Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (343) / 2018

Sara Nowicka, Gillian McCain,

PUNK SIĘ NIE ZATRZYMA

A A A
Sara Nowicka: Dwa lata temu wraz z Legsem McNeilem obchodziliście 20. urodziny książki „Please kill me”. Czy zauważyłaś różnicę w odbiorze tej książki przez publiczność w 1996 roku i teraz? Jak punk był postrzegany wtedy, a jak jest dziś?

Gillian McCain: Tak. Kiedy zaczynaliśmy prace nad książką, punk nikogo nie obchodził. Był 1993 roku – punk był martwy od jakichś piętnastu lat. Choć miało się wrażenie, że to były dekady. Dla ludzi, których znaliśmy, punk nigdy nie umarł, jednak dla opinii publicznej... The Sex Pistols byli fenomenem lat siedemdziesiątych.

Legs nie przypuszczał, że nasza książka zostanie kiedykolwiek wydana. Uważał, że właśnie dlatego ludzie rozmawiali z nami tak szczerze – ponieważ założyli, że książka i tak nie zostanie opublikowana.

Dopóki nie skończyliśmy prac nad książką, nie mieliśmy szans na sprzedanie jej żadnemu wydawnictwu. Tak jak mówiłam wcześniej, nikogo nie interesował punk, zaś narracyjna historia mówiona dotycząca popkultury, z wyjątkiem „Edie” (autorstwa Jean Stein i George'a Plimptona – przyp. S.N.), właściwie nie istniała.

Nawet kiedy już sprzedaliśmy książkę Grove (Press – przyp. S.N.), nasz wydawca, Morgan Entrekin, powiedział Legsowi, że „»Vanity Fair« nigdy nie przytoczy fragmentu tej książki, ponieważ to książka o ćpunach i dziwkach”. A jednak „Vanity Fair” zamieściło urywek książki i okazało się, że ludzie pragną dobrych książek o ćpunach i dziwkach.

Wtedy wydarzyło się coś w rodzaju „ducha epoki” – Patti Smith wróciła z emerytury, The Sex Pistols reaktywowali się i wyruszyli w trasę koncertową. Od tego czasu punk nigdy się zatrzymał... i nie sądzę, że kiedykolwiek się zatrzyma.

S.N.: Według mnie największą zaletą Waszej książki jest bliskość. Kiedy ją czytałam, czułam się, jakbym rozmawiała ze swoimi przyjaciółmi. Czy to zasługa formy, narracyjnej historii mówionej, czy szczerości rozmówców?

G.M.: Obu czynników. Jednak to my, autorzy, WYBRALIŚMY fragmenty, które czynią tę książkę bliską. Rzadko umieszczaliśmy wypowiedzi, w których rozmówcy wymądrzają się na temat tego, co się wydarzyło – wybieraliśmy raczej odpowiedzi w stylu „zrobiłem to, zrobiłem tamto...”. Może zauważyłaś, że nigdzie nie umieściliśmy frazy „pamiętam” – dlatego, że natychmiast odebrałaby książce bliskość!

Ale to, co dla mnie było piękne i głębokie w rozmówcach, to fakt, że nikt nie opowiadał swojej historii, posiłkując się moralnym kompasem. Nawet jeśli ktoś był już trzeźwy i czysty, to nigdy nie osądzał swojej przeszłości. Ludzie, którzy sypiają z kim popadnie, często udają, że tego nie robią. Natomiast nasi rozmówcy przyznali się prawie do wszystkiego i czerpali z tego radość! Myślę, że to jedna z ważniejszych przyczyn dużej popularności tej książki – ludzie wstydzą się swojej przeszłości, nie potrafią się od niej zdystansować lub starają się pokazać ją w zupełnie innym świetle.

S.N.: Proszę, opowiedz o książce, nad którą teraz pracujecie. Wiem, że będzie opowiadać o „Rodzinie” Charlesa Mansona i latach sześćdziesiątych (zapowiadana książka nie ma teraz oficjalnego tytułu. Tytuł roboczy, „69”, musiał zostać zmieniony ze względu na zbieżność z tytułem najnowszego filmu Quentina Tarantino – przyp. S.N.). Czy jest dużo mroczniejsza niż „Please kill me”?

G.M.: Tak, jest dużo mroczniejsza. Hasło „peace and love”, z którym kojarzone są lata sześćdziesiąte, nie funkcjonowało zbyt długo. Lato miłości było dokładnie tym – LATEM. Nie całym rokiem, tylko porą roku. Wszystko zaczęło się bardzo szybko i równie szybko zaczęło się staczać – w Haight (Haight-Ashbury, dzielnica San Francisco – przyp. S.N.) nie było już trawy, więc ludzie zaczęli sprzedawać mocniejsze narkotyki. Pojawiły się gangi motocyklowe. Przestępczość zaczęła się szerzyć. Nie zarabiałeś pieniędzy, ale ich potrzebowałeś – mogłeś nie pracować, jednak pieniądze trzeba było skądś brać...

S.N.: Jestem z Polski, dlatego muszę zadać to pytanie: czy słyszałaś o polskiej scenie punkrockowej?

G.M.: Nie, ale podobno jest w fazie rozkwitu. Może pokażesz mi ją, kiedy odwiedzę Polskę?

S.N.: Na koniec pytanie specjalne: jaki jest Twój ulubiony hamburger?

G.M.: Osiemdziesięcioprocentowa polędwica wołowa zrobiona na grillu, z roztopionym amerykańskim serem, przypieczoną bułką, ketchupem i musztardą dijon. Jak to mówią – nigdy nie trafiłam na hamburgera, który by mi nie smakował.