Wydanie bieżące

1 marca 5 (341) / 2018

Sławomir Iwasiów,

UKŁADANKA (JULIAN KORNHAUSER: 'PROZA ZEBRANA')

A A A
„Proza zebrana” to pierwsze podejście – jak informują redaktorzy tomu: Adrian Gleń i Jakub Kornhauser – do wydania rozproszonych, względnie mniej znanych albo nieukończonych utworów prozatorskich Juliana Kornhausera.

W nocie edytorskiej redaktorzy podali adresy bibliograficzne i krótkie opisy pierwodruków poszczególnych tekstów. Na kartach „Prozy zebranej” zostały zatem opublikowane między innymi trzy pełne powieści: „Kilka chwil” (1975), „Stręczyciel idei” (1980) oraz „Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna” (1995). Z punktu widzenia tych czytelników, którzy śledzą i dobrze znają twórczość Juliana Kornhausera, są to utwory najmniej zaskakujące, ponieważ miały wcześniej swoje pełne wydania – trzeba jednak zaznaczyć, że zostały one, na potrzeby tej najnowszej książki, w odpowiednich miejscach uzupełnione i poprawione, a więc stanowią – od tej pory – edycje wzorcowe.

Nieco inaczej jest natomiast w wypadku pozostałych tekstów pomieszczonych w „Prozie zebranej”. Są to kolejno: fragmenty nieukończonej powieści, opowiadania i dziennik poetycki. Wszystkie były publikowane wcześniej albo w prasie (przede wszystkim w „Tygodniku Powszechnym”), albo w czasopismach kulturalno-literackich, takich jak „Kwartalnik Artystyczny”, „Topos” czy „Pogranicza”. Ich rozproszenie było zatem znaczne – i to jest niekwestionowana zasługa redaktorów, którzy zebrali te wszystkie fragmenty twórczości prozatorskiej Juliana Kornhausera i opracowali je w ramach jednego tomu. Zatem obok innych wydanych w ostatnich latach książek – mam na myśli między innymi „Wiersze zebrane” Juliana Kornhausera (2016) oraz „Rzeczy do nazwania. Wokół Juliana Kornhausera” (2016) – „Proza zebrana” układa się w przemyślaną pod względem edytorskim całość i stanowi ważne ogniwo w dorobku Juliana Kornhausera. Tym samym „Proza zebrana” stanowi niejako dopełnienie sylwetki twórczej tego pisarza – łączącego poezję, prozę i teorię literatury.

Oczywiście – sam Julian Kornhauser wywarł wpływ na współczesną literaturę polską przede wszystkim jako poeta, współtwórca grupy poetyckiej „Teraz”, być może najsłynniejszy przedstawiciel Nowej Fali (obok takich pisarzy, również aktywnych w latach 70. XX wieku, jak Stanisław Barańczak, Stanisław Stabro, Krzysztof Karasek, Adam Zagajewski czy Leszek Szaruga). Julian Kornhauser jest nadto rozpoznawalny jako teoretyk literatury, slawista, komparatysta, tłumacz literatur serbskiej i chorwackiej – na tym polu także może poszczycić się znacznymi dokonaniami. Do kanonu literaturoznawstwa należy między innymi wydany wspólnie z Adamem Zagajewskim „Świat nieprzedstawiony” z 1974 roku.

Natomiast twórczości prozatorskiej Juliana Kornhausera przypada chyba trzecia i jak do tej pory najmniej doceniona lokata. Wymienione wcześniej powieści mają oczywiście swoją udokumentowaną recepcję i zajmują ważne miejsce w historii literatury współczesnej. Czy jednak, na tle dorobku autora „Zabójstwa”, dorównują tekstom poetyckim?

