15 maja 10 (346) / 2018

Zuzanna Sokołowska,

MEDYTACJE NAD PAPIEREM

A A A
Są takie wystawy, które nie potrzebują zbyt wielu pokazywanych prac i zawiłych kuratorskich opowieści, aby stać się doskonałymi. Wystarczy jedno spojrzenie w galerii, by wiedzieć, że za chwilę będzie się obcować z niezwykłą twórczością. Tak dzieje się w przypadku wystawy Tomoko Ishidy „Musunde. Hiraite. Złóż dłonie. Otwórz dłonie”, którą można oglądać w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, a dokładniej w przestrzeni Galerii Europa-Daleki Wschód.

Tomoko Ishida to jedna z najwybitniejszych artystek japońskich, której cała twórczość przesiąknięta jest duchem filozofii zen. Jej mężem jest buddyjski mnich, z którym mieszka w jednej ze świątyń położonych w północno-wschodniej Japonii. Wydawać się by się mogło, że spędzanie życia w tak wyjątkowym miejscu, będzie obfitować wyłącznie w duchowe przeżycia i olśnienia. Tymczasem życie Ishido wypełnione jest po brzegi obowiązkami takimi jak sprzątanie, gotowanie, obsługa zwiedzających świątynie oraz przede wszystkim uczestnictwo w długotrwałych ceremoniach. Ishido, zapragnęła odkryć na nowo swoją tożsamość. I tu z pomocą przyszedł towarzyszący codziennym rytuałom artystki papier. W jej artystycznych działaniach nie jest ważny efekt, ale sam proces tworzenia, który staje się dla niej pewną formą medytacji. Jej ulubionym materiałem, z którego wyczarowuje delikatne, subtelne i pozornie kruche instalacje jest specjalnie skręcony w wąskie paski papier koyori. Jest on całkowicie biały i wrażliwy na dotyk artystki, pod której palcami zamienia się wręcz w mistyczną substancję łączącą w sobie czas, przestrzeń, wrażliwość i emocje. Ishido opowiada, że kiedy dotyka papieru, najpierw trzyma go w dłoni, a potem delikatnie odkłada. „W tych prostych gestach moje palce, dłonie i ramiona poruszają się w dość skomplikowany sposób. Czuję wówczas, jak energia wpływa do mnie i wypływa łagodnie ze mnie” – opowiada o swoich doświadczeniach artystka, dla której nierozłącznymi elementami tworzenia jest również dźwięk i ruch, do których nawiązuje sam tytuł jej krakowskiej wystawy.

Kiedy Ishido tworzy swoje realizacje, w jej głowie często pojawia się melodia z piosenki dla dzieci „Musunde. Hiraite”. Autor słów tego utworu jest nieznany, wiadomo tylko tyle, że został on skomponowany przez francuskiego filozofa Jeana-Jacques’a Rousseau. Piosenka ta, której motywem przewodnim było składanie dłoni i klaśnięcia, była popularna w wielu krajach Europy i w Stanach Zjednoczonych. W Japonii była pierwotnie wojskowym marszem, a po zakończeniu II wojny światowej stała się po prostu zwykłą piosenką dla dzieci. Ishido wyjaśnia kontekst, jaki łączy jej działania i utwór dla maluchów. Japońskie musubu oznacza „wiązać”, tymczasem słowo hiraku oznacza „rozwiązywać”. Jak twierdzi artystka, słowa, które z pozoru mają przeciwstawne znaczenie, „w Japonii mogą być rozumiane w duchu konceptu «równoległych brzegów» (ryōkō), zaczerpniętego z filozofii zen. My Japończycy wymyśliliśmy wiele sprzecznie brzmiących przysłów, takich jak: «Kuj żelazo, póki gorące», czy «Śpiesz się powoli». W piosence Musunde. Hiraite często powtarzają się słowa: „złóż”, „klaśnij” czy „rozłóż” [dłonie]. Działania te przywodzą Japończykom na myśl tradycyjny shintoistyczny i buddyjski sposób modlitwy. W chramie shinto ludzie klaszczą w dłonie, zwracając się do bóstwa, żeby „związało” panujący chaos i w ten sposób ich uratowało. W świątyni buddyjskiej składają dłonie i oddają cześć w nadziei na uwolnienie od cierpienia” – opowiada artystka.

