Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (348) / 2018

Katarzyna Szkaradnik,

HERMENEUTYCZNE Z(A)WIERZENIE (MICHAŁ JANUSZKIEWICZ: 'BYĆ I ROZUMIEĆ')

A A A
W omówieniu poprzedniego zbioru szkiców Michała Januszkiewicza na łamach „artPAPIERU” zaznaczyłam: „W przypadku autora »W poszukiwaniu sensu« istotne wydaje się powtarzanie, że hermeneutyka »stanowi syzyfową pracę ponawianego wysiłku konstruowania niekonstruowalnego, jest afirmacją niemożliwego« (tamże, s. 73)”. Biorąc do ręki kolejną jego książkę, zastanawiałam się, czy napotkam tu tylko „powtarzanie”, czy też nowe hermeneutyczne tropy – nowe zarówno dla niego, jak i dla mnie. I chociaż recenzowany tom zasadniczo można uznać za kontynuację drogi myślowej poznańskiego literaturoznawcy, wyczuwa się w nim symptomatyczne przesunięcie środka ciężkości.

Zawartość została podzielona na części zatytułowane „Wokół interpretacji”, „Wobec dyskursów” i „Między literaturą, filozofią i etyką (wokół Tadeusza Różewicza)”, lecz nic nie stałoby na przeszkodzie, by owych 11 szkiców umieścić pod nagłówkami części z wcześniejszego zbioru, czyli „Hermeneutyka i humanistyka” oraz „Egzystencja i transcendencja”. Zresztą wymienione pojęcia od dawna są lejtmotywami rozważań Januszkiewicza, dlatego rozpatrzę „Być i rozumieć” przez pryzmat tych, a także innych poruszonych w książce zagadnień o charakterze tyleż fundamentalnym, co osobistym. Ten ostatni aspekt ulega w niej wyeksponowaniu, zważywszy, że według autora z perspektywy hermeneutyki cudzy tekst (literacki, filozoficzny) okazuje się „rewelatorem naszych najgłębszych, najbardziej ukrytych myśli, przeżyć i doświadczeń” interpretatora (s. 98). Niemniej Ricoeurowski motyw rozpoznawania siebie w obliczu tekstu zakłada przemianę: konwersacja spowinowaca się z konwersją (s. 170).

Zawierzenie

Owo pojęcie o konotacjach religijnych pada nieprzypadkowo, skoro wstęp do tomu opatrzony został mottem credo ut intelligam, które przypomina o parantelach hermeneutyki z religią. W pierwszej chwili taki punkt wyjścia może dziwić, ale o zainteresowaniu Januszkiewicza tą tematyką świadczyły już m.in. teksty dotyczące podejmowania jej przez hermeneutykę radykalną, zawarte w książkach „Kim jestem ja, kim jesteś ty?” i „W poszukiwaniu sensu”. Poniekąd jednak interpretuje on maksymę „uwierzyć, aby zrozumieć” bardzo szeroko. Po pierwsze: „Pojęcie wiary w hermeneutyce należy rozumieć także jako otwartość i zaufanie wobec tekstu, (…) elementarną sympatię, która pozwala zobaczyć i zrozumieć więcej” (s. 102). Tym samym – do czego jeszcze wrócę – skłania się ku hermeneutyce nazwanej przez Ricoeura rekonstrukcyjną, choć oczywiście nie ignoruje tzw. hermeneutyki podejrzeń. Po drugie, wiara oznacza dla niego sferę niedostępną dla „szkiełka i oka” – symbole tudzież metafory otwierające nas na sens.

Humanistyka

W reakcji na roszczenia scjentyzmu autor niestrudzenie zwalcza „dwa błędne przekonania: jedno głosi, że hermeneutyka nie jest żadną metodą, drugie, że jest metodą” (s. 188), i ponownie argumentuje za jej racjonalnością. Przy okazji głosi apologię hermeneutycznie zorientowanych nauk humanistycznych, odnosząc się do kategorii phronesis (mądrości praktycznej, centralnego wątku „W poszukiwaniu sensu”), doświadczenia, dialogiczności i retoryki (przekonywania do czegoś, co uważamy za prawdę). Ciekawe wydaje się dowartościowanie tej ostatniej na równi z hermeneutyką: ponieważ obie jawią się jako „nierozerwalnie związany z doświadczeniem sposób bycia-w-świecie, mogą dopiero – wtórnie – być pojmowane jako sztuka czy model nauk humanistycznych” (s. 167). Januszkiewicz podkreśla doniosłość humanistyki-hermeneutyki, która oponuje przeciw nauce zdepersonalizowanej, ahistorycznej, (pozornie) neutralnej, reifikującej analizowane fenomeny, niwelującej jednostkowość i egzystencjalne zaangażowanie.

