Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (344) / 2018

Kamila Czaja,

WSZYSTKO I NIC (DENNIS LEHANE: 'POKOCHAĆ NOC')

A A A
Do niewielu autorów kryminałów/thrillerów mam (a raczej miałam…) takie zaufanie, jak do Dennisa Lehane’a. Pisarz ten cyklem książek o Particku Kenziem i Angeli Gennaro zapewnił mi „wielotomowe przypomnienie”, czym jest porządny neo-noir. Głośne, zekranizowane przez Clinta Eastwooda i Martina Scorsese powieści „Rzeka tajemnic” i „Wyspa tajemnic” to trzymające w napięciu historie, w których sensacyjna intryga rozgrywa się wśród pełnokrwistych postaci i na przemyślanym tle społecznym. Po „Pokochać noc” sięgałam więc bez obaw, wierząc, że Lehane poniżej pewnego poziomu nie zejdzie. Zszedł.

Nowa, wydana w Polsce rok po oryginale książka zasłużonego autora zaniepokoiła mnie już okładką. Nie tylko dlatego, że – jak się potem okazało: słusznie – obawiałam się, że opis streszcza pół książki, zdradzając wiele teoretycznie zaskakujących zwrotów akcji. Także dlatego, że czytając „zachętę” – „Thriller, który chętnie sfilmowałby sam Hitchcock, mroczny niczym filmy Nolana, diaboliczny jak dzieło Lyncha” – trudno nie zastanowić się, po pierwsze, czy ktoś zapytał aby Hitchcocka o zdanie, a po drugie, gdzie tu w ogóle literatura. Później doszłam jednak do wniosku, że powieść „Pokochać noc” może faktycznie jako film sprawdziłaby się lepiej. Nie dlatego, że jest faktycznie hitchcockowska, mroczna i diaboliczna, lecz dlatego, że w dwugodzinnym seansie zmieściłoby się jej znacznie mniej.

Historia Rachel Childs okazała się zdecydowanie za mało interesująca, by uzasadnić swoją pokaźną objętość, na którą składa się wszystko po trochu. Psychologiczna powieść o znękanej psychicznie, poszukującej korzeni i miłości kobiecie? Sensacyjna opowieść o oszustwach na wielką skalę? Pełen przeciwności losu romans? Powieść o społecznym przesłaniu na temat upadku dziennikarstwa oraz trudnej sytuacji Trzeciego Świata? Wszystko równocześnie – a nic w sposób wystarczająco przekonujący.

Na stronie 102 pod wpływem frustracji zanotowałam ołówkiem: „O czym to jest?”. Wśród historii o szukaniu biologicznego ojca, pamięci o toksycznej matce, trzęsieniu ziemi na Haiti, agorafobii, ataku na World Trade Center, przebiegu romansu z tajemniczym Brianem, a także wszelkich gwałtów, bójek, szemranych interesów, kradzieży tożsamości etc. można odnieść wrażenie, że w „Pokochać noc” naprawdę jest wszystko – oprócz głębszego sensu. Fakt, Lehane okazuje się wciąż na tyle sprawny warsztatowo, że niektóre z tych wątków jakoś się łączą (podczas gdy niektóre zdają się pochodzić z jakiejś innej książki), ale nie sprawia to, że jest interesująco. Zabrakło w tej książce selekcji, pomysłu na całość i stylistycznego błysku, którym autor imponował wiele razy wcześniej.

Momenty, kiedy miałam poczucie, że to ten sam dowcipny, obdarzony czarnym humorem i zmysłem obserwacji pisarz, który napisał choćby „Gdzie jesteś, Amando?”, są tu nieliczne. Raz na kilkadziesiąt stron Lehane imponuje lakonicznym opisem postaci („Osiągnął ten wiek – trzydzieści pięć lat, jak podejrzewała – w którym zaczął przypominać swojego ojca i przestał wyglądać jak czyjś syn” [s. 83]) czy współczesności („W którym momencie wszyscy miejscy rowerzyści umówili się, że będą nosić obcisły spandeks, oklejony nazwami firm, jakby musieli zdobyć sponsora, żeby popedałować do Starbucksa?” [s. 210]), a czasami wciąż stać go na świetne uzasadnienie ludzkich motywacji („Gdy się upewniłem, że nie żyje mu się lepiej niż mnie, przestał mnie interesować” [s. 191]).

Równocześnie jednak – i to niestety przez większość nowej powieści – Lehane rozwadnia potencjalnie ciekawe spostrzeżenia i sceny takimi, przy których oczy same się zamykają. Dostajemy liczne wykazy kolejnych czynności podejmowanych przez bohaterkę, nadmiernie szczegółowe opisy ludzi i miejsc, niepotrzebne powtórzenia tych samych obserwacji. Autor „Pokochać noc” próbuje budować napięcie, ale zamiast tak skonstruować thriller, by – jeśli już sięgać po biednego Hitchcocka – emocje cały czas rosły, proponuje cząstkowe kumulacje poszczególnych wątków. Naczelna intryga ginie gdzieś pośród „zaskakujących” pomniejszych zwrotów akcji. I kiedy czytelnik odkrywa, że za wszystkim może jednak stał jakiś, nawet jeśli niezbyt udany, fabularny zamysł, to jest już zbyt znudzony, by to docenić. Lehane wpada w pułapkę wielopoziomowych gier, przez co zamiast pogłębić powieść, tworzy sztuczny, zbyt wyraźnie zainscenizowany świat z nieprzekonującymi postaciami. Zorientowałam się nawet, że nie tylko nie zależy mi na tym, by bohaterowie, stylizowani na przeznaczonych sobie kochanków, byli ostatecznie razem, ale nieszczególnie troszczę się nawet o to, by przeżyli do końca książki.

W przejęciu się losami postaci przeszkadza nie tylko niemożność skupienia się autora na kilku wartych pogłębienia kwestiach, ale i to, że romans ze względu na poziom emocjonalnego banału przypomina raczej dokonania E.L. James, chociaż bez sadomasochistycznego nachylenia. Nie tylko nie znalazł tu Lehane ciekawego klucza na miłosną opowieść, ale i w planie egzystencjalnych „prawd” karmi czytelnika „głębokimi” stwierdzeniami w rodzaju: „Oświetla nas od środka pojedynczy płomyk świeczki, a kiedy gaśnie i światło zniknie z naszych oczu, jest tak, jakbyśmy nigdy nie istnieli. Nie mamy naszego życia na stałe, wypożyczamy je na jakiś czas” (s. 353).

„Pokochać noc” to kilka pomniejszych zaskoczeń, gdy Lehane przypomina sobie, że umie zwieść odbiorcę, co jest prawdą, a co grą. Plus parę ładnych zdań czy dialogów, które mogłyby znaleźć się i w lepszych książkach tego autora. Poza tym jednak najnowszy thriller amerykańskiego pisarza uznałabym za niezbyt sprawny recykling znanych już chwytów gatunku, na dodatek nadmiernie tu rozciągniętych. Żałuję, ale tę powieść trudno nawet polubić, a co dopiero pokochać.
Dennis Lehane: „Pokochać noc”. Przeł. Maciejka Mazan. Prószyński i S-ka. Warszawa 2018.