15 kwietnia 8 (344) / 2018

Michał Misztal,

ZABIJ DYLANA (ZABIJ ALBO ZGIŃ. TOM 2)

A A A
Po lekturze pierwszego tomu „Zabij albo zgiń” byłem umiarkowanie zadowolony i trochę kręciłem nosem, głównie z powodu irytującego protagonisty. Niedawno wydawnictwo Non Stop Comics zaserwowało polskim czytelnikom kontynuację serii Eda Brubakera (scenariusz) i Seana Phillipsa (ilustracje) – jest więc okazja przekonać się, czy warto było zaglądać po raz kolejny do świata kierowanego przez nieczyste siły.

O tym, co potrafi scenarzysta tego cyklu, nie wiedzą chyba jedynie odbiorcy komiksów, którzy zainteresowali się historiami obrazkowymi dość niedawno. Chyba nie zaryzykuję wiele, stwierdzając, że Brubaker zazwyczaj nie schodzi poniżej pewnego poziomu, dostarczając czytelnikom udanych opowieści. Z drugiej strony, to jeden z tych twórców, których im więcej się czyta, tym bardziej zauważa się wtórność wkradającą się do ich skryptów. Nawet jeśli jego serie pochodzą z zupełnie różnych światów (trudno postawić znak równości między rzeczywistością „Fatale”, „Velvet” i „Criminal”), czytając je można odnieść wrażenie, że sposób opowiadania, prowadzenia narracji, cały rytm komiksu okazuje się zbliżony do tego, co znamy już z innych dokonań autora. To niekoniecznie wada, ponieważ – powtórzę – Brubaker jest bardzo dobry w tym, co robi. Niemniej jednak w „Zabij albo zgiń” powtarzalność stała się dla mnie szczególnie widoczna.

Jest również Dylan – jeszcze bardziej irytujący niż wcześniej. Wiem, że Amerykanin zapewne rozpisał tę postać tak, jak chciał i jak miała się ona zachowywać. Biorąc pod uwagę jego położenie, reakcje mimowolnego mordercy wydają się dość naturalne, ale i tak wielokrotnie miałem go dosyć. Nie muszę też lubić bohaterów, o których czytam; wręcz przeciwnie, widzę wielu takich, którzy są interesujący, choć irytują, zupełnie się z nimi nie zgadzam albo ich nie popieram. Z Dylanem dzieje się inaczej: to jeden z najbardziej denerwujących komiksowych protagonistów, jakich miałem okazję ostatnio poznać. W drugim tomie serii nadal filozofuje (czy raczej „filozuje”), drażni tymi przemyśleniami, poglądami, przedstawianiem czytelnikom kolejnych wydarzeń. Przez większą część albumu naprawdę myślałem, że spotykające go jak najszybsze tytułowe „…albo zgiń” byłoby dla mnie zbawienne. Zdaję sobie sprawę, że taki, a nie inny bohater nie powinien aż tak przesłaniać mi komiksu jako całości, ale wybaczcie – to silniejsze ode mnie i nic na to nie poradzę.

Nie zrozumcie mnie źle: kontynuacja tego tytułu to ciekawy, dobrze narysowany album z interesującą fabułą oraz z kilkoma godnymi uwagi pomysłami. Problemy wciąż piętrzą się przed Dylanem i jego bliskimi, zaś to, co z tego wszystkiego wynika, sprawia, że bardzo chętnie sięgnę po kolejny tom. Wciąż zastanawia mnie, o co właściwie chodzi z „pracodawcą” zabójcy z okładki komiksu. Po prostu chcę wiedzieć, co będzie dalej, a to znaczy, że nie mogę uznać czasu spędzonego przy „Zabij albo zgiń” za stracony. Właściwie poza kilkoma wspomnianymi zgrzytami (które mogą być nimi jedynie dla nielicznych czytelników), gra tu niemal wszystko. Dlatego polecam spróbować/zaryzykować – może nie będziecie co chwilę wrzeszczeć w myślach na Dylana tak jak ja.
Ed Brubaker, Sean Phillips, Elizabeth Breitweiser: „Zabij albo zgiń. Tom drugi” („Kill Or Be Killed Vol. 2”). Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Non Stop Comics. Katowice 2018.