Prace Ishido pokazywane na wystawie w Krakowie łączą w sobie pewną ruchliwość, energię, jak i nieprawdopodobny wręcz spokój wypracowany podczas wielu godzin spędzonych nad tworzeniem papierowych instalacji, których widok odbiera na chwilę widzom mowę. Wydawać by się mogło, że w jej pracach, czułych i delikatnych, zawarty jest tylko kunszt pracochłonnego tworzenia. Jednak w pracach Ishido tkwi coś jeszcze, a mianowicie są nimi powidoki wspomnień, niczym nieskrępowanej radości i ciekawości świata, ruch ciała, jak i umysłu, pochłaniającego jak gąbka wszystkie zewnętrzne, jak i wewnętrzne wrażenia. Na ekspozycji można oglądać jej dwie instalacje z papieru koyori, które swoją formą, na pierwszy rzut oka przypominają kwiaty pokryte poranną rosą. Pierwsza z nich przywodzi na myśl dmuchawca, który pod wpływem zmysłowego szeptu, gdzie padają powoli wymawiane słowa „Musunde. Hiraite”, zaraz rozpłynie się w powietrzu, druga tymczasem przypomina rozkwitnięty do granic możliwości pąk. Efekt niezwykłej zmysłowości, igrania światła i cienia, harmonii i spokoju, ciepła i chłodu, potęguje przede wszystkim sama aranżacja wystawy – białe ściany i niezbyt intensywne oświetlenie sali wystawienniczej, wydobywają z niezwykłych instalacji Ishido trudno definiowalny rodzaj magii, dzięki której wycisza się niemal natychmiast oko i umysł. To właśnie w tych dwóch pracach tkwi największy i najbardziej zaskakujący potencjał tej ekspozycji, która przez bardzo długi czas będzie jeszcze w widzach tkwiła, między innymi dlatego, że białe instalacje Ishido są po prostu jak codzienne pisanie pamiętnika, kiedy to zostaje się sam na sam z myślami i papierem, który zaczyna wchłaniać wszystkie emocje.

Kolejnym elementem wystawy Ishido staje się film i kolejna papierowa instalacja, tym razem przypominająca swoją formą miniaturową bibliotekę, w której do granic możliwości starano się zmieścić jak największą ilość książek. Ta odsłona ekspozycji poświęcona jest największemu trzęsieniu ziemi w Japonii, które nawiedziło ten region w 2011 roku, pochłaniając wiele ludzkich istnień. Uszkodzona została również elektrownia atomowa w Fukushimie. Obraz, który można oglądać na wystawie składa się z relacji świadków, którzy przeżyli tę niewiarygodną katastrofę. Obok projekcji znajduje się tablica ze zdjęciami ewakuowanych z wioski Katsurao. Panie, głównie te starsze, podczas warsztatów z artystką, wykonały pasy obi, które są wykorzystywane podczas tańców bon-odori w czasie japońskiego święta zmarłych. Ich wspólna praca szła im tak dobrze, że w ciągu jednego dnia powstały aż 154 pasy! Jak opowiada Ishido, podczas spotkań z tymi niezwykłymi kobietami, uświadomiła sobie, że w drzemie w nich niewykorzystany potencjał. I że warsztaty stanowiły dla nich pewną formę odrodzenia. I tę właśnie drzemiącą siłę artystka zdefiniowała jako „Dajioobu Sisters” (pol. „Siostry Mamy Się dobrze”). „Nazwa ta ma łączyć przeświadczenie o tym, że wszystko jest w porządku, z poczuciem dobrze wykonanej pracy” – opowiada o swojej realizacji Ishido. Towarzysząca tej odsłonie ekspozycji papierowa instalacja artystki ma ścisły związek z odbudowaniem miejsc po katastrofie. Jak opowiada o niej sama Ishido, realizacja ta, to pewnego rodzaju zbiorowa modlitwa o odtworzenie tego, co zostało zniszczone. Artystka symbolicznie zbiera „dusze” wszystkich ludzi pragnących pomóc w rewitalizacji zdewastowanych przez naturę miejsc. Odwołuje się tutaj do japońskiego słowa haru, które oznacza wiosnę, ale jednocześnie również definiuje ono pewną czynność, mianowicie symboliczne zajmowanie pustego pokoju, tylko po to, aby go całkowicie wypełnić. I taka jest właśnie praca Ishido – przypomina ona swoją formą pękającą w szwach przestrzeń, symboliczną bibliotekę dusz ludzi, którzy pomagali przywracać zniszczonym miastom ich pierwotny kształt.

Krakowska wystawa japońskiej artystki bez wątpienia nie pozostawi żadnego widza obojętnym. Prace Ishido dotykają, i to bardzo mocno odwiedzających. Każdy z nich przeżywa tę wystawę indywidualnie, na swój własny sposób. Zachłannie pochłaniane wzrokowo instalacje artystki pobudzają niesłychane wręcz pokłady wrażliwości oraz ekstatyczny, wręcz medytacyjny zachwyt nad bezpretensjonalnym pięknem prac Ishido. Pięknem, który bardzo trudno jest zwerbalizować, bo jego przeżywanie jest tak boleśnie intymne, że chce się je doświadczać w milczeniu, bez używania słów, które mogą niepotrzebnie zabrudzić śnieżnobiałą powierzchnię papierowych prac. "Dla większości ludzi tworzenie sztuki nie jest konieczne, aby żyć. Jednak dla mnie jest to jedyny sposób, aby upewnić się, że żyję " – często podkreśla Ishido, która swoimi pracami przenosi publiczność w inny, duchowy wymiar, z którego do zgiełku codzienności nie chce się już w ogóle wracać.
Tomoko Ishida „Musunde. Hiraite. Złóż dłonie. Otwórz dłonie”. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków, Galeria Europa-Daleki Wschód. 15.04.2018 - 24.06.2018

http://manggha.pl/exhibition/128