Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Magdalena Kempna-Pieniążek,

ŚWIĘCI PRZEKLĘCI (PRZEKLĘTY. TOM 1: PRZED POWODZIĄ)

A A A
To nieprawda, że dla Jasona Aarona nie ma żadnej świętości. Ci, którzy znają „Skalp”, a teraz sięgną po „Przeklętego”, od razu zauważą, że twórca nieustannie krąży wokół kategorii rodziny. Choć zwykle jest ona dla bohaterów Aarona pierwszym i podstawowym źródłem problemów, to równocześnie wyposaża ich w to, co mają najcenniejszego; będąc ciężarem, okazuje się zarazem największym skarbem – tyle że straconym. Jeżeli w piekielnych uniwersach autora „Skalpu” pojawia się jeszcze coś, co warto chronić, to jest to unikatowa relacja łącząca matkę (rzadziej ojca) z dzieckiem. Aaron zdecydowanie wierzy w świętość rodzinnych więzi, choć równie zdecydowanie przekonuje, że żadna rodzina nie jest święta, wszystkie bowiem uginają się pod ciężarem zdrad i kłamstw.

W „Przeklętym” prawidło to w dosadny sposób ilustruje retrospekcja ukazująca dialog Adama i Ewy po wygnaniu z Raju. Prezentując swym małym synom piękną krainę, w której będą mieszkać, bohaterowie nie stronią od wzajemnych kąśliwych uwag. Ich związek już się rozpada, może zresztą od początku był nieudany. Co zatem zostaje? „W tym świecie miłość nie istniała, aż do chwili, gdy pierwszy raz wzięłam cię w ramiona” – mówi Ewa do Kaina. Wspomnienie to zdaje się motywować głównego bohatera – przeklętego przez Boga syna pierwszych ludzi – do podjęcia próby udzielenia pomocy Adze, pragnącej ocalić swe dziecko z rąk handlarzy niewolników, którym przewodzi okrutny patriarcha Noe. I to właśnie zanegowanie, zniszczenie tej podstawowej więzi między matką a dzieckiem objawi się w finale tomu jako kropla przelewająca czarę goryczy, ostatni obrazoburczy akt bezczeszczący Ziemię, po którym może nastąpić już tylko potop.

Stosunkowo łatwo byłoby wpisać „Przeklętego” do grupy tekstów współczesnej popkultury reinterpretujących biblijne toposy. Oczywiście, byłby to w tym gronie przykład radykalny ze względu na olbrzymią skalę przemocy i okrucieństwa, daleko wykraczającą poza wizję zepsutego świata zawartą na kartach „Noego” Ariego Handla oraz Darrena Aronofsky’ego (i w autorskiej adaptacji tego ostatniego, filmie „Noe. Wybrany przez Boga”, 2014), nie wspominając już o Egipcie ukazanym w „Exodusie: Bogach i królach” Ridleya Scotta (2014). Wszystkie wymienione tytuły łączy to, że choć są realizacjami (filmami, komiksami) biblijnymi, to równocześnie nie są utworami religijnymi, a ich autorzy wykorzystują zawarte na kartach Pisma Świętego opowieści jako pretekst do skonstruowania własnych historii. O ile przy tym wizje Aronofsky’ego i Scotta raczej nikogo głęboko nie zbulwersują, o tyle Aaron świadomie oscyluje na granicy tabu, czego najlepszym przykładem – znacznie bardziej wymownym niż nazywanie Boga „piździelcem” czy wkładanie wulgaryzmów w usta Adama i Ewy – jest plansza ukazująca ukrzyżowanego (sic!) Kaina. W sukurs Aaronowi – podobnie jak w „Skalpie” – przychodzi rozedrgana kreska R.M. Guéry, specjalisty od nadawania kształtów wszelkim infernalnym przestrzeniom, tutaj dodatkowo wspieranego w kwestii kolorów przez Giulię Brusco.

