15 kwietnia 8 (344) / 2018

Marta Bieganowska-Molendowska,

MORTKA PO RAZ PIĄTY (WOJCIECH CHMIELARZ: 'CIENIE')

A A A
Nadzwyczaj płodny literacko pisarz po spektakularnym „Zombie” powraca do cyklu o warszawskim policjancie, Jakubie Mortce, w najnowszej powieści pod tytułem „Cienie”. Piąta część pasjonującej serii nie przynosi rozczarowania. Fabuła jest prowadzona zręcznie, bohaterowie pełnokrwiści, akcja wartka, wątki zajmujące. Autor po raz kolejny potwierdza swoją renomę pisarza-rzemieślnika, wprawnego w swoim fachu, solidnego, dążącego do literackiego rozwoju, czym zjednuje sobie kolejne rzesze czytelników, rozbudzając apetyt na więcej – i Mortki, i Chmielarza.

W „Cieniach” stykają się dwa prowadzone równolegle wątki. Były partner zawodowy głównego bohatera, podkomisarz Dariusz Kochan, znajduje się w wyjątkowo nieciekawym momencie życia. Po szeregu wydarzeń, które opisane zostały w poprzednich częściach serii, związanych – mówiąc najogólniej – z porażkami, które odniósł jako człowiek, mąż i ojciec, oraz błyskotliwym sukcesem jako glina, Kochan zostaje posądzony o podwójne zabójstwo wdowy po gangsterze i jej córki w willi w Milanówku. W miejscu zbrodni zostaje znaleziona jego broń. Nie dziwi zatem, że to Mortkę – jako tego, który podejrzanego zdaje się znać najlepiej – wzywa się do pomocy w prowadzeniu śledztwa. W międzyczasie komisarz odbiera telefon od Kochana z prośbą o pomoc, motywowaną informacją, że ktoś próbuje go wrabiać. Tak zaczyna się zręczna intryga, za sprawą której Mortka znów stanie przed szeregiem wyborów natury moralnej i przekona się, że żadnej kwestii nie da się traktować zerojedynkowo.

W drugim planie powieściowym toczy się śledztwo aspirantki Suchockiej – nazywanej Suchą. Stanowi ono bezpośrednią kontynuację historii, która urwała się w ostatniej scenach poprzedniej książki Chmielarza, „Osiedla marzeń”, kiedy młoda policjantka odkryła tajemniczy pen drive w pokoju jednej z ofiar. Okazuje się, że dysk zawiera zapis brutalnej orgii, gwałtu dokonanego na młodym chłopaku przez grupę mężczyzn, wysoko postawionych biznesmenów, polityków i postaci z pierwszych stron gazet. Sucha podejmuje własne, nieoficjalne dochodzenie, wyglądające na osobistą wendetę – który to potencjał fabularny zapewne zostanie wykorzystany w kolejnych częściach serii. Śledztwo to doprowadzi aspirantkę w najmroczniejsze miejsca Warszawy. Będzie przemierzała męskie burdele, podrzędne bary, trafi do eleganckiego biura i mieszkania rodziny klasy średniej, a każda z tych scenerii będzie bardziej odrażająca od poprzedniej.

Chmielarz nie byłby sobą, gdyby obu wątków nie połączył w zmyślny sposób. Wierny czytelnik serii o Mortce z pewnością wnet domyśli się, że wspólnym mianownikiem dla tych spraw jest znana postać gangstera Borzestowskiego. W „Cieniach” zmienia się jednak mocno jego status. Nie jest już wszechwładnym szwarccharakterem trzęsącym stolicą; starzeje się, ma problemy ze zdrowiem, jego najważniejszy człowiek planuje zeznawać przeciwko niemu, a zarzucona na niego przez Mortkę sieć zaczyna się zacieśniać, nie oszczędzając także powiązanych z gangsterem policjantów Grudy i Andrzejewskiego.

