Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (348) / 2018

Krzysztof Grudnik,

BODHISATTWOKRACJA (JACEK SIERADZAN: 'ZMOTORYZOWANI TULKU')

A A A
Czym jest tulku? To pytanie przysparza pewnych problemów. Termin ten dotyczy buddyzmu, jednak jest warunkowany historycznie, jego znaczenie zmienia się w czasie. Co więcej, ponieważ „buddyzm” nie jest spójnym nurtem i dzieli się na rozmaite odłamy (jak chrześcijaństwo dzieli się na katolicyzm, protestantyzm itd.), znaczenie tulku zmienia się też w zależności od szkoły, a czasem nawet – od konkretnego nauczyciela. Nie da się zatem ustalić ostrych granic pojęcia tulku. By jednak mieć jakiś punkt odniesienia, sięgnijmy po definicję samego autora omawianej tu książki, Jacka Sieradzana. W słowniku terminów dołączonym do publikacji pisze on, że tulku to „emanacja (przejawienie się) bóstwa tantrycznego; w potocznym użytku termin ten stosuje się na określenie reinkarnacji wybitnego buddysty z przeszłości” (s. 212).

Zostawmy na boku kwestie boskości, bo „Zmotoryzowani tulku” okazują się książką przede wszystkim o ludziach. Większość tybetańskich buddystów uważa zaś, że tulku to reinkarnacja jakiegoś nauczyciela. Praca buddyjskiego nauczyciela czy też posługa mnicha jest czymś wykraczającym poza pojedynczy żywot. Jeśli poświęcamy życie wyciąganiu innych z pełnego cierpienia cyklu narodzin i śmierci, możemy – zdaniem Tybetańczyków – świadomie wybrać pozostanie w tymże kręgu, by kontynuować swoje dzieło w kolejnych wcieleniach. By robić to skuteczniej, ważni buddyści pozostawiają czasem wskazówki, które po ich śmierci mają naprowadzić uczniów na kolejne wcielenie mistrza.

Proces rozpoznawania tulku jest ciekawy, często też kontrowersyjny. Na Wschodzie jako tulku rozpoznawane są zawsze dzieci; w ogromnej przewadze – chłopcy. Wskazówki mogą dotyczyć miejsca narodzin i zamieszkania, imion czy inicjałów rodziców, cech wyglądu itp. Zwykle nie są precyzyjne i poszukiwania mogą zająć kilka lat. Kiedy już kandydaci spełniający przesłanki, a przynajmniej ich część, zostaną określeni, poddaje się ich testom, które polegają na konfrontowaniu ich z różnymi przedmiotami, wśród których znajdują się rzeczy należące do zmarłego mistrza. Jeśli chłopiec rozpozna je jako swoje, zostaje uznany za tulku. W tej sytuacji rozpoczyna się proces jego edukacji, intronizacja i oczekiwanie na chwilę, gdy przejmie należne mu dziedzictwo (jako nauczyciel bądź opat). Tulku jest z jednej strony traktowany jak żyjący święty, z drugiej strony zostaje odebrany rodzicom i nieraz przemocą zmuszany do twardej zakonnej reguły. Jednocześnie jego status społeczny, a także status jego rodziny, znacząco się podnosi, zwłaszcza jeśli wybrany kandydat wywodzi się spośród chłopstwa.

„Zmotoryzowani tulku” to także książka o ludzkich słabościach. Instytucja tulku miała służyć wielu celom, zarówno religijnym, jak i politycznym, ponieważ umożliwiała sukcesję, która nie była sterowana ani przez koneksje rodzinne, ani przez władzę świecką. I w większości przypadków sprawdzała się pod tymi względami. Jednak nikt nie jest doskonały, nawet tybetańscy buddyści (o czym w wielu miejscach przekonuje nas Sieradzan, burząc zachodnie obrazki uśmiechniętych i cnotliwych mnichów w pomarańczowych szatach), przez co z czasem i tutaj doszło do wypaczeń, nadużyć i manipulacji.

Jedna z nich doprowadziła do paradoksalnej sytuacji, w której chiński rząd zawiesił swój programowy komunistyczny ateizm, przyjmując instytucje tulku tylko po to, by w konkretnym przypadku wskazać swego faworyta. Tego typu anegdot można znaleźć w „Zmotoryzowanych tulku” sporo, wywodzą się one z wielu różnych kontekstów i pochodzą z imponującej bibliografii, która stoi za tą – objętościowo przecież dość skromną – książką. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z dziełem jakkolwiek plotkarskim. Sieradzan prowadzi nas przez zagadnienia związane z tulku w sposób bardzo metodyczny, momentami tylko pozwalając sobie na dygresję. W głównej mierze wykłada historię, terminologię, strukturę i kulturowe zakotwiczenie instytucji tulku.

Największym minusem skądinąd wciągającej lektury jest jej rozminięcie z tematem wskazanym w podtytule. „Zachodnie reinkarnacje tybetańskich buddystów” zajmują w niej niewiele miejsca. Jeśli odjąć wszelkie dodatki, „Zmotoryzowani tulku” liczą jakieś 200 stron, z czego prawie 150 zajmuje opis tulku w kulturze dalekowschodniej. Autor daje nam doskonałe wprowadzenie w temat, dzięki któremu możemy dobrze zorientować się w rozmaitych implikacjach religijnych i społecznych tulku, jednak w tej sytuacji na podjęcie „właściwego” zagadnienia pozostaje jakieś 50 stron. Niestety i to zostaje zrobione w sposób nieco rozczarowujący. Sieradzan przedstawia bowiem coś na wzór spisu tulku rozpoznanych na Zachodzie. Kolejne paragrafy poświęcone są poszczególnym zachodnim tulku, zawierają ich dane biograficzne, których długość jest różna, często ograniczona do lakonicznych informacji zamkniętych w jednym akapicie. Oczywiście głośniejszym tulku, jak np. znanemu aktorowi Stevenowi Seagalowi, poświęcono więcej miejsca, ale wciąż ten format wydaje się nie wyczerpywać zagadnienia. Nie chodzi przecież o to, ilu tulku rozpoznano w Europie i USA, ani nawet jakie były historie tych rozpoznań, lecz o to, jakie problemy niesie przeszczepienie instytucji wykształconej i funkcjonującej w tak odmiennej kulturze na grunt społeczeństw zachodnich. I Sieradzan z potrzeby takiej problematyzacji zdaje sobie sprawę, niestety robi to dopiero w zakończeniu tej mimo to bardzo interesującej pozycji.
Jacek Sieradzan: „Zmotoryzowani tulku. Zachodnie reinkarnacje tybetańskich buddystów”. Wydawnictwo Eneteia. Warszawa 2018.