Interpretacja

Szczególny przejaw zaangażowania stanowi, jak sygnalizowałam, obcowanie z tekstami. W szkicu pod znamiennym tytułem „Literaturoznawstwo osobiste” poznański badacz ujmuje się za uprawianą m.in. przez Jana Błońskiego krytyką personalistyczną oraz przywołuje głośny spór Henryka Markiewicza z Michałem Pawłem Markowskim jako ilustrację zasadniczej kontrowersji: obiektywizm versus subiektywizm. Sam opowiada się za negocjacyjnym modelem interpretacji, w którym sens jest ustanawiany pospołu przez interpretatora i przez tekst, a który można utożsamić z interpretacją transakcyjną (jej ideę autor prezentował już wcześniej – zob. np. Januszkiewicz 2012), opisywaną jako chiazmatyczna relacja wczytywania się w tekst i wczytywania weń własnych horyzontów. Powraca tu echem pytanie „kim jestem ja, kim jesteś ty?”, gdyż sednem interpretacji okazuje się dialog ufundowany na wspólnym zanurzeniu człowieka i tekstu w języku.

Język

Tak oto docieramy do kolejnego problemu kluczowego zarówno generalnie dla hermeneutyki, jak i dla Januszkiewicza. Rekapituluje on więc znowu przeobrażenia w pojmowaniu stosunku języka do rzeczywistości w świetle zwrotów lingwistycznego, narratywistycznego i hermeneutycznego, akcentując jego charakter mediatyzacyjny i performatywny. Tym razem literaturoznawca koncentruje się na Heideggerowskim pojęciu Rede, tłumaczonym zwykle jako „mowa”, a tutaj oddanym przez modny „dyskurs”. Można mieć wątpliwości, czy słusznie, skoro chodzi o swoiste pierwotne zaplecze języka, lecz krok ten staje się bardziej umotywowany, gdy przedstawione zostają elementy Rede, a ono samo osadzone w kontekście słyszenia (ergo kwestii bycia-z), milczenia i „gadaniny”. Być może użycie słowa „dyskurs” wiąże się interesującym novum „Być i rozumieć”, mianowicie z poszukiwaniami w domenie lingwistyki, konkretnie teorii znaku Charlesa S. Peirce’a. Jej punkt styczny z hermeneutyką odnajduje Januszkiewicz w ogólnym rozumieniu interpretanta jako interpretacji, wyjątkowo jednak inspiruje go teza amerykańskiego semiotyka, że „nic nie jest znakiem, dopóki nie zostanie zinterpretowane jako znak”.

Fenomenologia

O wiele istotniejsze rozszerzenie pola refleksji następuje przez odwołanie się do fenomenologii – nie w celu przypomnienia przesunięć, jakich w koncepcji Husserla dokonał Heidegger, lecz nakreślenia projektu fenomenologii hermeneutycznej. Należy zauważyć, że podobny projekt snuje Andrzej Przyłębski w „Krytyce hermeneutycznego rozumu”, przy czym tutaj nacisk położony został na fenomen językowości i na niezbywalne interpretacyjne zapośredniczenie dostępu do rzeczy. W obu przypadkach sięgnięcie do fenomenologii nie wydaje się wyłącznie zmianą etykiety, ale zabiegiem służącym „ugruntowaniu” racjonalności podejścia hermeneutycznego; ten pierwszy kierunek kojarzy się wszak ze ścisłym oglądem „rzeczy samych”. Naturalnie, obaj poznańscy hermeneuci nie mają na myśli metody, tylko postawę – uważne nakierowanie na to, co jawi się w doświadczeniu – dlatego Januszkiewicz wykorzystuje fenomenologię, by chronić doświadczenia estetyczne i religijne przed redukcją do psychologii, do subiektywności. W odniesieniu do odbioru sztuki porządkuje pojęcia związane z owym zagadnieniem (percepcja, konkretyzacja, recepcja, interpretacja), przytaczając m.in. teorię Ingardena i poglądy Gadamera. Dzięki „fenomenologicznej hermeneutyce sztuki” autor „Być i rozumieć” pragnie dowieść, że mamy do czynienia z bezpośrednim doświadczeniem, ponownie uwypuklając dialogiczne spotkanie oraz współzależność dzieła i odbiorcy.