Umiejętne kreowanie barwnych, niejednoznacznych postaci drugo- i trzecioplanowych to bez wątpienia silna strona warsztatu pisarskiego Chmielarza. Dzięki temu fabuła staje się bardziej kompletna, zyskuje też na lekkości, często bowiem za sprawą bohaterów pobocznych wprowadzany jest – całkiem udanie – wątek humorystyczny, który przecież mógłby licować z doniosłą rolą, jaką ma do spełnienia w powieści śmiertelnie poważny, acz nieustraszony w walce z przestępczością w Polsce centralnej, jak i prowincjonalnej komisarz Mortka. Pogłębienie charakterystyki postaci towarzyszących pozwala też na wprowadzenie dodatkowych mikrowątków, wzbogacających i uzupełniających powieściowy świat. W „Cieniach” powraca plejada charakterów dobrze z znanych z innych części cyklu – Mieszko i jego dziewczyna Beata, żona Kochana – Ania, partnerka Mortki – Olga; ewolucja niektórych z nich bardzo ciekawie rokuje na dalszy rozwój cyklu, obiecywany zresztą przez autora.

Docenianym przez recenzentów elementem serii warszawskiej jest sfera językowa powieści. Nie bez przyczyny – styl jest znakomicie dopasowany do charakteru gatunkowego publikacji, nie wysuwa się na pierwszy plan, odwracając uwagę od fabuły retorycznymi popisami, jest wyważony i adekwatny. Dojrzałe posługiwanie się tego typu językiem – prawie przezroczystym, momentami surowym sprawia, że lektura płynie wartko, potoczyście. Uważniejszy czytelnik wyczuje subtelności stylistyczne i zapewne odkryje kryjący się za nimi potencjał interpretacyjny (jak przykładowo sceny w mieszkaniu Olgi), jednak w powieści język nie jest samodzielnym bohaterem – i to z korzyścią dla niej!

Oś tematyczna „Cieni” koncentruje się wokół pojawiających się we wcześniejszych książkach autora wątków trudnej, męskiej przyjaźni, lojalności wobec partnerów i przyjaciół, wyborów natury etycznej, wreszcie spraw z przeszłości, które, nawet najskrzętniej upchnięte pod dywan, zawsze zdają się znaleźć drogę powrotu. Linia fabularna powieści nie zdradza oznak przesadnego skomplikowania – jest na tyle zawiła, by pozostać zrozumiałą, co nie jest wcale regułą w polskim pisarstwie gatunkowym; od początku prowadzona jest konsekwentnie, rzetelnie; próżno dopatrywać się tu elementów wzbudzających uczucie chaosu czy nadmiaru.

„Cienie” są lekturą bez wątpienia interesującą, niezwykle ważną dla całości cyklu – jednak mnie trudno oprzeć się wrażeniu, że ramy kryminału sensu stricto zaczynają autora nieco ograniczać, by nie powiedzieć – uwierać. Najnowsza powieść to kawał dobrej, pisarskiej roboty; jak wykazano powyżej, nie można przedstawić jej żadnego poważnego zarzutu. Co najbardziej cieszy, to widoczny gołym okiem rozwój literacki autora, który z każdą kolejną książką dojrzewa, staje się bardziej uważny i świadomy.

Nie bez powodu we wstępie wróciłam do „Zombie”, w mojej ocenie najlepszej z dotychczasowych powieści Chmielarza, której niejednorodny charakter pozwolił autorowi w pełni rozwinąć literackie skrzydła pod pozorem zabawy kategoriami estetycznymi, żonglerki konwencjami, ekwilibrystyki intertekstualnej. Teraz, gdy autor pokazał już, na jak brawurowe popisy go stać, tradycyjna powieść sensacyjno-kryminalna, nawet ta najsolidniejsza i z największą precyzją zbudowana, będzie pozostawiała pewien niedosyt, zwłaszcza dla wprawnego odbiorcy. Stąd też we wnioskach rekapitulacja wstępnej tezy – więcej Mortki (ale odświeżonego!) i więcej Chmielarza (ale także w innych wcieleniach – tu z niecierpliwością czekam na majową premierę „Żmijowiska”)!
Wojciech Chmielarz: „Cienie”. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2018.