Wydanie bieżące

15 maja 10 (346) / 2018

Karolina Jędrych,

OPERA NIGDY SIĘ NIE KOŃCZY (ALAN MISIEWCZ: 'HEROINY! ROZMOWY O OPERZE, LUDZIACH I ŻYCIU')

A A A
Z kamienicy przy ulicy Karola Miarki 20 w Bytomiu nie widać gmachu Opery Śląskiej. Wystarczy jednak skręcić w lewo, przejść kilkanaście metrów, minąć stojącą przy Moniuszki 25 siedzibę Sanepidu, skręcić w prawo, podejść pod górę i już, jesteśmy pod Operą! Pięknie odnowioną, zapraszającą przechodniów na „Aidę”, „Toskę” oraz „Szeherezadę/Medeę”. To tutaj po II wojnie światowej wystawiono pierwszą „Halkę” w Polsce. Tu znajduje się najmniejsza scena operowa w kraju. W tym gmachu schronienie i pracę znaleźli artyści przybyli do Bytomia ze Lwowa, którzy właśnie przy Miarki 20 dostali tuż po II wojnie mieszkania. To miejsce jeden z rozmówców Alana Misiewicza, autora książki „Heroiny! Rozmowy o operze, ludziach i życiu”, określił mianem kuźni talentów.

Wydane nakładem Wydawnictwa Śląsk „Heroiny!” to zbiór czternastu wywiadów z osobami związanymi z bytomską operą i zarazem debiut książkowy Alana Misiewicza, współpracownika m.in. „Gazety Wyborczej” oraz „Forbesa”, a także autora programu do wystawionego w 2016 roku w Bytomiu „Ubu Króla” Krzysztofa Pendereckiego. Programu, który, zgodnie z poleceniem ówczesnego dyrektora opery Tadeusza Serafina, miał mieć poziom europejski, a który przynajmniej jednemu widzowi wydał się źle wydrukowany. Awantury w tej sprawie nie było dzięki pani Beatrycze Widerze, najstarszej stażem pracownicy bytomskiego teatru. Tę anegdotkę znajdzie czytelnik „Heroin!” w wywiadzie czternastym.

Trudno pisać o książce takiej jak ta, gdyż każdy wywiad, każdy rozmówca, to nie tyle kolejny, co osobny rozdział, osoba historia – choć trzeba przyznać, że z powracającymi wątkami, a nawet powtarzającymi się bohaterami. Misiewicz wysłuchał śpiewaków, dyrygentów, tancerzy, pracowników administracyjnych Opery Śląskiej w Bytomiu. To ludzie, którzy znali się i pracowali ze sobą; nic więc dziwnego, że snują opowieści o sobie samych i sobie nawzajem. Dla przykładu, po wywiadzie z Henrykiem Konwińskim, tancerzem i choreografem, zamieszczone zostały rozmowy z Elżbietą Rymwid-Mickiewicz, pierwszą tancerką baletu Opery Śląskiej w latach 1965-1986 oraz Aleksandrą Kozimalą-Kliś, tancerką, solistką, a w latach 1990-2017 kierowniczką baletu Opery Śląskiej. Konwiński wyznaje, że „Słuchanie muzyki to ciężka praca”. Jakby w odpowiedzi na to stwierdzenie czytamy kilka stron dalej Rymwid-Mickiewicz, wspominającą z pasją: „Na jeden z koncertów sylwestrowych [Konwiński – dop. K.J.] zrobił tango z krzesłami. Było tak piękne, że nie chciałam, aby kiedykolwiek się skończyło; pragnęłam tańczyć całe życie”. Kozimala-Kliś natomiast przyznała, że Konwiński jest jej ukochanym choreografem. Widać więc, że jego ciężka praca dawała dobre owoce: zachwycała i wzbudzała podziw.

O ciężarze pracy w Operze i dla Opery opowiada też jej były dyrektor, Tadeusz Serafin: „(…) teatr operowy wymaga całkowitego poświęcenia się tylko tej sprawie”. Jakby w kontrze do tego stwierdzenia mamy wspomnienia Magdy Hiolski o jej ojcu, Andrzeju, największym polskim barytonie 2. połowy XX wieku, która mówi „Tata był normalnym tatą, pracował jak zwyczajny człowiek: szedł do pracy, przynosił pieniądze”. Te pieniądze w przypadku Hiolskiego i innych wybitnych solistów bywały bardzo skromne, ale też niespodziewanie wysokie, kiedy można było – dzięki swojej pracy, talentowi oraz pozwoleniu władz – zaśpiewać za granicą, dajmy na to w Metropolitan Opera lub La Scali, w której jednak należało uważać, by nie zostać zabitym przez worek z piaskiem lub mechaniczną ważkę. Tak to La Scala wygląda we wspomnieniach Romualda Tesarowicza…

Przykłady smakowitych dykteryjek, historyjek i cytatów można by mnożyć, bo znajdziemy ich w książce Misiewicza mnóstwo. Skupmy się więc teraz na tym, co sprawia, że wywiady z osobami różnych profesji, w różnym wieku tworzą spójną całość, że są jak dobrze zgrany zespół operowy na scenie: przyjemnie się na niego patrzy, a jeszcze przyjemniej słucha. Na początek oczywiście „opera” będzie słowem łączącym wszystkich rozmówców Misiewicza. Drugim w kolejności spoiwem jest „nostalgia”. Należy ją rozumieć dwojako: jako tęsknotę za lwowską ojczyzną oraz pewnego rodzaju sentyment do Opery Śląskiej lat 60., 70., 80., do czasów, w których „każdy [widz – dop. K.J.] miał swoją ulubioną tancerkę”, a białe frakowe koszule szarzały na bytomskim powietrzu szybciej niż trwa piesza wędrówka z Miarki 20 do Opery (wg Google Maps – 2 minuty).

