Wydanie bieżące

15 marca 6 (342) / 2018

Kinga Rak,

TECHNOLOGIA I LITERATURA DZIŚ (HENNING LOBIN: 'MARZENIE ENGELBARTA')

A A A
Książka Lobina potwierdza wszystkie moje przekonania związane z opracowaniami na temat humanistyki cyfrowej (a literaturoznawczej odnogi w szczególności), a zarazem wywołuje pewien niepokój. Przekonanie sprowadza się do tego, że jeśli badacze chcą opowiedzieć o wąskim zjawisku lub podzielić się pewną hipotezą na temat związków literatury i technologii, każdorazowo przypominają odbiorcom historię książki i internetu, aby gdzieś pod koniec (czasem już nawet w połowie) opracowania podzielić się swoją myślą, spostrzeżeniami lub szczegółowymi wynikami badań. Niepokój wynika zaś z tego, że chcąc nie chcąc, podobnie skonstruowałam jeszcze nieobronioną dysertację doktorską. I po prostu chyba inaczej pisać się nie da.

Przyznam, że w swojej lekturze „Marzenia Engelbarta” zachowałam skrajny brak obiektywizmu, wynikający z fascynacji relacją literatury i technologii oraz pewnego znużenia wspominanym schematem konstrukcji takich publikacji. Oczekiwałam po Lobinie dobrego eseju, tak dobrego, jaki może napisać dojrzały naukowiec, wieńczący tym tekstem swoją karierę. Błyskotliwej myśli, mocnej refleksji podsumowującej przemiany tak podstawowych dla literaturoznawców czynności jak czytanie i pisanie w dobie elektronicznej. I poniekąd tak się stało. „Marzenie Engelberta” może być dobrą propozycją, niejako szkolną, dla osób, które zaczynają interesować się humanistyką cyfrową i zgłębiać meandry związków technologii, kultury i społeczeństwa. Wtedy wspomniana konstrukcja – odwoływanie się do historii książki, pierwszy komputerów i momentu, kiedy te dwie ścieżki kultury zaczynają się przenikać – dobrze porządkuje wiedzę i być może pozwoli wyznaczyć dalsze kierunki lekturowe. Jednak osobom spragnionym rewolucji, nowych informacji lub inspirujących refleksji zostanie szybkie przewertowanie pracy Lobina tylko z krótkimi postojami na akapity, które niosą za sobą coś więcej.

Już od kilku lat, wnikliwie czytając i czasem recenzując publikacje z tego obszaru, zastanawiam się skąd taki stan rzeczy. Czy za każdym razem my, badacze (gdyż sama nie znalazłam satysfakcjonującego wyjścia z tej sytuacji) musimy referować historie i opisywać stan obecny internetu oraz e-życia literackiego, zanim przedstawimy swoje wnioski z badań i refleksje? Z jednej strony musimy założyć, że czytelnik może być mniej zaawansowany w śledzeniu interesującego nas tematu, z drugiej ciągłe czytanie tych samych informacji w wielu źródłach z jednoznacznym wnioskiem (obecna sytuacja jest wynikiem długiego procesu, a życie literackie zawsze było między innymi kształtowane przez technologię) jest po prostu monotonne. Lobin rozpoczyna swój wywód od przypomnienia informacji na temat historii nośników pisma, przemian procesu czytania i pisania, podaje najważniejsze informacje na temat kultury pisma i początków e-literatury, by dopiero pod koniec publikacji wyrazić swoją krytyczną opinię na temat takiego stanu rzeczy i przedstawić kilka naprawdę ciekawych refleksji. Kończąc jednak ten wątek powtórzeń informacji: mam poczucie, że po prostu inaczej nie można. I być może my, jako czytelnicy, nie powinniśmy oczekiwać wielkich wizji i rewolucyjnych odczytań w momencie, kiedy tematem są tak szerokie problemy jak (u Lobina) czytanie i pisanie w erze zmian technologicznych. Rzeczywistość internetowa, technologia i społeczeństwo zmieniają się tak dynamicznie, że nie zostaje nic innego, niż opisać stan obecny, wyrazić krytyczną refleksję i zreferować źródło takiego stanu rzeczy. Stawianie hipotez byłoby bliskie wróżeniu z fusów. I chociaż opisywane przez Lobina przykłady już za kilka lat będą zdawać się archaiczne, jego publikacja będzie dokumentowała pewien moment w dziejach procesu zmian instytucji literackich. A to już wystarczający powód, aby po tę książkę sięgnąć.

Interesujące z pewnością jest zastosowanie teorii memów (za Richardem Dawkinsem) do współczesnej e-kultury, poddanej już prawom sieci (osłabienie roli tradycyjnych instytucji literackich takich jak wydawnictwa, uniwersytet, media na rzecz poziomej komunikacji w sieci oraz produkcja szeroko rozumianych treści przez amatorów-internautów). Lobin nie jest entuzjastycznie nastawiony wobec zmiany polegającej na przejęciu przez maszyny i algorytmy części zadań, wcześniej przynależnych reprezentantom instytucji literackich (tworzenie treści, ich agregacja w postaci portali i inne), co jest dość nietypowe. Ostrożność autora widać szczególnie na ostatnich stronach książki, gdy pokazując przekształcenia instytucji literackich (wydawnictw, księgarni, ale i mediów), wśród możliwych konsekwencji wskazuje on cyfrowy totalitaryzm (każde nasze kliknięcie jest analizowane na każdym kroku), bańki informacyjne (w których się już właściwie znajdujemy), a ostatecznie koniec kultury w takim stanie, jaki dziś znamy. Księgarnie będą sprzedawać i promować książki idealnie dopasowane do gustów masowych, a czytelnicy żyjący w swoich bańkach nie będą już musieli myśleć – algorytm dopasuje, o czym chcą się dowiedzieć w danym momencie i jaką książkę przeczytać, a technologia jeszcze bardziej przyspieszy proces produkcji literatury. A skoro, zgodnie z teorią memów, najlepiej niosą się treści multimedialne, chwytliwe (by nie powiedzieć: populistyczne), to czeka nas dość mroczna przyszłość. Albo i nawet teraźniejszość, jeśli pomyślimy o działaniach dużych sieci księgarni (o Amazonie nie wspominając), algorytmie Facebooka, Google zbierających dane na nasz temat i wydawnictwach publikujących kolejne tytuły w zgodzie z masowym gustem.

I taki Lobin, zdecydowany, chociaż negatywny, bardzo mi się podoba. Gdyby nie ostatnie kilkadziesiąt stron, pewnie odłożyłabym książkę na półkę bez większych emocji. Zastanawiam się tylko, jak świetną pracę moglibyśmy dostać, gdyby kolejne arkusze wydawnicze były wypełnione śmiałymi prognozami, do których autor jest zdolny, nie zaś elegancko zreferowaną historią książki i internetu. I takiej odwagi życzę wszystkim badaczom kultury i społeczeństwa w sieci. Sobie też.
Henning Lobin: „Marzenie Engelbarta”. Przeł. Łukasz Musiał. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2017.