Wydanie bieżące

15 maja 10 (346) / 2018

Paulina Zięciak,

ART IN PROGRESS (MNK: 'SYTUACJA SIĘ ZMIENIŁA')

A A A
„Sytuacja się zmieniła” to wystawa prezentowana w Muzeum Narodowym w Krakowie, która jest pewnego rodzaju przeglądem i podsumowaniem kondycji sztuki wieku XX, zahaczając również o koniec wieku XIX i wkraczając nieco w wiek XXI. Instytucja tymczasowo pozbawiona (na rzecz prezentowanej wystawy o Stanisławie Wyspiańskim) Galerii Sztuki Polskiej XX Wieku, tworzy wystawę czasową, która zbiera najważniejsze dzieła minionego wieku.

„Sytuacja się zmieniła. Dziś wszyscy znają nazwiska. Jest międzynarodowy rynek. Artyści jeżdżą po świecie. Piotr Uklański mieszka w Nowym Jorku.” Ale nie tylko Uklański. Zaprezentowane sto prac jest rankingiem, wyimkiem, ale i świetnym zestawieniem, tego, co w polskiej sztuce było i jest najlepsze. Brak ciągów chronologicznych, brak podporządkowania prądom czy brak konkretnej ścieżki. To wszystko pozwala na swobodny spacer między dziełami, które tyle samo łączy, co dzieli. Czasami wkraczamy w pewien panel tematyczny – portret, pejzaż, martwą naturę, formę, materię… Ale to jeszcze bardziej podkreśla różnorodność i różnokierunkowość polskiej sztuki.

Dzieje się! – trzeba powiedzieć. Bo bacznie przyglądając się datowaniom dzieł, można zauważyć dynamiczny rozwój polskiej sztuki oraz jej wielopostaciowość. Pomimo ogólnego podporządkowania historyczno-sztucznym schematom chronologicznym i próbom umiejscowienia w konkretnych kręgach artystycznych, widać, że artyści działali na różnorodnych polach. Dostrzegalne jest to w sposobie definiowania podstawowych pojęć, takich jak – obraz, sztuka, kultura czy malarstwo. A odpowiedzi na pytania o te definicje, jest tyle samo, co pytań i równie wiele, co prezentowanych dzieł. Bo właśnie tutaj doskonale widać jak każdy artysta je rozumie, a najlepsze w tym jest to, że jesteśmy obserwatorami efektu tych działań – samego dzieła sztuki.

Dzięki takim spontanicznym wyborom pojawiają się ciekawe zestawienia, które ujawniają jeszcze ciekawsze związki, bardzo często między artystami, których dzieli czas lub sposób tworzenia. Tak obserwując pracę Zofii Kulik – fotograficzny kolaż, z daleka sprawiający wrażenie ściennej tapiserii – z bliska, będący portretami Zbyszka Libery, można zwrócić się w stronę Natalii Wiernik i jej pracy „Wota”, która w podobny sposób pokazuje perspektywę patrzenia na obraz i wnikliwość w jego interpretację. Takie konfrontacje są możliwe do odnalezienia między wieloma prezentowanymi nazwiskami – zestawić warto chociażby spojrzenie na przedmiot według Tadeusza Kantora i Władysława Hasiora, czy obrazowanie człowieka okiem Jacka Malczewskiego i Witkacego lub tworzenie witrażu według Józefa Mehoffera i Stanisława Wyspiańskiego.

Kanoniczne prace, najważniejsze nazwiska – tak zwane klasyki. Tak można najogólniej podsumować tę prezentację. Obiekty tak dobrze rozpoznawalne, że mogłyby znaleźć się na wystawie nie tyle bez opisów, co bez podpisów i mimo, to zostałyby zidentyfikowane nawet przez laika. Oko cieszy nie tylko obecność „wielkich” czy różnorodność „prezentowanych”, ale też to, że nie ma w polskiej sztuce czasu gorszego czy lepszego. Sytuacja się zmienia, ale na poziomie artystycznym można zaobserwować konstans. Nie ma wzlotów i upadków, wszystko dzieje się w jednym czasie.

Ta wybiórczość połączona z próbą niedefiniowania sprawia, że dochodzi nawet do rozbicia grup artystycznych. Zasadniczy trzon grupy WPROST – Jacek Waltoś, Leszek Sobocki, Zbylut Grzywacz i Maciej Bieniasz – zostaje zaprezentowany indywidualnie, rozbity w przestrzeni galerii, wpisany bardziej w kontekst tematycznego podejścia do obrazu niż ich wspólnej działalności. Podobnie relacji i związków nie widzimy między Katarzyną Kobro, a Władysławem Strzemińskim, czy pomiędzy Marią Jaremą, a Tadeuszem Kantorem. Możemy za to zobaczyć to, „czego nie ma”, dzięki prezentacji „Pochodu na Wawel” Wacława Szymanowskiego i pozostając w kontekście tego, co niewidoczne, wejść w sposób patrzenia dzięki pracom Strzemińskiego czy Wojciecha Fangora.

Ta wystawa może być spacerem do świata sztuki. Spokojną kontemplacją tego, co w polskiej sztuce najlepsze. Po prostu patrzeniem – bez zbędnych analiz, szukania relacji czy interpretowania. Bo nie ma to jak usiąść przed Nowosielskim, Fangorem czy Wróblewskim. Rzucić okiem na to, co różne, a będące w jednym miejscu. Zadać pytania i spróbować zyskać odpowiedzi. Własne odpowiedzi – bez podpowiedzi kuratorów, muzealników czy samych artystów. Choć zostaliśmy postawieni przed dokonanym przez nich wyborem, zyskaliśmy wolność interpretacji. Skorzystajmy z niej, bo nie często się to zdarza.
Sytuacja się zmieniła”. Wystawa stała. Muzeum Narodowe w Krakowie.