Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (344) / 2018

Sara Nowicka,

ZWYCIĘSTWO MŁODOŚCI (SCOPE100)

A A A
W projekcie Scope100 uczestniczę od jego pierwszej edycji. Mogę więc obserwować wszystkie zmiany, które w nim zachodzą: powiększanie się liczby uczestników (w pierwszej edycji było ich tylko 50) i pomniejszanie się liczby propozycji filmowych. W tym roku wybrani na podstawie przesłanego formularza widzowie obejrzeli pięć tytułów wyselekcjonowanych z najważniejszych europejskich festiwali. Zmniejszenie liczby produkcji (wcześniej filmów było dziesięć, zaś w zeszłym roku – siedem) ma ułatwić uczestnikom obejrzenie wszystkich tytułów, wszak na zapoznanie się z nimi jest tylko miesiąc. A przecież w Scope100 nie chodzi tylko o obejrzenie pięciu filmów i zagłosowanie na jeden z nich. To projekt, który umożliwia dyskusje na temat kolejnych propozycji, ale pozwala też na kolektywne zastanowienie się nad wyborem obrazu, który zgromadzi w kinach największą widownię. Na forum rozmawiamy nie tylko o walorach artystycznych, ale przede wszystkim o tym, kogo może zainteresować dany obraz i w jaki sposób go promować, by odniósł jak największy sukces frekwencyjny. Po zakończeniu etapu oglądania filmów następuje równie ważny etap dystrybucyjny, w którym jesteśmy zaangażowani w tworzenie trailera, plakatu czy wybór hasła promującego film.

Te cztery edycje pozwoliły mi dowiedzieć się, jak wyglądają kulisy dystrybucji kinowej. Jednak dużo cenniejsze okazało się odkrycie, że w ogóle nie znam gustu szerokiej widowni. W zeszłorocznej edycji wprowadziliśmy do kin „Czerwonego żółwia” Michaela Dudoka de Wita (o czym pisałam tu: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=317&artykul=5902). Szczerze przyznaję, że nie był to mój faworyt. Co więcej, byłam zagorzałą przeciwniczką wybrania niemej animacji z filozoficznym zacięciem, bo przecież taki obraz zainteresuje tylko nielicznych. A jednak „Czerwony żółw” okazał się wielkim sukcesem i przyciągnął do kin ponad 31 tysięcy widzów, czym pobił na głowę zwycięzcę pierwszej edycji Scope100, film „Magical Girl” Carlosa Vermuta, który obejrzało w kinie 17 tysięcy odbiorców. Dla porównania, w innych krajach biorących udział w projekcie, takich jak Portugalia, Czechy czy Litwa, zwycięskie filmy zgromadziły 1–2 tysiące widzów. W tym roku w innych krajach wygrały m.in. „Nie jestem czarownicą” Rungano Nyoni na Węgrzech oraz „Lato 1993” Carli Simón w Norwegii. Oba filmy w kwietniu mają premierę w polskich kinach.

Zwyciężycznią 4. edycji Scope100 została francuska „Ava” Lêi Mysius. Film ten, podobnie jak inne tegoroczne propozycje, był już dostępny w Polsce – online podczas 7. edycji My French Film Festival. Obraz opowiada o trzynastoletniej dziewczynie, która w wyniku choroby zaczyna ślepnąć. Problem utraty jednego z wiodących zmysłów jest dla autorki pretekstem do pokazania zmysłowości świata dorastającej dziewczyny. „Ava” charakteryzuje się niezapomnianą, eklektyczną ścieżką dźwiękową i zdjęciami, pełnymi intensywnych kolorów i światła. Francuska produkcja jest wariacją na temat kina coming of age, w której do opowiadania o trudnej relacji matki z córką i rozpoczęciu pierwszego romansu reżyserka używa środków zaczerpniętych i z awangardy, i z kina gatunków.

Drugie miejsce zajął „Western” wyreżyserowany przez Valeskę Grisebach i współprodukowany przez Maren Ade, twórczynię „Toni Erdmanna”. To zwycięzca 17. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty. Jednym z największych atutów tej niemieckiej produkcji jest umiejętne wykorzystanie gatunkowej konwencji i przełożenie jej na europejską rzeczywistość. Film w intelektualny, nienachlany sposób porusza takie tematy jak poczucie obcości, męskość i walka o dominację. Wprowadzenie go do kin wydawało się ryzykowne, gdyż „Western” toczy się w bardzo powolnym tempie. To film, który spodoba się wielbicielom slow cinema, ale może zniechęcić widzów szukających w kinie akcji i rozrywki.

