15 maja 10 (346) / 2018

Agnieszka Wójtowicz-Zając,

INNE KSIĄŻKI? (DOROTA MASŁOWSKA: 'INNI LUDZIE')

A A A
Problem z Dorotą Masłowską jest taki, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Fenomenalny debiut w bardzo młodym wieku rozbudził oczekiwania wobec pisarki. „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” była prawdziwym zjawiskiem, zarówno pod względem literackim, jak i przemian w funkcjonowaniu kultury i mediów. Masłowska próbowała różnych form – powieści, dramatu, piosenki-performansu (jako Mister D. na płycie „Społeczeństwo jest niemiłe”), scenicznej bajki dla dzieci, felietonów, hybrydycznych powieści-piosenek. Dała się poznać jako ekspertka od języka, zwłaszcza zepsutej, fasadowej komunikacji za pomocą medialnych klisz, przepoczwarzonych, spotworniałych formułek, za pomocą których opisywała polską rzeczywistość. Krąży wokół podobnych form wyrazu i rozpoznawalnej estetyki, za pomocą zrytmizowanych, hip-hopowych fraz sięga w niepiękne aspekty rzeczywistości. Podobnie jest w przypadku „Innych ludzi”, najnowszej powieści Masłowskiej.

Bohaterami „Innych ludzi” są mieszkańcy Warszawy, każdy z nich jak osobna wyspa, odizolowany od innych i podszyty nie tyle nienawiścią, co głębokim niesmakiem wobec pozostałych i całej otaczającej ich rzeczywistości. Podobnie jak w „Pawiu królowej”, w konwencji powieści-piosenki, spotykają się ze sobą postacie z różnych społecznych „rejestrów” – z nizin, paskudnych blokowisk i źle płatnych prac oraz z korpo-Polski strzeżonych osiedli, kredytów, galerii handlowych i designerskich przedmiotów. Kamil Janik ma 32 lata, matkę, siostrę, dziury w starych najkach i brak perspektyw. Chce nagrać płytę hip-hopową, pokazać wszystkim, na co go stać, ale póki co trochę pomaga w pracach hydraulicznych, trochę handluje dragami, głównie imprezuje i zalicza kolejne panienki, w tym Anetę, którą poznał w Rossmannie, i Iwonę, żonę Maćka, dobrze „zrobioną”, zamożną kobietę, która dusi się w swoim życiu. Kamil Janik jako postać przypomina kolejne wcielenie Silnego z „Wojny polsko-ruskiej…” w nowych warunkach – to już nie mieszkaniec Wejherowa z początku XXI wieku, a starszy od niego o parę lat warszawiak, wrzucony w inne warunki i nieco inną Polskę. Monologi Kamila nie są tak potoczyste, jak Silnego, brakuje im też literackich wtrętów (które ujawniały obecność innego narratora, chowającego się za Silnym). Tym, co czyni obie postacie podobnymi, jest pochodzenie, warunki materialne, sytuacja rodzinna (ciekawe, że obaj mają matki, z którymi łączą ich szacunek w sferze deklaracji i lekceważenie w sferze faktycznych działań, i jakieś rodzeństwo, ale już nie ojców – ta obserwacja może stanowić przyczynek do rozważań na temat modelu polskiej męskości i braku ojca), pewien rodzaj pozycji w systemie i sposób obserwacji świata – obaj deklarują patriotyzm (Kamil ma nawet wytatuowanego Małego Powstańca na przedramieniu), wrogość wobec „innych” i poczucie wykluczenia, bycia „ofiarą” spisków aktorek z bilbordów, firm telekomunikacyjnych, telewizyjnych gwiazdek, policji, szkoły. Podobnie Anetę można czytać w porównaniu z Magdą – kilkanaście lat później bohaterka z prowincji, świadoma swojej atrakcyjności, wyjeżdża do Warszawy (synonimu wielkiego świata, o którym marzyła Magda), ale nie robi kariery w mediach – studiuje zaocznie w prywatnej szkole i pracuje w Rossmannie, wchodzi w związek z Kamilem, ale to nie ona go rzuca, jak Magda Silnego, wywołując jego gniew, ale to ona jest nieustannie przez niego olewana.