Aaron zdaje się nieustannie opowiadać ten sam mit – nie świetlisty mit stworzenia ani tym bardziej heroiczny mit zbawienia, lecz mroczny mit kresu. Apokalipsa rozgrywa się u niego na przeklętej ziemi (świat przed potopem, indiański rezerwat), po której krążą równie przeklęci bohaterowie o autodestrukcyjnych skłonnościach. Kain niewiele się różni pod tym względem od Dasha Złego Konia – obaj są noirowymi loserami, pogrążonymi w depresji cynicznymi przegrańcami, których jednak niezwykle trudno zabić. Syn Adama, z uwagi na ciążącą na nim klątwę nieśmiertelności, jest rzecz jasna znacznie bardziej doświadczony niż Dash, a przez to bardziej metodycznie i świadomie dąży do realizacji swojej samobójczej misji, w gruncie rzeczy jednak obaj mają ten sam problem ze światem, w którym funkcjonują jako odszczepieńcy (Dash jako indiański agent FBI, Kain jako pierwszy w historii świata morderca), nie umiejąc się z niego wyrwać. Obaj także są zmuszeni patrzeć na rozpad rzeczywistości, której są częścią. „Skalp” niósł jednak odrobinę nadziei, nawet jeśli wydawała się ona trudna, bo związana z nieustannym powtarzaniem tej samej historii o nieobecnych ojcach, zagubionych synach i cierpiących kobietach. Czy w świecie „Przeklętego” znajdzie się miejsce na choćby jeden promień światła?

Wizja zawarta na kartach pierwszego tomu jest przytłaczająca. Jeżeli rezerwat Prairie Rose w „Skalpie” wydawał się siedliskiem zła i przemocy, to przemierzane przez Kaina pustkowia są czymś jeszcze gorszym. To cmentarzysko ludzkości – nie tyle nawet ze względu na piętrzące się na każdym kroku trupy, co z uwagi na stopień moralnej i umysłowej degeneracji jego mieszkańców, których od zwierząt różni jedynie umiejętność mówienia oraz satysfakcja z zadawanego innym okrucieństwa. W takim świecie trudno polemizować z Kainem, kiedy twierdzi: „Wszyscy jesteśmy przeklęci”.

Kolejna podróż Jasona Aarona i R.M. Guéry do jądra ciemności rozpoczyna się obiecująco. Oto kolejny charyzmatyczny antybohater oprowadza nas po świecie stanowiącym groteskową i okrutną drwinę z wyobrażeń o Ziemi jako darze Boga dla ludzi. Równocześnie Kain jest przewodnikiem po rzeczywistości zdegradowanych symboli, gdzie krzyż nie jest (jeszcze?) synonimem zbawienia, a zejście z niego to nie cud, lecz raczej jego ponura trawestacja, chociaż przecież – z drugiej strony – w otoczeniu wszelkiego typu zwyrodnialców, degeneratów i potworów (w sensie dosłownym i metaforycznym) syn Adama wydaje się personą wręcz szlachetną. Kain nie tylko jest silniejszy od ludzi, nie tylko posiada ciało pozbawione jakichkolwiek skaz, na dodatek prędko się regenerujące, lecz także ma (bynajmniej nie szczątkowy) osobisty kodeks moralny oraz rozległą wiedzę, które – co doskonale dostrzega Aga – czynią z niego idealnego kandydata na przywódcę i nauczyciela (sic!). Kain jako tragiczny zbawiciel, któremu nie jest dane odkupić niczyich, a zwłaszcza swoich, win? Przeklęty, ale równocześnie święty…? Pytanie, czy za podjętą przez Aarona grą z religijną tematyką i symboliką kryje się jakaś głębia, póki co trzeba pozostawić bez odpowiedzi. Być może „Przeklęty” – tak jak „Skalp” – okaże się jedną z tych serii, których sensy ujawniają swoją pełnię dopiero w finale.
Jason Aaron, R.M. Guéra, Giulia Brusco: „Przeklęty. Tom pierwszy: Przed powodzią” („The Goddamned, Vol. 1: Before the Flood”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.