Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Przemysław Pieniążek,

STAN RÓWNOWAGI (DAN BAUM: 'WOLNOŚĆ I SPLUWA. PODRÓŻ PRZEZ UZBROJONĄ AMERYKĘ')

A A A
Dan Baum, felietonista „New Yorkera” oraz reporter „The Wall Street Journal”, od dziecka interesował się bronią. Już jako pięciolatek udowadniał swoją wyjątkową celność na strzelnicy, będącej (przynajmniej z jego perspektywy) największą atrakcją obozu letniego w miasteczku Sunapee w stanie New Hampshire. Do ulubionych zabawek małego Dana należały rzecz jasna atrapy pistoletów i karabinów, na które krzywym okiem patrzyli mieszkańcy rodzinnej dzielnicy, w której protesty przeciwko wojnie w Wietnamie były wyjątkowo silne. Gdy na trzecim roku studiów na Uniwersytecie Nowojorskim Baum kupił swoją pierwszą prawdziwą broń (stary karabinek Remington kalibru .22), zachował to w tajemnicy – wiedział bowiem, że jego znajomi automatycznie uznają go za jednego z powszechnie wyszydzanych „świrów od broni”. Później, jako liberalny demokrata (głosujący na Baracka Obamę) wyjaśni w swojej książce, że „broń palna nie podporządkowuje się zdrowemu rozsądkowi; albo się ją kocha, albo jej nienawidzi. Ale właściwie dlaczego? I dlaczego, podobnie jak podstawowa opcja kablówki, która zawsze obejmuje telezakupy, zamiłowanie do broni łączy się z politycznym konserwatyzmem?” (s. 19).

Będąc już panem po trzydziestce, autor „Dziewięciu twarzy Nowego Orleanu” nauczył się polować na jelenie, co (po części) miało być nowym sposobem doświadczania natury, ale także „uzasadnionym” powodem, dla którego broń miała pozostać istotnym elementem życia narratora recenzowanej książki. Problem w tym, że ubieganie się o pozwolenia oraz konieczność kupowania amunicji sprawiły, że Dan Baum znalazł się na radarze Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego (NRA), którego przedstawiciele bez przerwy nękali dziennikarza, aby wstąpił w ich szeregi. Fakt – był pasjonatem broni, ale zdecydowanie nie należał do związanej z nią kultury. Do tego zaczęły trapić go przeróżne wątpliwości: czy w dobie (nie tylko) szkolnych masakr wciąż jeszcze można mówić o „zdrowej” fascynacji bronią? Czy prawo do jej noszenia (jedna z podstaw wolności osobistych wynikająca z drugiej poprawki do amerykańskiej konstytucji) powinno zostać zaostrzone, czy raczej zliberalizowane, bo jedynie powszechny dostęp do gnatów wszelakiej maści jest w stanie poprawić bezpieczeństwo obywateli Stanów Zjednoczonych? I czy wszystkich „broniarzy” (tytułowi gun guys) należy wrzucać do jednego worka opatrzonego etykietką: „psychole”? Pewnego dnia Dan Baum postanowił znaleźć odpowiedź na te oraz inne równie istotne pytania.

„Jeśli miałem poznać innych posiadaczy broni, musiałem podejść do każdego z nich indywidualnie, na strzelnicach i giełdach, na zawodach i aukcjach, w lasach i w garażach. Wystarczyło mi jednak spojrzeć w lustro, bym wiedział, że łatwo nie będzie. Jako przygarbiony, łysawy Żyd w średnim wieku, noszący okulary i dżinsy z zaszewkami, wyglądałem jak rasowy zjadacz ciasteczek. Dlatego zacisnąłem zęby i zapisałem się do NRA dzięki czemu otrzymałem nie tylko prenumeratę miesięczników »American Rifleman« i »America’s 1st Freedom«, ale również gustowną niebiesko-złotą czapeczkę oraz przypinkę NRA – doskonały kamuflaż. Najlepszym miejscem obserwacji zachowań społecznych jest naturalne środowisko danego gatunku, dlatego w pewien upalny jesienny poranek wyruszyłem na poszukiwanie strzelnicy” (s. 19) – tak zaczyna się pasjonująca eskapada Dana Bauma, który – posiłkując się aplikacją Gun Store Finder (wyszukiwarka sklepów z bronią) – przemierza samochodem (wyładowanym amunicją i sprzętem kempingowym) amerykańskie szlaki w poszukiwaniu innych pasjonatów broni.

Chcąc poznać „branżę” z punktu widzenia klienta/użytkownika – pamiętając jednocześnie, by nie dać się wciągnąć w żadne polityczne przepychanki – Dan Baum rozmawia między innymi ze sportowcami (w tym uczestnikami konkurencji o nazwie submachine gun competition), trenerami, przedstawicielami branży filmowej (bardzo ciekawy fragment dotyczący „broni Hollywoodu”), miłośnikami gier komputerowych o profilu militarnym, pasjonatami strzelectwa płci obojga, myśliwymi, kolekcjonerami oraz działaczami społecznymi próbującymi zmienić negatywne konotacje jakie budzi kultura strzelania.

Prezentując kolejne human stories, autor daje się poznać jako cierpliwy słuchacz i otwarty na swoich rozmówców interlokutor, skrzętnie dzielący się ze swoimi czytelnikami refleksjami na temat przyczyn stojących za spadkiem rentowności, a co za tym idzie – zamykaniem wielu sklepów z wiadomym asortymentem. Jednocześnie Dan Baum relacjonuje, w jaki sposób – nie wymagające pozwolenia w większości stanów – noszenie broni w widocznej kaburze (tzw. open carry) oraz broni ukrytej wpływało na jego zachowanie, zmysł obserwacji, a nade wszystko: poczucie bezpieczeństwa.