Trudno byłoby zbyć milczeniem – z punktu widzenia prozy polskiej po 1989 roku – choćby najnowszą w tym zestawieniu powieść, czyli „Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalną”. Oprócz tego, że została ona zbudowana na motywach autobiograficznych, to nade wszystko zawiera szerokim gestem podjęte wątki gliwickie. Kornelia Ćwiklak – w artykule „Gliwice – zapomniany mikrokosmos. Semiotyka przestrzeni miasta w polskiej i niemieckiej prozie współczesnej” opublikowanym na łamach „Rocznika Komparatystycznego” – wskazała na Juliana Kornhausera, obok Adama Zagajewskiego czy Piotra Lachmanna, jako na tego twórcę, który wprowadził Gliwice na mapę polskiej literatury pięknej. Gliwice, jak stwierdziła autorka artykułu, w perspektywie poetyki miejsca można przyrównać na przykład do Gdańska. Nade wszystko to właśnie ta powieść („Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna”) – jak dowiadujemy się z artykułu Michała Nogasia pod tytułem „Saga rodu Kornhauserów”, który „Gazeta Wyborcza” opublikowała w styczniu 2018 roku – stanowiła źródło wiedzy o losach rodziny dla redaktora opisywanego tu tomu „Prozy zebranej” Jakuba Kornhausera, syna Juliana. Nie jest więc przypadkiem, że to właśnie Jakub Kornhauser – również utytułowany poeta i literaturoznawca – zajął się formowaniem spuścizny ojca (dwa wcześniej wymienione tomy, to znaczy krytyczne „Rzeczy do nazwania” oraz „Wiersze zebrane”, również zostały opracowane przez Jakuba Kornhausera oraz Adriana Glenia – poetę, teoretyka literatury, krytyka).

Wystarczy jednak tła historyczno-recepcyjnego – warto, choćby na moment, przejść do kilku wybranych momentów i wątków „Prozy zebranej” Juliana Kornhausera.

Zostawiając z boku powieści – których przypominanie w całości w tym tomie, jak nadmieniłem wcześniej, jest najmniej „przydatne” dla wprawionych czytelników – należy przyjrzeć się kilku krótszym formom prozatorskim, dotychczas rozrzuconym po łamach specjalistycznych periodyków. Wśród nich jest na przykład „Palimpsest”, opublikowany w 2007 roku w szczecińskich „Pograniczach” fragment niedokończonej, niewydanej, zagubionej w domowym archiwum pisarza powieści (miała być zatytułowana „Niepewność” – choroba Juliana Kornhausera w 2008 roku pokrzyżowała jej wydanie).

W „Palimpseście” został poruszony temat kontrowersyjny i politycznie wciąż relewantny. Chodzi o lustrację, z którą mierzy się główny bohater, Kacper Lewandowski. Kacper jest pisarzem, autorem między innymi poematu o malarzu Andrzeju Wróblewskim. W rozmowie ze swoim kolegą, Hubertem, Kacper stwierdza: „Popatrz, to było raptem dwadzieścia pięć lat temu, a mnie się wydaje, że minęły wieki. Zdążyłem te wszystkie przykre przeżycia wyrzucić z siebie, przetrawić, a teraz muszę wracać do nich” (s. 294). Po co Kacper wraca do przeszłości? Jak postrzega poprzedni system polityczny względem „nowej rzeczywistości”? Jak można – z pozycji teraźniejszości – ocenić wydarzenia minione? To wątki, które – także dzisiaj – mogłyby stanowić kanwę współczesnej powieści politycznej. Tytułowym „palimpsestem” są tutaj nie tylko skomplikowane powiązania pomiędzy postaciami, ale także osobiste historie (tak jak te wyłaniające się z IPN-owskich teczek), nakładające się na siebie warstwami.

