Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (348) / 2018

Przemysław Pieniążek,

GDY BUDZĄ SIĘ DEMONY (WAMPIRY)

A A A
15 marca 1961 roku w Angoli wybuchła rewolta, która swym zasięgiem objęła także Mozambik oraz Gwineę Bissau – kontynentalne zamorskie terytoria Portugalii. Był to początek wojny kolonialnej (przyjmującej charakter działań partyzanckich), która trwała przez kolejnych trzynaście lat, aż do wojskowego zamachu stanu (tzw. „rewolucja goździków”) doprowadzającego do obalenia dyktatury Marcela Caetana, następcy Antónia Salazara. Konsekwencję puczu stanowiło przywrócenie swobód obywatelskich i politycznych, jak również dekolonizacja portugalskich posiadłości w Afryce i Azji.

Jednym z najpopularniejszych kompozytorów oraz piosenkarzy w okresie poprzedzającym rzeczony przewrót był José Manuel Afonso dos Santos, znany również pod pseudonimem Zeca Afonso. W opozycyjnej pieśni „Os vampiros” Portugalczyk dał symboliczny wyraz swoim antykolonialnym i antykapitalistycznym poglądom. Metaforyczna kompozycja zainspirowała Filipe Melo (pochodzącego z Lizbony muzyka, reżysera i twórcę komiksów) do napisania scenariusza nie mniej parabolicznej opowieści, której akcja rozgrywa się w Gwinei A.D. 1972.

Fabuła „Wampirów” koncentruje się wokół perypetii oddziału portugalskich żołnierzy wysłanych na tajną misję do Senegalu. Jeżeli chcą przetrwać, muszą zachowywać się jak zawodowcy i przestrzegać zasad – a na ich czele stoi sierżant Santos, rasowy „pies wojny”. Ale pogłębiające się w grupie poczucie paranoi i skrajne zmęczenie sprawiają, że pozornie prosta operacja przeradza się w prawdziwy koszmar. Odnalezienie wojennych trofeów (głowy nabite na pal) oraz poczucie, że coś złowrogiego czai się w ciemnych zakamarkach dżungli, zdecydowanie nie wpływa dobrze na morale.

Filipe Melo wie, jak pozyskać uwagę czytelnika, wprowadzając na scenę mocno ambiwalentne postacie, z których każda kryje w sobie jakąś historię: często tragiczną (vide: nawiedzany przez obrazy przeszłości Machado) lub posiadającą wyjątkowo mroczne rozdziały. Autor zabiera nas w podróż do samego jądra ciemności, gdzie szaleństwo, okrucieństwo i potworność wydają się czymś zgoła naturalnym. Jednocześnie przypomina starą prawdę: najstraszniejszą bestią jest człowiek.

Scenariusz „Wampirów” zdecydowanie wygrywa aurą niedopowiedzenia oraz niejednoznacznym finałem, podbudowującym przy okazji symboliczny wydźwięk tej antywojennej opowieści. Przekonująco odwzorowana topografia terenu, spora gama emocji malująca się na twarzach protagonistów oraz nienagannie budowane napięcie: ilustrator Juan Cavia komponuje swoje kadry (często pozbawione słownego komentarza) na podobieństwo szalenie emocjonującego, utrzymanego w ciepłej kolorystyce storyboardu, w którym partie oniryczne przeplatają się z realistycznie ukazanym, bezwzględnym survivalem. Lekko karykaturalna, chwilami nieco przypominająca styl Roba Guillory’ego („Chew”) kreska argentyńskiego artysty zaskakująco dobrze współgra z ponurym, mocno opresyjnym klimatem komiksu – jak zawsze w przypadku Muchy elegancko wydanego, zamkniętego w twardej oprawie. „Wampiry” to solidny dreszczowiec z ambicjami, które udało się zrealizować w satysfakcjonującym (przynajmniej dla czytelnika) stopniu.
Filipe Melo, Juan Cavia: „Wampiry” („Os vampiros”). Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.