Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Michał Paweł Urbaniak,

BALET I POŚWIĘCENIE (SARI WILSON: 'PATRZ, JAK TAŃCZĘ')

A A A
W „Patrz jak tańczę” – powieściowym debiucie amerykańskiej pisarki Sari Wilson – fabuła zostaje przedstawiona z dwóch perspektyw. Główną bohaterką jest Mira Able, jedenastoletnia dziewczynka, która odkrywa blaski i cienie świata baletu. Własnym głosem w powieści mówi druga bohaterka – Kate Randell, profesor college’u, dawniej profesjonalna tancerka, która w nauczaniu odnalazła namiastkę minionego życia w splendorze. Co właściwie łączy te dwie postaci?

Kate wydaje się mieć ustabilizowane życie, dobrą, satysfakcjonującą pracę. Jednak takie spełnienie to tylko pozory i ona sama zdaje sobie z tego sprawę. Pewne zdarzenie na zawsze odmieniło jej los, skazało na kreowanie określonego wizerunku i na samotność (sama tak o sobie mówi: „Kate Randell jest osobą, która – zamiast pchać się na środek sceny, głodna spojrzeń, które ją nasycą – szuka cienia. Jej oczy wypatrują peryferii, gdzie może się ukryć”). Nieoczekiwanie jej kariera akademicka staje pod znakiem zapytania, gdy Kate pozwala sobie na przekroczenie akceptowalnych granic ze studentką. Jednocześnie odzywają się tak zwane „demony przeszłości” – a to za sprawą listu od Maurice’a Duponta, który wiele lat wcześniej naznaczył życie Kate. Musi ona wyjechać i zmierzyć się z bolesną przeszłością. To trudne, ale jednocześnie nęcące, bo spotykając się z Maurice’em, spotka się także z dawną sobą. Mówi: „miałabym szansę podtrzymać kontakt z tą wersją siebie, za którą tęskniłam i którą opłakiwałam, z tym ja, którego nigdy nie byłam w stanie porzucić”.

Jednak to historia Miry – i opowieść o funkcjonowaniu w świecie baletu – jest właściwym trzonem „Patrz, jak tańczę”. Mira nie ma łatwego dzieciństwa. Jej rodzice nie potrafią się porozumieć. Carl i Rachel są tak zajęci sobą – a raczej narastającym konfliktem i rozczarowaniami - że niemal zapominają o córce. Mira zostaje niejako dwukrotnie porzucona: najpierw przez ojca po jego wyprowadzce, a potem przez matkę, która wyjeżdża, aby odnaleźć samą siebie (i wówczas dziewczynka przenosi się do Carla, który układa sobie życie na nowo z inną kobietą). W obliczu trudnej sytuacji rodzinnej balet staje się ucieczką. Mira – zapowiadająca się na wielką gwiazdę – oddaje się wyczerpującym treningom, katuje się rygorystyczną dietą, stopniowo rośnie w siłę i poświęca swoje dzieciństwo, aby osiągnąć sukces. Sari Wilson – sama mająca doświadczenie z baletem – bardzo sugestywnie to opisuje: „Dowiaduje się, że balet to nauka codziennych ruchów. Uczy się tego specjalnego chodu tancerek, stara się stąpać jak lekki płochliwy ptaszek. Uczy się, jak trzymać palce tak, jakby właśnie odłożyła filigranową filiżankę i między kciukiem i środkowym palcem nadal czuła jej dotyk. Uczy się uśmiechać i podnosić brodę, kiedy robi plié. Uczy się, że bycie jedną z dziewcząt oznacza bycie silną i niezmordowaną. Uśmiecha się i unosi mostek, układa rękę do pierwszej, drugiej, czwartej pozycji, wciągając powietrze, a potem wypuszczając. Urodzi się na nowo, przejdzie transformację. Czuje to”. W końcu bohaterka dostaje się do SAB-u – ekskluzywnej szkoły baletowej.

Mira trzyma się baletu, ponieważ tańcząc, czuje się silna. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że to chorobliwe oddanie pasji to rodzaj zamiennika – inaczej mówiąc, balet zastępuje Mirze coś „właściwego”, coś, co powinna otrzymać w domu rodzinnym. Kiedy na drodze bohaterki staje fascynujący baletoman Maurice Dupont, Mira czuje się wyróżniona. Odkrywa on przed Mirą dzieje baletu, jego potęgę, siłę poświęcenia, do jakiego zdolne okazują się tancerki (znane są historie o baletnicach płonących na scenie, ale nieprzerywających tańca). Balet baletem, ale Maurice wypełnia w życiu Miry pewną pustkę. To nie przypadek, że porównuje go ona do rodziców: „jej matki już nie ma – ale, jak bohaterka baśni, Mira dostała zamiennik. Wielbiciela: tak bogatego jak jej ojciec, tak opiekuńczego i troskliwego, jak powinna być każda matka”. To właśnie on zdaje się ją dostrzegać („dzięki jego spojrzeniu czuje się bardziej widzialna niż kiedykolwiek”), poświęca jej uwagę. Mira rozgranicza dwie rzeczywistości – świat rodzinny i świat baletu, Maurice’a. Ten drugi zachowuje dla siebie („Nigdy nie powie nikomu o Maurisie. On należy do niej. Ma wrażenie, że to kolejny prawdziwy sekret, tajemnica, która daje jej siłę”). Maurice stopniowo staje się najważniejszą osobą w życiu dziewczynki. Nadaje jej nowe imiona – Mirabelle i Bella – a razem z nimi inne, obiecujące tożsamości („Wszystko się zmieni – już się zmienia. Nie będzie już Mirą, tylko Bellą – kimś nowym, lepszym, odważniejszym”). Niestety, nie jest to takie proste i oczywiste – napięcie narasta i musi znaleźć ujście w tragedii.