Transcendencja (?)

Jeśli w optyce fenomenologicznej sztukę uznaje Januszkiewicz za symbol, który uobecnia to, do czego odsyła, tym ważniejsze jest dla niego takie wyobrażenie w wypadku doświadczenia religijnego – splotu (obiektywnego) wydarzenia i nadawanego mu sensu. Krytykuje sprowadzanie Boga do abstrakcyjnej substancji przez filozofów, choć zarazem definiuje religię dość intuicyjnie (jako „nie tyle zbiór praktyk czy wyraz osobistej relacji łączącej człowieka z Bogiem, co pewien system religijnych prawd i przekonań” [s. 202]), a momentami nader ogólnie – jego zdaniem wszelkie przejawy sytuacji granicznych – pustka, brak, niewystarczalność – mają oblicze „skrytoreligijne” (s. 210).

W dwóch szkicach poświęconych tej problematyce Januszkiewicz rozpatruje wiersze Tadeusza Różewicza, zresztą już w książce „Horyzonty nihilizmu. Gombrowicz, Borowski, Różewicz” jeden z rozdziałów dotyczących ostatniego z bohaterów nosi tytuł „Poeta »słabej« wiary”. Nie następuje tu wszakże jakieś „przejście od teorii do praktyki”, gdyż po pierwsze, autor tomu podkreśla sztuczność takich antytez, po drugie, interpretacje są zaledwie zarysem wskazującym na dane utwory jako egzemplifikacje doświadczeń fenomenologicznych, ściślej: religijnych. Zwłaszcza że tekst – aczkolwiek wypada dodać, że hermeneutyka nie lekceważy tzw. close reading – traktuje Januszkiewicz, powtórzę, nie jako obiekt, lecz przestrzeń podzielania doświadczenia.

Kultura

Jak szerzej można ulokować to doświadczenie? Gdy czytamy: „Czy nie żyjemy dziś pośród rozmazanych i niejasnych znaków, których nie potrafimy interpretować? Czy sami nie staliśmy się dziś nieczytelni, a przez to – nieufni i zrezygnowani? (…) Czy aby odnaleźć zadomowienie, nie powinniśmy przeto poszukiwać sposobów, aby uczynić siebie i świat na nowo czytelnymi?” (s. 183), przychodzi na myśl wstęp do szkicu „Symbol daje do myślenia” Ricoeura (1985, s. 58-59), w którym nowoczesność scharakteryzowana została jako epoka zapomnienia o znakach sacrum i utraty przynależności do niego. W takim horyzoncie sytuują się rozważania poznańskiego badacza o kulturze nowoczesnej jako kulturze interpretacji nieprzejrzystych znaków, a także o wojnach kulturowych (komplementarne wobec rozdziału na temat stosunku humanistyki do polityki z poprzedniej książki).

Wylicza zatem Januszkiewicz cechy obecnej rzeczywistości społeczno-kulturowej, takie jak heterogeniczność obrazów świata, anomia, zanik stabilnych wspólnot interpretacyjnych i fundamentów aksjologicznych etc. Przy czym, co ciekawe, można odnieść wrażenie, że owo rozkruszenie fundamentów nie stanowi wydarzenia samoistnego: „Niebezpieczeństwem postmodernistycznego usunięcia [!] podstawy jest właśnie to: nie ma potrzeby odpowiadać na pytanie: dlaczego?” (s. 109). Sporo tu ponurych diagnoz, pojawia się wręcz kasandryczna wizja: „Z satysfakcją przyjęty przez wielu fakt załamania się wielkich narracji legitymizujących sens świata i narodziny w ich miejsce mikroopowieści i mikrologów (…) stworzył warunki możliwości zaistnienia wojny wszystkich ze wszystkimi” (s. 78).

