mającego zakotwiczenie w ściśle wyodrębnionej, autonomicznej dziedzinie przedmiotowej.

Propozycja Ryszarda Nycza wzbudza w czytelniku wiele pytań. Jedno z nich dotyczy powiązań pomiędzy czasownikowym, dynamicznym rozumieniem kultury, jakie wedle autora niesie ze sobą nowohumanistyczne poznanie, a klasycznym rozumieniem kanonu. Takie rozumienie bowiem zdaje się całkowicie zrywać z tradycyjnym pojmowaniem humanistyki jako noszącej w sobie pewien etyczny potencjał stratyfikujący, z kulturą w jej rozumieniu przymiotnikowym. Druga wątpliwość wiąże się z uznaniem innowacyjności za słowo-klucz. Chociaż Nycz odżegnuje się starannie od redukcyjnej wykładni terminu, pozostaje pytanie, czy kładąc tak duży nacisk na innowacyjność właśnie, nie zapoznajemy czasem istotnej funkcji humanistycznego poznania, jakim jest szukanie powiązań między teraźniejszością a pamięcią historii. Inna wątpliwość dotyczy samego trybu dyskursu badacza. Czy szukanie powiązań pomiędzy tak dalece odrębnymi tradycjami i językami nie okazuje się czasem gestem na wskroś nowoczesnym? Czy takie synoptyczne, holistyczne spojrzenie na nową humanistykę nie przypomina tradycyjnych procedur charakterystycznych dla Teorii? Pomimo tych i innych pytań książka Nycza jest propozycją bardzo interesującą, rzucającą ciekawe światło na relacje pomiędzy nowoczesnymi a ponowoczesnymi sposobami praktykowania humanistyki.
Ryszard Nycz: „Kultura jako czasownik. Sondowanie nowej humanistyki”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2017 [seria: Nowa Humanistyka].