Wydanie bieżące

15 maja 10 (346) / 2018

Marta Baron-Milian,

COŚ ZA COŚ I ZA NIC (KATARZYNA SZUMLEWICZ: 'MIŁOŚĆ I EKONOMIA W LITERACKICH BIOGRAFIACH KOBIET')

A A A
Żadna tajemnica: logika miłości i logika ekonomii nigdy nie szły z sobą w parze. „Coś za coś” – złota (żelazna?) zasada ekonomicznej wymiany kłóci się wszak z „za nic” – złotą zasadą (idealnej, niedbającej o wzajemność) miłosnej ekonomii daru. Tak więc: albo miłość, albo ekonomia. Jeśli zechcemy dodać do tej pary tę trzecią – literaturę, staniemy przed dylematem, po której stronie ją umieścić i co zrobić ze spójnikami. I choć literatura zdaje się najzupełniej „nieekonomiczna”, to z perspektywy reprezentacji, czyli logiki „czegoś” i „niczego”, pisanie jest wymianą, w której coś podstawia się za coś: słowa, obrazy i opowieści w miejsce rzeczywistości i doświadczenia. Tak literatura i ekonomia stwarzają możliwość, by „kupić” to, czego nie mamy. Choć oczywiście, jak uczy piosenka, „can’t buy me love”…

Katarzyna Szumlewicz, stawiając w tytule swojej ostatniej książki między miłością i ekonomią spójnik „i”, sugeruje, że przedmiotem jej rozważań będą różne konfiguracje, w jakie układać mogą się elementy tytułowej pary w kobiecych biografiach, które prezentuje nam literatura. Jak czytamy we wstępie, „miłość wydaje się z jednej strony tym, co godzi ze społecznymi ograniczeniami, przekonuje do przyjęcia podporządkowanej, konwencjonalnej roli. Z drugiej strony wszakże bywa ona rebelią przeciwko represyjnej moralności płciowej, przeciwko tłumieniu kobiecego potencjału, nie tylko erotycznego. Literatura ma szczególne predyspozycje, by oddać ten temat w całej jego złożoności” (s. 11). Układ, w którym pieniądz stanowi narzędzie systemowej, patriarchalnej opresji, a miłość – jako rebelia przeciw ekonomii, społeczeństwu, moralności i religii – wyzwala spod jego władzy (co pozwalałoby na spójnik „albo”), będzie jednak zdecydowanie rzadszy. W obrazie męskiej dominacji zrównuje się raczej publiczne z prywatnym, destruując mit o możliwej „duchowej niepodległości” i zrzuceniu jarzma społecznej hierarchii. Częściej to miłość jawi się jako znacznie mniejsza przeszkoda dla ekonomii niż ekonomia dla miłości, która zresztą jedynie z rzadka ma potencjał do przełamywania społecznych norm i zakazów, pozostając raczej cenionym uczuciem o tyle, o ile realizuje się „w rodzinie lub w wyobraźni” (s. 10).

Społeczne i ekonomiczne determinanty miłości i namiętności stają się dla autorki kluczowe. Obraz kobiety-towaru, jako ucieleśnienia „konsumenckich” potrzeb i pragnień, które wyznaczają rynkowe cyrkulacje fundowane przez patriarchalny porządek, podszywa rozważania Szumlewicz od pierwszych stron książki (choć „Rynek kobiet” Luce Irigaray zaskakująco pojawia się dopiero na 174 stronie książki). Wybrane „miłosne narracje” dotykają tu problemów kobiecej własności, dostępu do dóbr i zarządzania majątkiem, finansowego uzależnienia kobiet, ich uprzedmiotowienia i samouprzedmiotowienia, ekonomicznych podstaw instytucji małżeństwa, przemocy ekonomicznej męskich graczy na kapitalistycznym rynku czy owoców kobiecej pracy, różowej „pracy miłości”, które przysługują nie im, lecz mężczyznom. Miłości zdarza się pełnić funkcję regulatora pozycji w ekonomicznej strukturze, umożliwiając awans w hierarchii pieniądza lub przyczyniając się do degradacji. Opowieści o miłości mają tu więc zdzierać maski społecznych nierówności i niesprawiedliwości, a niejednokrotnie projektować utopię świata lepiej urządzonego.

Rozpiętość materiału, na którego kanwie Szumlewicz snuje opowieść o związkach miłości i ekonomii, jest tyleż imponująca, co zaskakująca. Wraz z autorką odbywamy bowiem liczne dalekie podróże: genologiczne (od powieści do dramatów), międzykontynentalne (od Europy do Ameryki i Azji), polityczne i historyczne z wieku XIX w wiek XX oraz dokonujemy galaktycznych wprost skoków przez historię literatury. Na dwustu stronach Katarzynie Szumlewicz udaje się bowiem pomieścić całe zastępy bohaterek i bohaterów swoich rozważań: Jane Austen, Charlotte i Emily Brontë, Charlesa Dickensa, Aleksandra Dumasa, Emila Zolę, Henryka Ibsena, Gabrielę Zapolską i Zofię Nałkowską, D.H. Lawrence’a, Arundhati Roy, Alice Munro, Marilyn French, Toni Morrison, Alice Walker, Elfriede Jelinek, Marlene Streeruwitz. I choćbyśmy długo szukali, nie znajdziemy raczej innego klucza, który – prócz zapowiedzianych w tytule „literackich biografii kobiet” i zainteresowania autorki – połączy tę plejadę pisarskich typów, tak historycznie, politycznie, geograficznie i – zapewne zwłaszcza – literacko od siebie odległych. Jak jednak twierdzi Szumlewicz, zestawione ze sobą teksty łączy przede wszystkim jedno – „sceneria nowoczesności” (s. 9), którą otwierać miała oświeceniowa rewolucja. Choć już we wstępie autorka podkreśla diametralne różnice kontekstów i form doświadczania nowoczesności, w toku narracji niejednokrotnie zdają się one ulegać zatarciu i z rozdziału na rozdział coraz trudniej przekonać czytelnika, że literackie biografie kobiet osadzone w XIX-wiecznej Anglii, międzywojennej Polsce czy Indiach lat sześćdziesiątych mogą stać się źródłem tej samej opowieści o relacjach miłości i represyjnego działania mechanizmów ekonomii. A nawet jeśli uznamy, że to w żadnym razie nie jedna, lecz różne opowieści, zastanawiają kryteria wyboru i powody, dla których z tej grupy wypada chociażby Eliza Orzeszkowa i tak charakterystyczne dla podejmowanego tu tematu biografie jej bohaterek. Choć zapewne najbardziej zastanawia, dlaczego Szumlewicz, eksplorując ekonomiczne determinanty sytuacji kobiet w „scenerii nowoczesności”, nie pozwala dodać swoich trzech gwinei Virginii Woolf (którą dla przykładu Inga Iwasiów obsadza w roli patronki czy raczej „matronki” feministycznych badań o roli ekonomii w systemach organizacji życia społecznego w tomie zatytułowanym „Księgowanie. Literatura, kobiety, pieniądze” z 2014 roku).

