Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (344) / 2018

Laura Pomianowska,

SEN HRABINY (BARTŁOMIEJ KIEŁBOWICZ: 'OD PEWNEGO CZASU MIESZKAM W CZYIMŚ ŚNIE')

A A A
Od kilku miesięcy działa w Warszawie przy ulicy Pięknej 28/34 nowa galeria Contrast. Byłam w niej na wystawie Bartłomieja Kiełbowicza „Od pewnego czasu mieszkam w czyimś śnie”. To młody twórca debiutujący w Polsce, laureat konkursów artystycznych, wystawiany w Polsce i za granicą.

Monochromatyczne, wielkoformatowe płótna o miejscami wyrazistej fakturze to obrazy Kiełbowicza prezentowane w ramach jego wystawy. Wzrok przesuwa się po płaszczyznach zapełniających duże przestrzenie. Dominuje szarość, zimne, niebieskie tony, na których tle odcina się lekko przygaszony pomarańczowy kwadrat płótna zrytmizowanego jaśniejszymi plamami. Dalej monotematyczne rysunki, skupienie się na detalu, który powielany, urasta do rangi wzoru ornamentalnego. W pracach widać formy geometryczne opisujące formy świata naturalnego, uporządkowanie; całość, poza dużymi obrazami, ma charakter szkicowych notatek z podróży. W galerii między tymi pracami wiszą wykonane przez artystę zdjęcia. Z ciemnej zieleni przykrytej półcieniem wyłania się ogród. Na jednej z fotografii Kiełbowicz uchwycił wznoszącą się w otoczeniu ogrodu osobliwą, drewnianą konstrukcję. Sugeruje ona swoim kształtem parę olbrzymich ptaków opierających się na wysokich nogach (jednocześnie będących filarami wspierającymi podest do fantazyjnej zjeżdżalni). Elementy omszałego drewna stoją, uśpione, w głębi ogrodu, podtrzymują iluzję nieprzemijającego marzenia.

To zdjęcie jest jak kadr z surrealistycznego snu. Wnosi w projekt wystawy Kiełbowicza element niesamowitości i tajemnicy, odcina się od chłodnych, wyważonych prac plastycznych. Na podstawie rysunków i obrazów malarza trudno by było odgadnąć miejsce ich powstania. Tekst kuratorski wprawia mnie w zdumienie, gdy czytam o z gruntu fantastycznej idei wielohektarowego ogrodu pewnej hrabiny, zamieszkującej miejsce urządzone na wzór jej sennych wizji z młodości, zapełnionej zjeżdżalniami w kształcie ptaków, podwieszanymi łożami, manekinami i lalkami. A jednak nie był to sen artysty, lecz doświadczenie zamieszkania we śnie – pięknym śnie hrabiny. Posiadłość, w której marzenie przeplatało się z rzeczywistością otaczał wysokim murem zielony żywopłot, dopełniając obrazu niedostępności i elitarności terenu.

Jak to jest znaleźć się w obrazie? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć malarz, „osadzony” w ramach artystycznego stypendium w więzieniu nie swojej wyobraźni. Projekt realizowany w ramach współpracy z brukselską Roberto Polo Gallery zakładał izolację przez jeden miesiąc i przebywanie w zamknięciu w domu zaprzyjaźnionej z marszandem właścicielki. Taki artystyczny eksperyment miał na celu z pewnością rozbudzenie artystycznej wrażliwości i stworzenie pola dla rozwoju w odmiennym, inspirującym środowisku. Jednak czy możliwe jest uczynienie dzieła sztuki z aktu stania się jego częścią? Kiełbowicz, trafiając do utopijnego świata hrabiny, stał się elementem już gotowego (i co gorsza doskonałego) dzieła. Kobieta ukształtowała swoje własne uniwersum – jako demiurg zaaranżowała przestrzenie ogrodu i wnętrz tak, by korespondowały ze światem ze snów, jaki nosiła w sobie i swojej pamięci. Tu, gdzie nakłada się indywidualna pamięć, sen, marzenie i kreacja powstał prawdopodobnie jedyny i niepowtarzalny ogród, silnie przekształcony przez artystkę (hrabinę). Natura stała się dla niej materią tworzenia – dla Kiełbowicza materią było już gotowe dzieło. Można spojrzeć na tą sytuację jako na konfrontację dwojga artystów: mistrza i ucznia, poszukującego miejsca dla twórczej wiwisekcji. W momencie konfrontacji z samym sobą w utopijnym świecie malarz przeszedł pewną transformację. Wspominają o niej autorki wystawy w tekście kuratorskim. Ewolucji uległ styl artysty – stał się bardziej syntetyczny i abstrakcyjny. Źródłem tej przemiany jest właśnie życie w złotej klatce, w odseparowaniu od codziennej rzeczywistości. Sytuacja Kiełbowicza miała w sobie coś z doświadczenia granicznego. Wrzucony do cudzej świadomości i obcego świata znalazł się wewnątrz dzieła sztuki – by uczynić sztukę z bycia w jego wnętrzu.

Kondensację języka plastycznego artysty można odczytać jako efekt pewnego stłamszenia i omotania światem już stworzonym (przetworzonym). Być może to reakcja na zanik sił twórczych artysty postawionego przed zadaniem prawie niewykonalnym. Malarzowi pozostaje zebrać sumę doświadczeń z dziwnego okresu przebywania we wnętrzu szklanej kuli i utrwalić je językiem sztuki. Mam wrażenie, że siła oddziaływania atmosfery posiadłości hrabiny była dla Bartka Kiełbowicza tak duża, że wymusiła zmianę stylu pozostawiając jednocześnie pustkę po dziele sztuki, które pozostało poza artystą.
Bartłomiej Kiełbowicz: „Od pewnego czasu mieszkam w czyimś śnie”. Galeria Contrast, Warszawa. 17.02-18.03.2018.