Zmiana, jaka zaszła w bohaterach Masłowskiej od „Wojny polsko-ruskiej…” do „Innych ludzi” polega przede wszystkim na przesunięciu – pisarka robi kolejny krok w mrok, „Inni ludzie” pozbawieni są humoru i lekkości, które cechowały zarówno „Wojnę…”, jak i „Pawia królowej”, a nawet niektóre utwory ze „Społeczeństwo jest niemiłe”. Warszawa to miasto spowite smogiem, który dusi wszystkich – zarówno dosłownie (powietrze pachnie palonym tapczanem), jak w i przenośni – między bohaterami nie ma żadnych relacji, wszystko podszyte jest wzajemną pogardą i niesmakiem. Wszystko to podane jako hiphopowa piosenka, świetnie zrytmizowana, zgrabnie uszyta ze skrawków nadpsutej polszczyzny, którą wszyscy znamy, a którą chyba tylko Masłowska potrafi tak doskonale uchwycić. Z „Innych ludzi” wyłania się obraz społeczeństwa, które nie tworzy żadnej wspólnoty – mówiąc kolokwialnie, wszystko jest tutaj totalnie rozpieprzone i rozbite, ludzie żyją obok siebie, oddzieleni ściankami z karton-gipsu, ale cała zewnętrzna rzeczywistość jest obca, niezależnie od tego, czy się ją przemierza tramwajem bez biletu, czy nowym Volvo na kredyt. Tekst uzupełniają ilustracje Macieja Chorążego, tworząc spójną całość z opowieścią. Skarpetki, zużyta prezerwatywa zawinięta w papier i uformowana w różę, sypiące się z choinki igły – grafika wychodzi z roli towarzyszącej tekstu, w pewnym momencie zasłaniając słowa powodzią choinkowych igieł (podobny trick z zasłanianiem tekstu znalazł się także w zakończeniach niektórych wydań „Wojny polsko-ruskiej…”), doskonale obrazując pojedynczość i odseparowanie bohaterów. „Inni ludzie” są ciekawą graficznie propozycją, przede wszystkim ze względu na ilustracje Chorążego, jak też i na format książki wydanej jak płyta. Masłowska przekracza gatunki i formy nie tylko w obrębie literatury, ale także samej książkowej formy i te eksperymenty zaliczyć trzeba do udanych.

Pozostaje pytanie – jak „Inni ludzie” wypadają na tle bogatego i różnorodnego dorobku Masłowskiej? Nie twierdzę, że najnowsza powieść-piosenka jest wtórna, jednakże składa się z pomysłów już znanych (hip-hopowa powieść-piosenka – „Paw królowej”, „Społeczeństwo jest niemiłe”), kalekiego języka, zresztą mistrzowsko wykorzystanego, który jest główną osią konstrukcyjną w całej twórczości Masłowskiej, spotkań „dołów” i „nizin” („Paw królowej”, „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku”), podobnych bohaterów. Na pewno jest mroczniejsza i bardziej gorzka, niż poprzednie utwory Masłowskiej, brakuje jej (co zapewne jest świadomym zabiegiem) humoru, jakiego pełne były wcześniejsze utwory. Stanowi ona pewną zamianę, kolejny krok – jednakże na tej samej, dobrze znanej ścieżce. Obserwacje społeczne są podobne, jak we wcześniejszej twórczości, aczkolwiek niezbyt pogłębione i rozwinięte. Strona językowa jest, jak zawsze w przypadku Masłowskiej, bez zarzutu, ale do maestrii w tej materii też zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Nie można pisarce odmówić niewątpliwego i wyjątkowego talentu, nie należy ona też do pisarzy tworzących „na akord”, zgodnie z wymaganiami rynku wydawniczego. Dlatego po długim oczekiwaniu i wytężonej pracy można chyba oczekiwać bardziej zniewalających efektów, niż nieco bardziej gorzka obserwacja w podobnej formalnej szacie.
Dorota Masłowska: „Inni ludzie”. Il. Maciej Chorąży. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2018.