Wydanie bieżące

15 maja 10 (346) / 2018

Przemysław Pieniążek,

ODWET ELEKTRONICZNYCH MORDERCÓW (THE TERMINATOR: THE ORIGINAL COMICS SERIES - NAWAŁNICA / JEDNYM STRZAŁEM)

A A A
Po świetnie przyjętych komiksowych sequelach „Obcych – decydującego starcia” (1986) Jamesa Camerona oraz „Predatora” (1987) Johna McTiernana oficyna Dark Horse poszła za ciosem, dając zielone światło nowej inicjatywie wydawniczej, nawiązującej do wątków znanych z filmu „Terminator” (1984) Jamesa Camerona. Tym sposobem scenarzysta John Arcudi („Maska”, „B.B.P.O.”, „Byłem bogiem”), razem z rysownikiem Chrisem Warnerem („Predator: Betonowa dżungla”, „Ghost Rider/Blaze”, „Barb Wire”), rozpoczął prace nad „Nawałnicą” – graficzną opowieścią podejmującą oraz kreatywnie rozwijającą wątki znane z filmu o elektronicznym mordercy do złudzenia przypominającym Arnolda Schwarzeneggera.

W niniejszym epizodzie śledzimy perypetie oddziału żołnierzy ruchu oporu, którzy pod wodzą charyzmatycznej pułkownik Mary Randall (unikalnego połączenia Lindy Hamilton z Brigitte Nielsen) ruszają na karkołomną misję mającą raz na zawsze zmienić dotychczasowy bieg wydarzeń prowadzących do Dnia Sądu. Protagoniści przenoszą się w czasie z roku 2029 do 1990, szybko dostosowując się do nowej rzeczywistości. Ale za grupką śmiałków do Miasta Aniołów przybywa także czwórka Terminatorów, podobnie jak rebelianci poszukujących szefa koncernu Cyberdyne.

Sprawna narracja (na uwagę zasługuje sposób komunikowania się pomiędzy cybernetycznymi zabójcami), kapitalnie skrojona dramaturgia, wartkie tempo opowieści obfitującej w nieoczekiwane zwroty akcji oraz fabularna niespodzianka, która w tamtych latach faktycznie robiła wrażenie (oczywiście, że nie zdradzę, o co chodzi): „Nawałnicę” wciąż czyta się z niekłamaną przyjemnością, a jej adaptacyjny potencjał był naprawdę spory. Ilustracje Chrisa Warnera, wspieranego przez Paula Guinana („Heartbreakers”), oferują dopieszczoną pod względem detali scenografię, niezły modelunek postaci, jak i świetnie skomponowane sekwencje wysokooktanowej akcji z udziałem tradycyjnej oraz nieco bardziej futurystycznej broni. Soczyste efekty wizualne plus przyjemna dla oka kolorystyka to kolejny atut tej równie stylowej, co drapieżnej historii. Mówiąc krótko: jest moc!

Natomiast datowana na rok 1991 nowela „Jednym strzałem” nawiązuje do przeboju Camerona od nieco innej strony. Jasne, wszyscy wiemy, co spotkało Sarę Connor i zakochanego w niej Kyle’a Reese’a. Pamiętajmy jednak, że (przyszła) matka zbawcy ludzkości nie była pierwszą w kolejności Sarą Connor, której wizytę złożył T-800 gustujący w książkach telefonicznych. I nie była też ostatnią. Wszak obok autora deklaracji „I’ll be back” tropem kobiet o wiadomych personaliach ruszyła także (uzbrojona po zęby) elektroniczna walkiria, biorąca na optyczny celownik właścicielkę galerii, niejaką Sarę Lang, od trzynastu dni będącą małżonką artysty, Michaela Connora. Od tej chwili ulice San Francisco stają się polem walki, zaś do gry włącza się emerytowany gliniarz Ellis Ruggles.

Scenarzysta niniejszej opowieści, James Robinson („Green Lantern”, „Starman”), przygotował naprawdę smakowity kąsek. Wyraziści bohaterowie, doskonałe wyczucie tempa, pomysłowe wolty plus motywy zaczerpnięte z tradycji czarnego kryminału: „Jednym strzałem” to energetyzująca porcja rozrywki w najlepszym wydaniu. Za oprawę graficzną tego epizodu odpowiada Matt Wagner („Grendel”, „Mage”, „Batman. Świt mrocznego Księżyca”), posiadający bardzo charakterystyczny styl, zdecydowanie odbiegający od poetyki wcześniejszej opowieści. Wyczuwalna swoboda w operowaniu kształtem, rozmiarem, liczbą oraz zawartością poszczególnych kadrów, uproszczone wizerunki postaci (wyrażających emocje za pomocą ekspresji oczu i ust) oraz całkiem realistycznie uchwycona panorama miasta to tylko niektóre z estetycznych wyróżników prac stworzonych przez Wagnera. Prac z ducha impresjonistycznych, oferujących bogatą paletę barw, wykonanych (między innymi) przy pomocy akwareli, gwaszu i aerografu.

Dwie – otoczone nimbem kultu – komiksowe kontynuacje ponadczasowego hitu Jamesa Camerona zebrane w ekskluzywnym „srebrnym” woluminie (każdy z tomów „The Original Comics Series” posiada odpowiednio pokolorowane brzegi stron) to pozycja nie do przeoczenia dla wszystkich miłośników Terminatorów. Tym bardziej, że pewne wątki i patenty wykorzystane w recenzowanych komiksach przeniknęły do innych polimedialnych opowieści o elektronicznych mordercach. Polecam!
John Arcudi, Chris Warner, James Robinson, Matt Wagner: „The Terminator: The Original Comics Series – Nawałnica / Jednym strzałem” („The Terminator: The Original Comics Series – Tempest and One Shot”). Tłumaczenie: Paweł Biskupski. Wydawnictwo Scream Comics. Łódź 2018.