Najciekawszy wydaje mi się w książce Szumlewicz obraz literatury, którą autorka widzi przez pryzmat istotnej roli, jaką ta może odegrać w procesie emancypacji i edukacji. Emancypacyjny wymiar literatury zostaje zaprezentowany w trzech perspektywach: krytycznej, utopijnej i epistemologicznej. Dwie pierwsze z nich Szumlewicz charakteryzuje następująco: „(…) literatura to przede wszystkim krytyka społecznych stosunków, dokonywana poprzez ukazanie ich wpływu na życie i świadomość przedstawianych postaci. Jej wyzwolicielska funkcja polega także na ukazywaniu możliwości innego, lepszego porządku społecznego. Oczywiście, posiadając moc edukowania i kształtowania marzeń, literatura może być także znakomitym narzędziem wymuszającym przystosowanie do panujących warunków” (s. 12). Perspektywa epistemologiczna natomiast „ukazuje od wewnątrz, od strony czującego ciała i wrażeń zmysłowych, od strony spontanicznych reakcji skojarzeniowych i emocjonalnych, jak odbiera się świat, wychodząc bezpośrednio od danego usytuowania, od egzystencji przypisanej do określonej pozycji społecznej i związanych z nią realiów życia” (s. 12). Szczególną rolę literatury upatruje więc autorka, po pierwsze, w jej krytycznej dyspozycji, po drugie, w możliwościach budowania projektów pozytywnych, po trzecie, w jej edukacyjnych właściwościach, po czwarte, w przekonaniu o istnieniu specyficznie literackiej wiedzy o rzeczywistości i doświadczeniu, oraz po piąte, w emancypacyjnym potencjale. Jak czytamy, „literatura, ze swoją ambicją dotarcia bliżej życia i unikania stereotypów, jest szczególnie predysponowana do tego, by wyposażać grupy uciskane i skazane na milczenie w umiejętność nazywania własnych doświadczeń” (s. 12-13). Literatura „wpływa (…) na proces samorozumienia, czym przyczynia się do kształtowania indywidualnych i społecznych biografii” (s. 197). Szumlewicz szuka „prawdy fikcyjnych biografii”, które mają pozwolić na zrozumienie naszych współczesnych losów w perspektywie emancypacyjnej. Czytanie zaś powinno być punktem wyjścia do poszukiwania własnych postulatów emancypacyjnych.

Choć to znakomity obraz możliwości literatury, przywracający jej społeczną i polityczną istotność, niestety brakuje w nim bardzo ważnego elementu. Szumlewicz całkowicie rezygnuje z podjęcia prób uporania się z problemem literackiej formy. Można powiedzieć, że język literacki jest dla autorki właściwie przezroczysty – w żaden sposób nie wyzyskuje specyfiki literackiego medium. Analizom poddane zostają, jak głosi tytuł, „literackie biografie kobiet”, jakby wydestylowane z literackiej formy, wyabstrahowane z językowego kształtu, który pozostaje jako uboczny, nieprzydatny, zbędny produkt całego procesu. Jako składnik znaczący funkcjonują tu jedynie fabuły, których częściej streszczenia niż analizy prowadzą autorkę do formułowanych wniosków – niejednokrotnie ciekawych i trafnych, ale – nie mogłam oprzeć się temu obrazowi – dryfujących na powierzchni tekstów, choć zarazem niesięgających ich materialności. Oczywiście nie żeby fantazjować o jakimś enigmatycznym zstępowaniu do głębi!

Ciekawie ujęta rola literatury i wszystkie zawarte w książce opowieści tracą na tej nieobecności formy podwójnie: z jednej strony, otrzymujemy „nieforemny”, zredukowany obraz literackiego medium, z drugiej, marnuje się społeczny, polityczny, emancypacyjny potencjał niewątpliwie tkwiący w języku literackim. Poddana tu analizie wiedza literatury, specyficznie literacka episteme, nie może istnieć poza artystyczną formą – traci wówczas swą specyfikę. Literatura staje się więc tutaj tworem „bez języka”. A szukanie emancypacyjnego potencjału w literackich biografiach kobiet musi niejednokrotnie chybić celu, jeśli marnuje się subwersywny potencjał tkwiący w formie, obrazach, tropach i specyficznie literackich strategiach.
Katarzyna Szumlewicz: „Miłość i ekonomia w literackich biografiach kobiet”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2017 [seria: Lupa Obscura].