Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (347) / 2018

Krzysztof Grudnik,

KOT SCHRÖDINGERA I KOD PROGRAMU (JOANNA MAJEWSKA: 'DEMON RUCHU, DUCH CZASU, WIDMA MIEJSC')

A A A
Stefan Grabiński jest niczym kot. Kot Schrödingera. Jego twórczość, zamknięta w literaturoznawczym pudełku, trwa w zawieszeniu pomiędzy popularnością a zapomnieniem. Z jednej strony bowiem dysponujemy nie tylko całkiem pokaźnym zbiorem opracowań i analiz jego powieści i opowiadań, idących w ślad za jeszcze większą liczbą wznowień, wyborów i nowych wydań, z drugiej strony natomiast większość owych opracowań rozpoczyna się od stwierdzenia, że Grabiński jest u nas nadal mało znany, słabo rozpoznany itp. W pewnym sensie stanowisko takie jest i będzie przez długi czas prawdziwe, jednak to ta sama relatywna prawda, w ramach której możemy napisać, że mało znany pozostaje jego wybitny przyjaciel Karol Irzykowski. Na relatywizm tej prawdy wpływa punkt odniesienia – Grabiński jest mało znany szerszej polskiej publiczności literackiej, tej samej, która Irzykowskiego może kojarzyć nawet mniej. Tymczasem dla wąskiego grona fanów literatury grozy nazwisko Grabińskiego okazuje się zwykle przynajmniej rozpoznawalne. Jego opowiadania powracają nie tylko do polskich księgarń, ale także wkraczają na zagraniczne rynki w angielskich, czeskich, a nawet japońskich przekładach. Powstają też współczesne adaptacje kinowe, jak „Kochanka Szamoty” Adama Uryniaka z 2016 roku.

W tej sile grabińszczyzny zadziwia to, że do tej pory jedyną wyczerpującą monografią, omawiającą zarówno biografię pisarza, jak i całość jego literackiego dorobku, jest „Twórczość literacka Stefana Grabińskiego” Artura Hutnikiewicza z 1959 roku, wydana przez Państwowe Wydawnictwo Naukowe jako tom prac toruńskiego Wydziału Filologiczno-Filozoficznego, obecnie dość trudno dostępna. I choć Hutnikiewicz był wybitnym literaturoznawcą, a do tego uczniem Stefana Grabińskiego, to – co jest jasne po lekturze „Od czystej formy do literatury faktu” – kontekst polityczny odcisnął wyraźne piętno na jego odczytaniach. Nawet jeśli nie oznacza to, że próbował z Grabińskiego uczynić przodownika pracy, to jednak jego rozumienie fantastyki było mocno pozytywistyczne, mocno materialistyczne i bezzasadnie racjonalistyczne. Na tak zarysowanym horyzoncie praca Joanny Majewskiej „Demon ruchu, duch czasu, widma miejsc. Fantastyczny Grabiński i jego świat” mogłaby znacząco wpłynąć na przemianę myślenia o Grabińskim, uwolnić interpretacje od Hutnikiewiczowskiej spuścizny. Gdyby tylko nie na niej się oparła.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Zacznijmy od tego, że wbrew sugestywnemu podtytułowi („Fantastyczny Grabiński i jego świat”) książka Joanny Majewskiej nie jest lekturą pisaną z myślą o tzw. „czytelniku popularnym”, lecz pokłosiem pracy doktorskiej. Zwykle znaczy to przynajmniej dwie rzeczy: 1) że zawiera nudne fragmenty o charakterze metodologicznym i często niepotrzebnie gęsty język naukowego wywodu; 2) że posiada tezę, której jest obroną. Miło mi napisać, że w tym przypadku pierwsze niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Choć praca ukazuje się nakładem Wydawnictwa Ossolineum, wolna jest od przesadnego żargonu akademickiego, a rozdziały metodologiczne zostały nawet nie tyle ograniczone, co zwyczajnie usunięte. Niestety drugi zarzut pozostaje aktualny. Gdybyśmy mieli wyekstrahować tezę bronioną przez Majewską, brzmiałaby ona mniej więcej tak: istnieje silna i znacząca relacja pomiędzy biografią Grabińskiego a jego twórczością. Może nawet nie tylko biografią, ale i otoczeniem, w którym żył, a zatem „biotopografią”. I praktycznie cały „Demon ruchu, duch czasu…” służy poparciu tej tezy.

