Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Natalia Kaniak,

ZA WCZEŚNIE NA DOMOWĄ REWOLTĘ (ARAB PRZYSZŁOŚCI. TOM 2: DZIECIŃSTWO NA BLISKIM WSCHODZIE. 1984-1985)

A A A
Nastoletniość i okres dorastania z reguły przedstawiane są (podobnie jak zresztą samo dorastanie odczuwamy) z przesadą, nonszalancją i energią. Integralną częścią tych narracji jest oczywiście niezgoda bohaterów na istniejący stan rzeczy i próba wywrócenia panującego porządku. Pod względem estetyki można się w tych opowieściach spodziewać wszystkiego – od naturalizmu rodem z „Dzieciaków” (1995) Larry’ego Clarka czy „My, dzieci z dworca ZOO” Christiane F., przez dydaktyzm serialowych „Trzynastu powodów”, po lukrowane komiksowe science-fiction „Paper Girls” i cukierkowo-campowe przegięcie w stylu „Riverdale”. Te nastoletnie narracje, nawet jeśli same w sobie nie są kierowane do młodzieży, mają szansę stać się częścią pokoleniowego doświadczenia. Złą młodością można postraszyć, ale niemal zawsze znajdzie się w niej choćby mały element godny nostalgii. Zupełnie inaczej sprawa ma się z dzieciństwem.

Do lat straconej i niegodnej wczesnej młodości nie wracamy z rozrzewnieniem. Wspomnienia brutalnie skradzionego czasu nie do odrobienia artyści wybitnie rzadko filtrują przez miękką nostalgię i gęste sito zrozumienia. Nie każdego twórcę stać zaś na dystans pokroju Louie Andersona, który codzienność dysfunkcyjnej rodziny przerobił na mistrzowski komizm i spazmy śmiechu. Riad Sattouf z imponującą konsekwencją opisuje wszystkie przejawy złego wychowania i rodzicielskiej głupoty. I chyba z faktycznej dziecięcej niewiedzy, jakiej nie pozbawia swojego bohatera, nie mówi nam wprost, za co i do kogo ma największy żal za traumy dzieciństwa. Wspomnienia, które po latach nabrały konkretnych kształtów i które ułożyły się w kompletne historie, nie mogły być przyjemnym materiałem na scenariusz. Po pierwszej części, w której najbardziej oberwało się rodzicom i starszyźnie, w drugim tomie Riad Sattouf zdecydowanie więcej miejsca poświęca relacjom rówieśniczym.

Młody protagonista znacznie więcej rozumie i zauważa, zaś jego niemowlęcy urok i niewieście rysy przestają być atutem, czyniąc go w procesie socjalizacji po prostu Innym. Czasem Lepszym Innym, bo bogatym dzieciakiem, który dostał od dziadków z zagranicy kalosze, a dzięki wykształconemu ojcu – szansę na zdobycie tekturowego plecaka. Czasem Innym pokroju Wroga Publicznego Numer 1: nie-Arabem, wobec tego bez wątpienia Żydem, chcącym zagarnąć, zniszczyć i zabić. Tak przynajmniej wszyscy w wiosce postrzegają Naród Wybrany.

Lektura drugiego tomu „Araba przyszłości” jest jedną z najtrudniejszych i emocjonalnie wymagających. Wywołuje bowiem w czytelniku lustrzane wspomnienia z jego własnego dzieciństwa, które (nawet jeśli nie było równie wstrząsające lub wręcz przeciwnie: było naprawdę udane) sprawiają, że doceniamy nasze dzisiejsze położenie i wiedzę. Czasem jednak opowieść Sattoufa wstrząsa niemocą bohatera, który w przeciwieństwie do nastoletnich protagonistów nie ma jeszcze ani energii ani chęci do buntu. Ma za to nieprzebrane pokłady strachu i zaprogramowanego szacunku. Nie mogę się doczekać, aż w końcu się postawi.
Riad Sattouf: „Arab przyszłości. Tom 2: Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1984–1985)” („L’Arabe du futur. Une jeunesse au Moyen-Orient (1984–1985)”). Tłum. Olga Mysłowska. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2018.