„Cały gniew skierowany przeciwko broni tajemniczo ulatywał, kiedy schodziło na temat myślistwa. Nawet najzagorzalsi zwolennicy ograniczenia dostępu do broni palnej wiedzieli, że z polowaniem wiąże się zbyt dużo tradycji, by się w to mieszać. Myślistwo mogło się nawet okazać przydatne; dawało okazję do odrobiny politycznego dżiu-dżitsu” (s. 111) – zaznacza autor przypominając, iż również ta sfera kultury broni palnej skutecznie dzieli opinię publiczną i reprezentantów przeróżnych stronnictw, w tym członków NRA. Baum zwraca bowiem uwagę na fakt, że wielu aktywistów na rzecz prawa do broni w ogóle nie uznaje myśliwych za sojuszników, nazywając ich fuddami (nawiązanie do postaci ciamajdowatego Elmera Fudda bezskutecznie próbującego ustrzelić Królika Buggsa) oraz deprecjonując jako dyletantów, którzy „pławią się w komforcie wynikającym z uprzywilejowanego statusu jedynych usprawiedliwionych użytkowników broni” (s. 113). W gronie rozmówców Bauma, obok przedstawicieli wyżej wymienionego stowarzyszenia, znaleźli się również rzecznicy waszyngtońskiego Centrum imienia Brady’ego na Rzecz Zapobiegania Przemocy z Użyciem Broni Palnej oraz założyciel organizacji Żydzi na Rzecz Utrzymania Własności Broni Palnej – osoby inicjujące ciekawe dyskusje o chwilami dość nieoczekiwany przebiegu.

Na kartach „Wolności i spluwy. Podróży przez uzbrojoną Amerykę” autor porusza także bardziej osobiste tematy, przywołując między innymi tragiczne okoliczności, w jakich z zimną krwią został zamordowany jego przyjaciel, dopełniając zbiorowy portret „broniarzy” spowiedzią byłego gangstera. Dan Baum zaznacza przy tym, że w każdym większym mieście działała co najmniej jedna organizacja (Homeboy Industries w Los Angeles, Beyond Bullets w Nowym Jorku) założona bądź wspierana przez byłych członków gangów działająca na rzecz zapobiegania zejściu przez młodych ludzi na zabójczą drogę.

W trakcie lektury niniejszego tomu – napisanego razem ze stałą współpracowniczką Bauma, Margaret Knox, prywatnie zaś jego żoną – amerykański felietonista daje się poznać jako dowcipny, nie pozbawiony dystansu (szczególnie wobec samego siebie) narrator. To budzący nasze zaufanie opowiadacz, któremu nieobca jest ujmująca przekora. „Weźcie najzacieklej nienawidzącego broni pacyfistę, jakiego znacie, i dajcie mu thompsona, żeby postrzelał do laski dynamitu. A potem podepnijcie go pod wykrywacz kłamstw i zapytajcie, czy było fajnie” (s. 108) – przekonuje dziennikarz, w równym stopniu mnożąc w swoim dziele zabawne porównania, co skrupulatnie przytaczając niezbędne konteksty historyczne, społeczne, kulturowe, polityczne bądź ekonomiczne.

Obiektywizm, zrównoważone przedstawienie racji obu stron światopoglądowego konfliktu oraz pozostawienie oceny w gestii czytelników stanowią najważniejsze, choć nie jedyne atuty pisarstwa Dana Bauma, który w finale woluminu przyznaje, iż społeczność „broniarzy” (większość z nich prezentuje się jako odpowiedzialni hobbyści dbający o swój arsenał i stale podnoszący umiejętności, choć nie brakuje respondentów szczerze nienawidzących demokratów, jawiących się w tej narracji jako ciemiężcy dążący do całkowitego zakazu używania broni) okazała się o wiele bardziej złożona, niż to sobie początkowo wyobrażał.

„Nie powiem, żeby każde spotkanie sprawiło mi przyjemność, zazwyczaj jednak byli to ludzie pełni pasji i odpowiedzialni, doskonale zdający sobie sprawę z ogromnej mocy, jaką dysponują, ilekroć biorą broń palną do ręki. Dotyczy to nawet pieniaczy. Przekonali mnie, że kontakt z bronią, jeśli odbywa się w odpowiedni sposób, może wprowadzić trochę dyscypliny, która pod właściwym nadzorem jest szczególnie korzystna dla młodych ludzi wkraczających w życie. Zrobiło mi się żal, że broń oraz gustujące w niej osoby są obiektem drwin i krytyki. To żadna przyjemność znaleźć się po przegranej stronie trendu demograficznego, a na dodatek być potępianym” (s. 357-358) – konkluduje Dan Baum, zaznaczając, iż w świetle zgromadzonej wiedzy nie zamierza zmieniać swego demokratycznego światopoglądu. Zaraz jednak dodaje: „Nabrałem (…) głębszego zrozumienia dla towarzyszącego wielu Amerykanom poczucia, że za bardzo się nimi zarządza, a za mało się ich szanuje” (s. 358).

„Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę” to rzetelny, wnikliwy, świetnie napisany, dający do myślenia reportaż. A jego niekwestionowany walor edukacyjny oraz przebijająca z narracji otwartość na drugiego człowieka tylko podnoszą końcową ocenę tej nietuzinkowej książki.
Dan Baum: „Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę”. Przeł. Rafał Lisowski. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2018 [seria: Amerykańska].