Czy słusznie? Mam wrażenie, że biografizm w badaniach literackich jest już reliktem przeszłości, odrzuconym gdzieś pomiędzy pytania o to, co autor miał na myśli, a strukturalistyczne statystyki frekwencji wyrazów. Że jego wyparcie zainicjował już przełom antypozytywistyczny. Tymczasem tutaj ma się nieźle, a jeśli lokuje to „Demona ruchu, ducha czasu…” w ramach myślenia pozytywistycznego, to wracamy do Hutnikiewicza. Rzeczywiście „Twórczość literacka Stefana Grabińskiego” stanowi podstawę tego opracowania, często przywoływaną i chyba wzorcową, choć nie można Majewskiej odmówić okazyjnie krytycznego podejścia oraz chlubnego sprawdzania faktów, jak np. w przypadku falsyfikowania tezy o pobycie Grabińskiego w Wiedniu. Niemniej bez „Twórczości literackiej…” nie byłoby „Demona ruchu, ducha czasu…”. To nic złego, choć silnie ukierunkowuje odczytania. Problem w tym, że Hutnikiewicz przysłania tutaj innych badaczy i komentatorów Grabińskiego. Zwłaszcza badaczy współczesnych, którzy okazyjnie bywają przywoływani, jednak ich stanowiska zamknięte zostają w kilku słowach lub uwzględnione tylko jako odsyłacz w przypisie. Tak dzieje się np. z tekstem Tadeusza Sławka omawiającym utwory kolejowe Grabińskiego (w tym samym rozdziale brak choćby wspomnienia o ważnym tekście Tomasza Kaliściaka „Pociąg seksualny. Prus – Freud – Grabiński”); kolejny przykład to omówienie „Kochanki Szamoty”, które streszcza tekst Krystyny Kłosińskiej „Stefana Grabińskiego »Kochanka Szamoty«, czyli o tym, jak mężczyzna rodzi kobietę” w pięciu słowach. Warto zauważyć, że wszyscy wymienieni tu badacze wywodzą się ze środowiska katowickiego.

W pracach „z tezą” pojawia się niebezpieczeństwo, że cały zgromadzony materiał zostanie odczytany w sposób owej tezie podporządkowany. Na ślady tego możemy natknąć się w „Demonie ruchu, duchu czasu…” wielokrotnie. Majewska bardzo chce, aby życie i twórczość Grabińskiego przeplatały się ze sobą. W związku z czym często spekuluje – i są to nieraz spekulacje niemal absurdalne. Na stronie 14 zastanawia się „Ciekawe, czy [rodzice] patrząc na małego Stefana dostrzegali, że »jakiś wielki, cichy smutek pokutował w błękitnych, trochę sennych jego oczach«” (wewnętrzny cytat pochodzi z powieści Grabińskiego „Cień Bafometa” i odnosi się do fikcyjnej postaci). Albo na stronie 63: „Możemy się domyślać, że właśnie tym tramwajem dojeżdżał do szkoły Grabiński (…). Jadąc tramwajem, przyszły autor »Demona ruchu« zawsze mijał witryny handlarzy starymi książkami. Być może wysiadał wtedy z wagonu, odcyfrowywał tytuły pokrywające grzbiety tomów i tomików, wciągał w płuca zapach wilgotnego papieru i farby drukarskiej”. Podobne fantazje (Kłosińska napisałaby może: fantazmaty) rozciągają się nieraz na wiele zdań. Owo spekulowanie wydaje się zresztą dość niewinne, kiedy zestawimy je z tezami nieudowodnionymi („Można by zaryzykować stwierdzenie, że w twórczości Grabińskiego stale obecna jest dialektyczna opozycja »nad« i »pod«, a jego bohaterowie mają świadomość, że pod ich nogami szumią podziemne strumienie, uwieziony, płynny nieokiełznany żywioł – jak zamurowana lwowska rzeka Pałtew” [s. 27]) lub co gorsza nieprawdziwymi – ponieważ matka Grabińskiego grała na pianinie, okazuje się, że „[p]ianino jest również ważnym motywem w opowiadaniu »W domu Sary«” (s. 42). Otóż w opowiadaniu tym pianino wcale nie jest ważnym motywem, w zasadzie w ogóle nie jest motywem, jest tylko mało znaczącym rekwizytem, który pojawia się przez chwilę. Ale właśnie tego typu elementy – rozproszone, często nieważne, ale wykazujące analogię z życiem (lub domniemaną codziennością) Grabińskiego stają się cenne dla autorki, bo realizują założenia książki.

