15 maja 10 (346) / 2018

Miłosz Markiewicz,

KILKA SŁÓW O TYM, CZEGO NIE WIDAĆ (RENI EDDO-LODGE: 'DLACZEGO NIE ROZMAWIAM JUŻ Z BIAŁYMI O KOLORZE SKÓRY')

A A A
Informacja o tym, że w najnowszej produkcji Netflixa i BBC poświęconej wojnie trojańskiej Achillesa zagra czarnoskóry aktor David Gyasi, uruchomiła falę nienawistnych komentarzy, zarzucających producentom poddawanie się rygorom politycznej poprawności. Pozwolę sobie pominąć kwestię krytyki opierającej się na argumentacji, iż Achilles „był” jasnoskórym blondynem, ponieważ ewidentnie wynika ona z faktu nieodróżniania treści mitologicznych od źródeł historycznych. Sytuacja, którą przywołuję, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Krytyka spotkała również inną produkcję BBC, w której królową Małgorzatę Andegaweńską gra aktorka nigeryjsko-izraelskiego pochodzenia, Sophie Okonedo. Krytyczne głosy pojawiły się także, gdy ogłoszono obsadę teatralnej wersji ósmej części przygód Harry’ego Pottera – Hermionę Granger gra tam czarnoskóra aktorka, Noma Dumezweni. Nie przeszkadza nam jednak sytuacja odwrotna – gdy np. arabski złoczyńca Ra’s al Ghul w filmie „Batman. Początek” Christophera Nolana jest grany przez białoskórego Liama Neesona, nie mówiąc już o szeregu inscenizacji i ekranizacji dramatu „Otello” Williama Shakespeare’a, w których biały aktor wcielał się w rolę tytułowego Maura. Przyzwyczailiśmy się bowiem do wizualnej dominacji białoskórego człowieka w tzw. kulturze Zachodu. Biały kolor skóry stał się synonimem tego, co uniwersalne. Gdy wyobrażamy sobie jakąkolwiek postać, której kolor skóry nie został doprecyzowany, bądź próbujemy stworzyć „ogólny” obraz człowieka, przed oczami nie stanie nam postać o innym kolorze skóry niż ten, do którego widoku się przyzwyczailiśmy. Jak zauważa Reni Eddo-Lodge, „gdy przywykliśmy do tego, że domyślna jest biel, to czarne nie jest czarne, jeśli nie zostanie wskazane jako takie” (loc. 1786).

Pomimo swojej, wydawałoby się, dobrej widoczności w „białym społeczeństwie”, czarny okazuje się kolorem niewidocznym. Dopiero konkretne wskazanie go ujawnia jego istnienie, do tej pory przesunięte w obszar ślepej plamki. A przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że biały to niejedyny kolor skóry, jaki posiadają ludzie. Co więcej, tzw. Zachód pełen jest osób, których barwa skóry znacząco odbiega od przyjętej „normy”, jednocześnie ową „normę” podważając i rozsadzając. Czarny zdaje się nie istnieć, zostaje odsunięty poza margines. Dlatego właśnie wzbudza takie oburzenie, gdy ów margines opuści, by znaleźć się w ścisłym centrum. Burzy wówczas nie tylko ustalone „normy” społeczne, ale też „normy” widzialności, do których zdążyło się przyzwyczaić nasze oko. Rozbija tym samym pewien bezpieczny i niewymagający dodatkowej refleksji obraz świata. Ujawniają się fałsze i „przebarwienia”. Okazuje się, iż wszystko należy stworzyć na nowo, uwzględniając to, co do tej pory pozostawało nieuwidocznione. Zabiegiem takim jest właśnie chociażby obecność czarnoskórych aktorów. Ma ona zapewnić człowiekowi Zachodu oswajanie się z tym, czego dotychczas nie dostrzegał. Jednocześnie zaś odbywa się swoiste odczarowanie – czarnoskóry nie musi być postacią negatywną, drobnym złodziejaszkiem czy nikczemnym złoczyńcą. Może także brać czynny udział w najważniejszych wydarzeniach historycznych (bądź quasi-historycznych) jako jeden z głównych protagonistów.