Wspomnienia o Lwowie wyjątkowo głośno rozbrzmiewają na samym początku książki w znakomitym, otwierającym zbiór wywiadzie z Januszem Wenzem. Warto dodać, że za ten i dwa inne teksty związane z lwowiakami przybyłymi na Śląsk, Alan Misiewicz otrzymał drugą nagrodę w ubiegłorocznej edycji konkursu Silesia Press. Wywiad z Markiem Brzeźniakiem, krytykiem i publicystą muzycznym, również temat lwowski podejmuje. Swego rodzaju klamrą zbioru jest włączony w ostatni wywiad, w rozmowę z Beatrycze Widerą, artykuł o artystach repatriantach. Doceniam pomysł, nie wydaje mi się on jednak zbyt trafiony, zwłaszcza że w ostatnim tekście znajdziemy też fragment wywiadu z anonimowym rozmówcą, który wycofał się z udziału w książce. Te dwa przydługie przerywniki sprawiają, że sympatyczna postać pani Beaty gdzieś ginie, rozmywa się na rzecz kompozycyjnego powrotu do przeszłości tudzież początku „Heroin!”.

Poza tym jednym wywiadem pozostałe oceniam jako dobrze skomponowane. Misiewicz to dziennikarz dyskretny i ukryty za swoimi rozmówcami, pozwalający im mówić, mówić, mówić, ale też śmiać się, dziwić, zrobić przerwę na herbatę czy odebrać telefon od syna. Może dzięki temu przeczytamy w „Heroinach!” historie i historyjki, anegdoty i dykteryjki, entuzjastyczne zachwyty, ale taż wyrażone gdzieś między zdaniami smutek i żal. Czuć bijące z większości tych wywiadów pozytywne emocje, które rozmówcy Misiewicza kierują w jego stronę. Takiemu odbiorowi wywiadów sprzyjają napisane kursywą krótkie wstępy do każdego z nich. W dwóch, trzech akapitach redaktor zawiera kilka ciepłych słów o okolicznościach przeprowadzania rozmów, o ich atmosferze, wspomnieniach związanych z pierwszymi i kolejnymi spotkaniami z rozmówcami. To interesujący zabieg, dodający do łączącego wszystkie wywiady słowa „nostalgia” także tęsknotę dziennikarza za nieuchwytną atmosferą spotkań z ludźmi opery. W tych wstępach, a także w niektórych pytaniach dyskretny i stojący za rozmówcą Misiewicz zdradza nam jednak także coś o sobie – jaką lubi kawę, spotkanie którego pisarza byłoby dla niego wielkim przeżyciem i do jakiego teatru wchodził za darmo dzięki uprzejmości pani Irenki.

Warto dodać, że Alan Misiewicz uważnie wsłuchuje się nie tylko w to, co mówią jego interlokutorzy, ale też w to, jak mówią. Sposób mówienia właściwy dla każdego z bohaterów „Heroin!” stara się – z powodzeniem! – odtworzyć w wywiadach. Trudno w tym miejscu wskazać tekst, który polecałabym szczególnej uwadze, bo w mojej pamięci głosy wszystkich rozmówców są ważne i wyjątkowe. Choć… może rozmowie z Bolesławem Pawlusem, tenorem, śpiewakiem Opery Śląskiej, poświęciłabym dłuższą chwilę. To najstarszy bohater „Heroin!”.

Na koniec parę słów o szacie graficznej książki. Znalazło się tu miejsce na kilka fotografii z archiwum Opery Śląskiej oraz archiwów prywatnych. Szkoda, że tak niewiele! Ta książka zasługuje na więcej materiału ilustracyjnego, przedstawiającego dawną Operę Śląską i Bytom (a może nawet Lwów?) tamtych lat. Również portrety bohaterów wywiadów, narysowane i namalowane przez pięć artystek, mogłyby być nieco większe. Ciekawym zabiegiem, przykuwającym uwagę czytelnika i wywołującym uśmiech na twarzy, jest kończenie każdego wywiadu nie kropką, a… nutką. Brawo za ten pomysł!

Oklaski natomiast nie należą się, niestety, korekcie. W książce znajdziemy kilka literówek, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego, jak choćby sformułowanie „Opera Katowica” czy lata pracy jednego ze śpiewaków określone jako „1980-1893”. Korekta jest czwartym fagotem tej książki (zaintrygowanych tym sformułowaniem odsyłam do wywiadu z Krzysztofem Dziewięckim).

„Heroiny! Rozmowy o operze, ludziach i życiu” są wielogłosową opowieścią o Operze Śląskiej i Śląsku – tym powojennym i nieco późniejszym. Zainteresują nie tylko miłośników opery, ale także wszystkich, którym bliska jest szeroko pojęta sztuka oraz historia regionu. Liczę na to, że Alan Misiewicz nie poprzestanie na tym małym dziele (takimi słowami kończy wywiad z Romualdem Tesarowiczem), ale odkryje przed czytelnikami jeszcze niejeden operowy sekrecik. Albo nawet sekret. Wszak – jak powiedział jeden z jego rozmówców – opera nigdy się nie kończy.
Alan Misiewicz: „Heroiny! Rozmowy o operze, ludziach i życiu”. „Śląsk” Wydawnictwo Naukowe. Katowice 2018.