Inną kategorią nadużyć, jakie mają miejsce w „Demonie ruchu, duchu czasu…”, jest utożsamianie fikcyjnych postaci obecnych w utworach Grabińskiego z samym autorem. Np. autorka przywołuje fragment powieści „Salamandra”, w którym jedna z bohaterek odczytuje z dłoni przeszłość innego bohatera, Jerzego, „którego można chyba utożsamiać z samym autorem” – twierdzi Majewska (s. 14). I na podstawie tego twierdzenia, którego w żaden sposób nie argumentuje, bo też nie wydaje się, by mogło być w jakikolwiek przekonujący sposób uargumentowane, słowa bohaterki odnosi do dzieciństwa Grabińskiego. Jeszcze wyraźniejszy przykład takiego nadużycia mamy dwie strony dalej, gdzie Grabiński „wciela się” (zostaje wcielony) w postać z kolejnej swojej powieści, „Cienia Bafometa”. Tu sytuacja robi się ciekawa, bo rzeczywiście w tej powieści pojawia się postać, której poglądy twórcze (ale nie biografię!) można przypisywać Grabińskiemu. Pokłócił się przez to na pewien czas z Irzykowskim, który za nietakt poczytał rozprawianie się przez pisarzy z krytyką na łamach utworów literackich (por. Irzykowski 1926: 3). Problem w tym, że Majewska nie wskazuje tej postaci (Wrześmiana), tylko inną (Pomiana), której fikcyjna biografia (!) bardziej odpowiada jej wizji dzieciństwa Grabińskiego.

Czy źródło twórczości literackiej naprawdę tkwi w biografii (biotopografii) pisarza? W zasadzie – tak. Ludzki umysł nie jest w stanie tworzyć ex nihilo. Nie potrafi wymyślać kształtów bądź kolorów, których wcześniej nie poznał, nie potrafi też tworzyć miejsc, jakich nie widział, albo charakterów, z jakimi się nie spotkał (choć może tworzyć nowe jakości na zasadzie hybrydyzacji, jednak części składowe muszą pochodzić z doświadczenia). Problem w tym, że droga powrotna jest praktycznie niemożliwa. To jak – stosując współczesne porównanie – próba odtworzenia kodu źródłowego ze skompilowanego programu. Nawet jeśli napiszemy identycznie funkcjonalny program, to kod będzie różny.

Monografia na bazie doktoratu Joanny Majewskiej jest z jednej strony próbą odtworzenia życia Stefana Grabińskiego, z drugiej – opisem jego twórczości literackiej. W tym sensie to dzieło kompletne, dojrzałe i warte uwagi. Pisane przystępnym językiem i lekkim stylem z pewnością powinno trafić do fanów twórczości Grabińskiego. Warto jednak czytać je krytycznie, zwracając uwagę na częste uproszczenia czy zbyt pochopne wnioski.

LITERATURA:

Irzykowski K.: „Krytyków swoich pod pręgierz stawia Grabiński”. „Wiadomości Literackie” 1926, nr 15.
Joanna Majewska: „Demon ruchu, duch czasu, widma miejsc. Fantastyczny Grabiński i jego świat”. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2018 [seria: Na Jeden Temat].