Przywołane przeze mnie sytuacje „obsadowe” ujawniają szczególny paradoks niewidzialności tego, co doskonale widoczne. I nie chodzi bynajmniej wyłącznie o kolor skóry, a o ujawniający się przy tej okazji rasizm. Znaczna część krytyków czarnoskórego Achillesa zapewne oburzyłaby się na wieść, że ich zachowanie jest rasistowskie. Domyślam się, że „nie mają nic przeciw czarnym” – ot, domagają się „sprawiedliwości i uczciwości dziejowej”. Wszak gdyby Achilles był czarny, Homer niewątpliwie zaznaczyłby to w swojej narracji. Sęk w tym, że obecność czarnoskórych osób nie jest jedynie mrzonką. To pełnoprawni członkowie zachodnich (i nie tylko!) społeczeństw i należy im się reprezentacja, chociażby w kulturze wizualnej. Nieustanna i często nieświadoma marginalizacja czarnoskórych to przejaw rasizmu strukturalnego, który zmusił Reni Eddo-Lodge do publikacji w 2014 roku wpisu na portalu Facebook, zatytułowanego „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”. Autorka nie miała bynajmniej na celu stworzenia jakiegoś rodzaju antybiałego ruchu społecznego. Postanowiła jednak dać upust frustracji, wynikającej z braku zrozumienia pozycji osób czarnoskórych przez białych. Zrozumienia, które – dodajmy – nigdy nie będzie w pełni możliwe, ponieważ wynika z odmiennego doświadczenia i ograniczonych możliwości „wczucia się” w czyjeś położenie. To właśnie ową niemożliwość chciała zaznaczyć Eddo-Lodge. Nigdy nie zdamy sobie sprawy, co to znaczy być ocenianym wyłącznie na podstawie koloru skóry, choć nieustannie uczestniczymy w takim procederze. Nie tylko czarny jest bowiem niewidoczny. Nieuświadomiona uniwersalizacja bieli sprawia, że struktury władzy oparte na kolorze skóry stają się dla nas przezroczyste. Powstają podziały, istnienie których bezkrytycznie przyjmujemy, na podstawie których sami dzielimy świat, jak również takie, które pozwalają nam nieustannie korzystać z przywileju posiadania białego koloru skóry (co możemy doskonale odczuć chociażby podczas zagranicznych wycieczek – obecność białych osób w naszym otoczeniu daje poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy pojawienie się np. osoby arabskiego pochodzenia, zaczyna budzić dyskomfort).

Reni Eddo-Lodge jest brytyjską czarnoskórą dziennikarką – jej facebookowy wpis był więc efektem własnych doświadczeń, wobec których postanowiła publicznie się sprzeciwić. Efekt owego wpisu okazał się wręcz odwrotny od deklarowanego. Autorka stała się bowiem jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów walki z rasizmem, uczestniczy w różnego rodzaju programach, spotkaniach i debatach, a każda jej wypowiedź ma na celu uświadamianie społeczeństwa w tej materii. Jednym z efektów wpisu jest książka, której polski przekład ukazał się właśnie nakładem wydawnictwa Karakter. Została zatytułowana tak jak przywoływany już post na portalu Facebook, „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”, i jest zbiorem siedmiu esejów opowiadających przede wszystkim o sytuacji osób czarnoskórych w Wielkiej Brytanii. Dowiadujemy się o historii niewolnictwa na Wyspach (to wątek, nad którym rzadko się zastanawiamy, choć zdajemy sobie doskonale sprawę, iż mówimy tu o kolonialnym imperium) oraz długim trwaniu jego skutków. Tak bowiem należałoby chyba rozumieć strukturę książki, którą (nie licząc wstępu przywołującego rzeczony facebookowy post) otwiera esej dotyczący właśnie nieobecnej obecności czarnoskórych w historii Wielkiej Brytanii, a która następnie składa się z esejów poświęconych: wytłumaczeniu rasizmu strukturalnego, istnieniu białego przywileju, lękowi przez dominacją czarnoskórych nad białymi, trudnej relacji antyrasizmu z feminizmem, związkom rasy i klasy społecznej oraz sposobom radzenia sobie z problemami opisanymi w tej publikacji. Co niezwykle istotne, książka Eddo-Lodge wpisuje się w zapoczątkowany przez przemówienie Adrienne Rich projekt polityki umiejscowienia (Rich 2003). Jest więc czymś w rodzaju świadectwa, słyszalnym w centrum głosem dobiegającym z marginesu. Już samo jego istnienie podważa uniwersalność białej wiedzy i domaga się uwzględnienia także innych narracji. Zamiast wypowiadać się w czyimś imieniu, mamy więc możliwość zapoznania się z bezpośrednim głosem „w sprawie”, z opowieścią osoby, za której głosem stoi konkretne „ja”.

Muszę przyznać, że lektura „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” to niesłychanie cenne doświadczenie. Zwłaszcza dla kogoś, kto myśli o sobie jako kimś o poglądach antyrasistowskich. Ta książka jest jak bomba wrzucona do białej strefy komfortu. Każe wybudzić się z dotychczasowej stagnacji i szybko reagować. Uświadamia, że niemówienie o kolorze skóry, uznawanie, iż jest on czymś przezroczystym, także jest formą rasizmu – takiego jednak, który należy rozumieć systemowo, a nie indywidualnie. Rasizmu strukturalnego. Jak zauważa Eddo-Lodge, „wmawiamy sobie, że rasizm dotyczy wartości etycznych, gdy tak naprawdę chodzi w nim o strategię przetrwania władzy systemowej. (…) Badania różnych ośrodków pokazują, że rasizm jest wbudowany w konstrukcję naszego świata. Potrzebne jest nam zbiorowe przedefiniowanie tego, co znaczy być rasistą, jak przejawia się rasizm i co musimy zrobić, aby położyć mu kres” (loc. 886-911). Walka z rasizmem nie powinna więc być oparta na wierze w to, że wszyscy jesteśmy równi – wpadamy wtedy bowiem w pułapkę rasizmu strukturalnego. Startujemy wszak z różnych punktów wyjścia, posiadamy odmienne zasoby (materialne, intelektualne, duchowe) i wynikające z nich możliwości. Przede wszystkim zaś, miejsce, z którego startujemy, warunkuje to, jaka będzie nasza droga. „Żeby rozmontować niesprawiedliwe, rasistowskie struktury, musimy dostrzec rasę. Musimy spostrzec, kto na niej korzysta, kogo niewspółmiernie dotykają negatywne stereotypy na temat jego rasy i kogo obdarza się władzą i przywilejami – zasłużenie lub nie – ze względu na jego rasę, pochodzenie społeczne i płeć. Zauważenie rasy jest nieodzowne do zmiany systemu” (loc. 1150).