Głównym motywem w tej książce pozostaje balet – nie całkiem odarty z magii, ale pokazany z brutalnością, która nierzadko za tą magią się kryje. Znamienne są słowa: „Jeśli jest w tym wszystkim element baśni, to nie »Kopciuszka« a raczej »Jasia i Małgosi«. Chudy paluszek, groźba pożaru i zapomnienie, szlak okruszków, który ginie w lesie znikającego dzieciństwa”. Bo „Patrz, jak tańczę” jest przede wszystkim powieścią inicjacyjną o przedwcześnie utraconym dzieciństwie. Gdyby brutalnie odsunąć balet, umniejszyć jego znaczenie, zostałaby historia zagubionej dziewczynki, pozbawionej rodzinnej stabilności, szukającej ciepła poza domem. Mira doświadcza tego, co zazwyczaj kształtuje dorastającego człowieka – odkrywa fascynację ciałem, poznaje własną seksualność, konfrontuje się z czyjąś śmiercią, walczy o pozycję w grupie rówieśniczej z lęku przed odrzuceniem. Balet i obiecująca kariera tylko pozornie stanowią rozwiązanie problemów. Również jako tancerka bohaterka ma trudność ze zrozumieniem, kim naprawdę jest – jeszcze dzieckiem? A może już kobietą? Czy „tancerka” to osobny, niepodlegający takim klasyfikacjom byt? Ta wewnętrzna walka świetnie zostaje uchwycona w momencie triumfu Miry podczas występu: „Mira spełnia swoje marzenie o byciu Kwiatową Księżniczką – jest w tym jakaś nieznośna pełnia, a potem, gdy tylko Mira ją sobie uświadamia, (…) ta pełnia znika, a w jej miejsce pojawia się dziwna pustka, wewnętrzna śmierć, nicość jak implozja gwiazdy. Zamiast niej jest spadanie dziewczynki, która za bardzo się przejmuje, za dużo chce, dziewczynki, która ma zbyt wielkie nadzieje, dziewczynki, która za bardzo buzuje życiem i ma zbyt wielkie potrzeby”. Sari Wilson z prawdziwością psychologiczną przedstawia portret zagubionej dziewczyny, która pomimo tego, że była gotowa poświęcić swoje dzieciństwo, nie przestała być dzieckiem. Obarczono ją wielką odpowiedzialnością, choć nie zdążyła dojrzeć. Trudno uciec od myśli, że jest w tym coś z przemocy. Nie ma tu łatwych odpowiedzi. Sytuacja jest mocno niejednoznaczna, tak samo jak kwestia winy. Bo kto tu zawinił najbardziej? Maurice? Państwo Able? Na ile – i czy w ogóle – winna jest Mira?

Fragmenty poświęcone odkrywaniu przez Mirę świata baletu należą do najlepszych w książce. Wydaje się, że tę właśnie historię chciała przede wszystkim opowiedzieć Wilson. Niestety, pozostałe wątki wypadają dosyć blado. Większość jest niepogłębiona, wydaje się wprowadzona na siłę i tak samo zamknięta (jak zbliżenie Kate i jej studentki Sioban oraz jego konsekwencje). Współczesne śledztwo – a o tym traktuje część książki poświęcona Kate – ujawnia tajemnicę, którą stosunkowo łatwo można przejrzeć. Maurice jako postać pozostaje w tle, nie ma w sobie tej (literackiej) siły, jaką mieć powinien. Podobnie jest z łączącą go z Mirą fascynacją – to zostało poprowadzone zbyt pospiesznie, aby przekonywało. Ta powieść może nie rozczarowuje – to nadal niezła proza psychologiczna – ale nie porywa jako całość.

Pomimo pewnych niedociągnięć, „Patrz jak tańczę” pozostaje interesującym debiutem. Piękny świat baletu ze swoją mroczną stroną został oddany drapieżnie i bezkompromisowo. Najciekawsza jest historia małej Miry zagubionej w swym dorastaniu. Dostaje ona szansę, która wydaje się ratunkiem, a okazuje się przekleństwem. Mira staje się ofiarą – własnych marzeń, własnych potrzeb, ale przede wszystkim własnego zagubienia. Sari Wilson zdaje się mówić, że bolesna jest cena, którą należy płacić za wielkie ambicje, gdy – nie z własnej winy – nie jest się przygotowanym psychicznie na udźwignięcie wyczerpującej pracy i późniejszego potencjalnego sukcesu.
Sari Wilson: „Patrz, jak tańczę”. Przeł. Dorota Malina. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2018.