Wydanie bieżące

1 maja 9 (345) / 2018

Agata Jabłońska,

ZIMNE RĘCE

A A A
Ściółka

Stanę ja się maleńką rybicką

Nad potokiem nie ma sieci, zbieramy drewno wyrzucone przez las,

powódź liści ze schnącej leszczyny zagłusza wszystko oprócz ściółki.



Zdzisław jest kobietą i wiedzieliśmy o tym od początku.

Imię ma odkąd wiemy, że będzie miała kocięta, bo może oni mówili

na wszystko 'tuńczyk', a na matkę 'Zdzisław'. Tu jest bardzo inaczej.



Króliczku, z którego zdzieram mizdrę, wiem, co masz w środku, stworku.

Ona o mnie nie wie, ja nie wiem o sobie. Ale  jakby się domyśla,

szuka miejsca, łasi się za mięso i ser.



Małe kopią, w domu jest bezpiecznie; można planować co się będzie działo

za rok, w tym samym miejscu i czasie tak podobnym, jakby się nie poruszył.





Wiedzieć niedźwiedzia

Nikt oprócz niedźwiedzi nie wie, co im siedzi

w głowie. Ale patrz uważnie, wprost w niedźwiedzie

oko – tam się dowiesz, dokąd chciałbyś zmykać.

 

Tak już jest, chłopczyku. Możesz poznać wiele

obyczajów ptaków, nazwy ryb w strumyku,

nawet mógłbyś zgadnąć, co znaczy ta zieleń

 

od północnej strony pnia. Pewnie mi opowiesz

te i więcej rzeczy. Jeszcze będę pytać.

 

Tylko po niedźwiedziu chyba łatwiej poznać,

co pomyśli człowiek.

 



Zawilce

Pierwszy plan: dwoje drzwi, a pomiędzy ściana. W każdym punkcie

zbiegu mierzy do nas światło. Cienie głaszczą nogi – możecie wejść

w butach, sień to przedłużenie szlaku na południe.

Na razie nie koniec. Śniłam, jak śmierć wstaje, jak zaprzęga konie.

Kasztan, grzbiet w wielkim śniegu, parskająca para. Straszne i bez strachu

ściganie się z wiatrem, kiedy biały blask powoli sączy się z zasłony. Kropla



po kropli, po łodyżce trawy. Nim wyrośnie podbiał, zanim wrócą ptaki,

są resztki szarego lodu, na zboczu jałowce, strużka wody i jakieś

dziwne ciepło w ściółce.

 

Epilog

Ten dom kiedyś płonął, choć trudno w to uwierzyć,

bo wszystko jest gładkie i lśni jak blaszana taca, miedź

igliwia na zboczach.

 

Jeszcze wprzód: wszystko takie czyste, przeciwko tobie,

panno nieposkładana, panno niemożebna; wieżo

z krwi i kości. Po co tu tyle dzieci, one powinny

biec w pola, huśtawki, mieć chłodne czerwone policzki,



jak niebo i grzebień drzew na horyzoncie; pierwsza śnieżna

noc, marsz, marsz, marsz.