Jeden z efektów rasizmu strukturalnego stanowi biały przywilej. Sprawia on, że osoby o białym kolorze skóry znajdują się w lepszej pozycji niż reszta, a jedynym powodem, dla którego się to dzieje, jest poziom melaniny. Tym, co szczególnie charakterystyczne dla białego przywileju, okazuje się jego niewidoczność czy też niechęć do dostrzeżenia go. Doskonale ujawnia się to w tzw. białym feminizmie. Eddo-Lodge, jako orędowniczka intersekcjonalności, niejednokrotnie próbowała udowodnić, że gorszym od bycia kobietą w patriarchalnym społeczeństwie jest bycie czarną kobietą w świecie rządzonym przez białych mężczyzn. Białość staje się bowiem rodzajem politycznej ideologii, która za wszelką cenę będzie bronić swojej pozycji. Biały feminizm, o którym pisze autorka, ma problem z przyjęciem do wiadomości, iż kwestia rasy jest równie ważna, co kwestia płci, ponieważ owa wiadomość niesie za sobą kolejną – o możliwych przywilejach płynących z zajmowanej pozycji. „Taki jest kontekst, w którym działają białe feministki – system, którego prawie nie zauważają, przynosi im korzyści i jest przez nie powielany. Jednakże ich zmysł krytycznej analizy jest wyczulony na te systemy wykluczenia, takie jak na przykład gender, z których nie czerpią korzyści” (loc. 2182). Jak zauważała bell hooks, „białe kobiety, które zdominowały dyskurs feministyczny oraz w większości tworzą teorię feministyczną i są jej wyrazicielkami, tylko w nikłym stopniu rozumieją białą supremację jako politykę rasową lub w ogóle jej nie rozumieją, podobnie jak nie zdają sobie sprawy z psychologicznego oddziaływania podziałów klasowych oraz własnej pozycji politycznej w rasistowskim i seksistowskim państwie kapitalistycznym” (hooks 2013: 32). Oto niebezpieczna pułapka strukturalnego rasizmu – w jego szpony mogą trafić również ci, dla których walka z podziałami jest czymś oczywistym, którzy nigdy nie podejrzewaliby siebie o powielanie krzywdzących stereotypów oraz kierowanie się normatywizującym spojrzeniem. To właśnie niewidoczność rasizmu i wykluczenia, przyjmujących charakter systemowy, sprawia, że łatwo się im poddajemy, nie dostrzegając jednocześnie swojego umiejscowienia w strukturach władzy.

W swoim posłowiu do książki Eddo-Lodge Monika Bobako zauważa, że „polityka postrasowości nie tyle (…) promuje uniwersalną równość ludzi ponad różnicami, ile raczej maskuje obecne między nimi dysproporcje władzy” (loc. 2899). I właśnie dlatego książka „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” okazuje się dziś tak wartościowa. Jej celem jest bowiem tych dysproporcji ujawnienie, odsłonięcie tego, co niewidoczne. Autorka pokazuje nam między innymi, dlaczego z takim społecznym oburzeniem spotykają się decyzje obsadowe najnowszych produkcji, w których główne role powierzone zostały czarnoskórym aktorom. Uświadamia nam białość świata, do której nie tylko zdążyliśmy się przyzwyczaić, ale także udało nam się poczuć w niej wygodnie, nawet jeśli wcale byśmy tego nie chcieli. Jest to więc również ważny głos w sprawie każdego innego rodzaju wykluczenia – nie tyle mówiący o tych, którzy są marginalizowani, co kierujący nasze spojrzenie ku centrum i jego praktykom. Jak bowiem pisze Eddo-Lodge, „rasizm jest przecież problemem białych” (loc. 2734). Tak samo jak każde inne wykluczenie, jest przecież kwestią stojącej za nim ekskluzywnej normy. Walka z nim musi więc wiązać się z uświadomieniem sobie normatywizujących praktyk i naszej w nich pozycji. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o właściwie rozumianej polityce umiejscowienia.

LITERATURA:

hooks b.: „Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum”. Przeł. E. Majewska. Warszawa 2013.

Rich A.: „Zapiski w sprawie polityki umiejscowienia”. Przeł. W. Chańska. W: „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2003, nr 1 (3).
Reni Eddo-Lodge: „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”. Przeł. Anna Sak. Karakter. Kraków 2018.