Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Radosław Pisula,

WŚCIEKŁE PIĘŚCI (NIEŚMIERTELNY IRON FIST. TOM 2: SIEDEM STOLIC NIEBA)

A A A
Iron Fist to idealny produkt swoich czasów – stworzony w połowie lat 70. kumulował w sobie pełnię jankeskiej fascynacji orientalizmem. Były to czasy, gdy każdy chciał być Bruce’em Lee, więc napchano prostą genezę amerykańskiego dzieciaka, Danny’ego Randa, gatunkowymi artefaktami (szkolenie w magicznym mieście gdzieś na skraju rzeczywistości i Tybetu, kumulowanie energii chi w ręce, obligatoryjna walka ze smokiem) i doprawiono Batmanem (milioner-sierota, tragiczna śmierć rodziców, długotrwały trening, doprowadzenie ciała do perfekcji). I w tamtych czasach to działało – lecz niestety, złota era kung fu dobiegła końca, przez co wojownik został na lodzie. Przez lata błąkał się gdzieś na obrzeżach uniwersum, zdążył nawet na chwilę umrzeć i należało sądzić, że tak już pozostanie – bo jego zdawkowo przedstawiony świat oraz konwencjonalne uwarunkowania wydawały się zupełnie niedzisiejsze.

Nie ma jednak takiej postaci, z której sprytny autor nie zrobi czegoś dobrego, bo przecież każda ma potencjał. I Iron Fist już chyba zawsze będzie dziękował duetowi Ed Brubaker/Matt Fraction za wyciągnięcie go z niebytu oraz zapewnienie awansu do pierwszej ligi herosów Marvela. Dwójka scenarzystów do pary z kapitalnym rysownikiem Davidem Ają (ten niesamowicie unikalny artysta jest jednym z najciekawszych fenomenów współczesnego Marvela) praktycznie od podstaw zaczęła skrupulatnie budować złożony świat mistycznego miasta K’un-Lun, wzbogacając historię Żywych Broni o ogromną liczbą szczegółów, takich jak chociażby zastęp byłych Iron Fistów na czele z Orsonem Randallem, wojownikiem z początku XX wieku. Pierwszy tom stanowił klarowne otwarcie – zaskakujące scenami akcji oraz trafionymi dialogami. Jednak był jedynie wprowadzeniem, podczas gdy „Siedem Stolic Nieba” już na dobre rozpędza pociąg niesamowitości, będąc jedną z najlepszych laurek dla czasów fascynacji kung fu.

Punkt wyjściowy jest prosty: okazuje się, że K’un-Lun to tylko jedno z wielu magicznych miast na międzywymiarowej mapie, pomiędzy którymi co jakiś czas organizowany jest wielki turniej sztuk walki. Historia, oparta w widoczny sposób na „Wejściu smoka” (1973) Roberta Clouse’a, okazuje się znakomitą okazją do wprowadzenia całej gamy dziwacznych postaci, ponieważ miasta wyraźnie się od siebie różnią. Niech przykładem będzie tutaj wielki hedonista o aparycji zawodnika sumo zwany Tłustą Kobrą czy nekrotyczna i przerażająca, a przy tym dziwnie ponętna Narzeczona Dziewięciu Pająków. Każdy z pretendentów do tytułu ma swój unikalny styl walki, ale przy tym autorzy nie zapominają o obdarowaniu postaci ciekawymi charakterami, przez co interakcje pomiędzy bohaterami wypadają naturalnie, a ich miejsce w fabule nie jest tylko na pokaz. Dzieje się tak, ponieważ ów turniej ściśle wiąże się z dwoma innymi wątkami, które tworzą razem z nim składną opowieść – retrospekcjami dotyczycącymi mistycznego żywota ojca Danny’ego Randa oraz atakiem na K’un-Lun przygotowywanym przez złowrogiego Xao.

Podkreślić należy też znakomite rysunki znanego z „Hawkeye’a” Davida Aji (zastępowanego momentami przez innych artystów, ponieważ jego skrupulatny design scen akcji niestety często generuje opóźnienia). Całość sprawia, że czytelnik otrzymuje tom, który stanowi ukomiksowienie bezpretensjonalnej, ale przy tym niegłupiej rozrywki. Zalew postaci wykonujących kuriozalne ataki autentycznie bawi (przywodząc na myśl „Mortal Kombat”), świat Iron Fista zyskuje niezwykle silny kręgosłup konstrukcyjny, a relacje między postaciami są poprowadzone niekiedy wprost kapitalnie (Lei-Kung i jego syn Davos, knowania tajemniczego Yu-Ti, Książę Sierot kontra wszyscy inni). Na szali leży duża stawka, a za Danny’ego Randa, uczącego się powoli swojej historii, trudno nie trzymać kciuków.

„Siedem Stolic Nieba” polecam każdemu, kto lubi błyskotliwą komiksową zabawę, bo to ten typ albumu, który można dać znajomym bez żmudnego tłumaczenia zawiłości trykociarskiego świata. Komiks działający po prostu na zasadzie dobrego warsztatu autorskiego jego twórców, a nie tylko przyzwyczajenia czytelnika do bohaterów. Mówiąc krótko: jest moc (gorejącego serca nieumarłego smoka).
Ed Brubaker, Matt Fraction, David Aja i inni: „ Nieśmiertelny Iron Fist. Tom 2: Siedem Stolic Nieba” („Immortal Iron Fist Vol. 2: Seven Capital Cities of Heaven”). Tłumaczenie: Marek Starosta. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.