O ile „Palimpsest” to fragment nieukończonej całości, tak inne teksty pomieszczone w ramach „Prozy zebranej” tworzą nierzadko zamknięte całości. W sekcji opowiadań znalazły się trzy: „W czasie gdy” (1998), „Wigilia” (1998) oraz jeden z najnowszych utworów w tomie (choć jak dowiadujemy się od redaktorów z noty edytorskiej: trudno było ustalić, kiedy dokładnie został napisany), to znaczy opublikowany w 2016 roku na łamach „Kwartalnika Artystycznego” tekst „Jak gdyby nigdy nic”. Szczególnie ten ostatni tytuł zwraca uwagę – to opowiadanie „rowerowe”, rzec by można, iż zrobione w duchu prozy Andrzeja Bobkowskiego. Bohater wybiera się na przejażdżkę po Krakowie – w jednej chwili granice jawy i snu zaczynają zacierać się w jego skołatanej przemyśleniami głowie, co znajduje odzwierciedlenie w migotliwej narracji.

To jednak nie wszystko – ostatnia część tomu (po powieściach, nieukończonej powieści oraz opowiadaniach) zawiera bowiem dziennik poetycki, czyli notowane na przestrzeni prawie dwudziestu lat „Zapiski z podróży” oraz „Kartki z podróży”. Najstarsze dziennikowe „wpisy” są datowane na rok 1991, a najnowsze sięgają roku 2007. Wcześniej były publikowane między innymi na łamach „Toposu” i „Kwartalnika Artystycznego”. Tworzą one mimo wszystko zamkniętą całość, którą dałoby się scharakteryzować tak – to notatki z podróży po różnych miastach, głównie europejskich, rozpoznawalnych, ale mocno związanych z zawodowym życiem autora. Z jednej strony mamy zatem do czynienia z dziennikiem, który przypomina „klasyczne” utwory (w rodzaju dzienników Witolda Gombrowicza czy Mariana Brandysa). Z drugiej strony – jest to rodzaj „intymistyki akademickiej”, ponieważ autor podróżuje nie tylko jako pisarz, odbywający na przykład spotkania autorskie, ale także znany w środowisku literaturoznawców profesor.

Zmierzając w stronę konkluzji – ten tom jest jak pudełko z puzzlami. Kiedy poskładamy ze sobą wszystkie części, to stanowią one spójny obraz. Czy można usunąć jakiś jego element? Coś dodać? Poprzestawiać poszczególne „kawałki”? Na pewno i tak dałoby się podejść do twórczości prozatorskiej Juliana Kornhausera – gdyby jednak inaczej skomponować „Prozę zebraną”, to zapewne mielibyśmy do czynienia z zupełnie nową, a więc inną jakością.

I w tym sensie wszelkiego rodzaju tomy kompilacyjne są niełatwe do zaklasyfikowania i ocenienia. Jasne, można – na zasadzie „the best of” – polecić je tym wszystkim, którzy chcą mieć w jednym miejscu na półce wybrane lub kompletne (albo wyróżniające się, albo najlepsze) dzieła jednego autora. To również sposób na to, żeby reaktywować dane nazwisko twórcy, przypomnieć jego dorobek, wzbudzić – na nowo – recepcję i krytykę. Czy o to chodziło w tym wypadku? Julian Kornhauser nie potrzebuje chyba w ostatnich latach dodatkowej uwagi – jego córka jest pierwszą damą Rzeczypospolitej, więc nazwisko poety i odniesienia do jego utworów pojawiają się dość często we wszystkich mediach. Nawet ci, którzy wcześniej niezbyt chętnie sięgali do historii literatury najnowszej – o poezji nie wspominając – na pewno potrafią powiedzieć o Julianie Kornhauserze przynajmniej tyle, że jest poetą, profesorem, ojcem Agaty Dudy-Kornhauser. Poza tym, co jakoś wiąże się z wątkiem autobiograficznym, „Proza zebrana” wynika z zainteresowania sagą rodzinną, jest elementem auto/biografii rodu Kornhauserów, w którym poszczególne ogniwa stają się częścią większej całości. I także w tym znaczeniu ta „układanka” jest warta bliższego poznania.
Julian Kornhauser: „Proza zebrana”. Redaktorzy tomu Adrian Gleń, Jakub Kornhauser. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Poznań 2017.