Trzecie miejsce (tylko jeden punkt mniej od „Westernu”!) zdobyło „Cierpkie mleko” Huberta Charuela, które można było zobaczyć w zeszłym roku w Katowicach podczas 7. edycji Ars Independent. Film brał udział w konkursie głównym i zajął drugie miejsce w głosowaniu publiczności. To prosta, rzetelnie zrealizowana opowieść o walce jednostki z systemem. Po jednej stronie barykady znajduje się młody rolnik, który naprawdę kocha swoje krowy, a po drugiej są dyrektywy unijne dotyczące hodowli zwierząt i masowej produkcji mięsa. Bohater staje przed trudnym wyborem moralnym, który jest nie tylko idealistyczny i ekologiczny, ale też pragmatyczny – wszak wraz z krowami straci źródło zarobku. „Cierpkie mleko” sprawia wrażenie chłodnego, realistycznego obrazu, jednak wielu uczestników Scope100 to właśnie ten tytuł poruszył najbardziej. Być może dlatego, że nie ma w nim sztucznych emocji, jest za to wiele prawdy na temat otaczającej nas rzeczywistości.

Najoryginalniejszą propozycją w tegorocznej edycji Scope100 okazał się zdecydowanie „Obraz niemożliwy” Sandry Wollner. Film, podobnie jak „Western”, brał udział w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty na zeszłorocznym festiwalu we Wrocławiu, jednak nie zdobył żadnej nagrody. W moim odczuciu zupełnie niesłusznie, ponieważ to wyróżniające się formalnie kino, poruszające wiele ważkich tematów. „Obraz niemożliwy” jest stylizowany na home movie kręcony na taśmie 8mm. Akcję umiejscowiona została w 1956 roku i przedstawia życie rodziny składającej się głównie z kobiet, której codzienność, pod pozorem sielanki, skrywa wiele mrocznych tajemnic. Wollner tworzy film, który jest bardzo bliski widzowi, odwołuje się do jego własnych wspomnień i przeżyć – nie tylko tych realnych, ale też tych wyobrażonych. Reżyserka nawiązuje zarówno do kina realistycznego, jak i do surrealizmu. „Obraz niemożliwy” to udany, artystyczny eksperyment, który jest kolejnym dowodem na to, że młode europejskie reżyserki mają dużo do powiedzenia i nie brak im odwagi, by korzystać z różnych form i konwencji.

„12 dni” Raymonda Depardona, film znany z konkursu 17. MFF Watch Docs, to mocne kino. Dokument, który gra na emocjach widza, demaskując bezduszność instytucji nadzorującej osoby… no właśnie. Chore psychicznie? A może po prostu nieradzące sobie z codziennymi problemami? Depardon stawia pytania o granice normalności oraz o granice wolności jednostki. Przedstawione osoby nie mogą stanowić same o sobie i w tym, a nie w emocjonalnych problemach, tkwi ich koszmar – co szczególnie porusza we fragmencie o młodej matce, która nie może wrócić do swojego dziecka. Namysł nad tymi problemami wzbogaca odwołanie do Michela Foucaulta, filozofa, który poruszał w swoich pracach, tak ważne w filmie, tematy szaleństwa i instytucji zamkniętych. Jednak moje wątpliwości budzi postawa reżysera, który z jednej strony krytykuje instytucję, a z drugiej w równie przedmiotowy, pozbawiony empatii sposób traktuje pokazanych w filmie pacjentów.

Wśród pięciu odrębnych gatunkowo i stylistycznie filmów wygrał obraz najbardziej młodzieńczy i buntowniczy. Zwycięski film pojawi się w polskich kinach na przełomie czerwca i lipca. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na promocję filmu opowiadającego o przełomowych wakacjach tytułowej Avy. Pozostaje życzyć produkcji pokaźnej widowni, która, w przerwie od piłkarskich emocji, będzie chciała spojrzeć na świat ciekawskimi oczami dorastającej dziewczyny.