Konflikt

Potwierdzenie realności swych obaw dostrzega autor w publicznych sporach o symbole i interpretację wartości. Co ważne, według niego mamy tu jednak do czynienia z konfliktem nierzeczywistym (!), napędzanym nie przez krzywdę, tylko przez frustrację i resentyment. Notabene, znacząca wydaje się wzmianka, że to raczej grupa, która broni kultury tradycyjnej i chrześcijańskiej, należy do represjonowanej mniejszości. Januszkiewicz wyjaśnia, że nie popiera glajchszaltowania: „(…) różnorodność nie jest tym, co wartości zabija, ale pozwala je hartować. Problem polega na czymś innym: (…) różnica nie jest tu czymś, co się na przykład przydarza podczas dyskusji albo w rozwiązywaniu pewnych problemów (…); różnica jest tym, co zostaje założone jako (często ideologiczny) cel” (s. 79). Konkluzja, iż okazuje się ona wątpliwą wartością, współbrzmi np. z ostrą oceną Markowskiego, pokazującego na przykładzie USA, jak gloryfikacja różnicy kulturowej utrzymuje rozwarstwienie ekonomiczne oraz sprzyja partykularyzmowi: „Taki jest efekt ideologii różnicy, która (…) doprowadziła do tego, że »inny« z figury tolerowanej, bo bliskiej znanemu światu, zmienił się w figurę znienawidzoną. Zamiast myśleć o tym, co mogłoby nas łączyć, wszyscy myślimy o tym, co nas dzieli” (Markowski 2017). Również Januszkiewicz w duchu Gadamera przyznaje prymat wspólnocie historyczno-językowej (na gruncie której dopiero formuje się niepowtarzalne i osobiste), a zarazem porozumieniu. Nie chodzi w nim o przekabacanie kogoś, lecz „o zrozumienie innego, do którego możemy się zbliżyć nie tyle przez poznanie jego przekonań (stanowiska), ile uzasadnień (interesów, potrzeb, nadziei, lęku), które za nimi stoją” (s. 81). Dodałabym, że niestety de facto zazwyczaj dąży się do poznania lęków i interesów przeciwnika, żeby znaleźć i wykorzystać jego słabości.

Phronesis

Nadzieję na przezwyciężenie impasu, nieobecności jasnych reguł budowania wspólnoty, upatruje poznański filozof w owej phronesis, która „jako mądrość aporetyczna pozwala nam widzieć, że choć rozumienie jest niemożliwe, musimy sobie jakoś świat tłumaczyć; (…) niemożliwe [jest] wybaczać, ale musimy to robić” (s. 67). Ponieważ zaś phronesis stanowi serce humanistyki hermeneutycznej, ta ostatnia z konieczności jawi się w perspektywie aksjologicznej, zwłaszcza iż ma umożliwiać orientowanie się w świecie. Na tym można częściowo oprzeć jej legitymizację wobec żądania służebności wobec „zawsze głodnego systemu kapitalistycznego czy (…) rozumu instrumentalnego” (s. 25); drugim jej powołaniem byłby opór przeciw polityczno-medialnym manipulacjom, trzecim – otoczenie troską tradycji. Dlatego powiedziałabym, że triada: etyka – tożsamość – rozumienie (podtytuł książki „Kim jestem ja…?”) w omawianym tomie przeradza się w „czwórnię”: humanistyka – phronesis – wiara – sens. Intencjonalna natura wiary zakłada prawdę jako otwarcie (aletheia), w którym pojawia się pytanie o sens: „(…) mogę rozumieć tylko to, co mnie osobiście obchodzi, a więc to, w co wierzę bądź czego dopiero poszukuje moja wiara. (…) [Tym sposobem] poszukująca rozumienia wiara staje po stronie tej mądrości, która w sposób szczególny charakteryzuje humanistykę: phronesis” (s. 20).

Zwierzenie

Jak wspomniałam, Januszkiewiczowi w „Być i rozumieć” bliżej do Ricoeurowskiej hermeneutyki rekonstrukcji sensu, aczkolwiek niegdyś wykazywał więcej inklinacji do tej krytycznej czy radykalnej (skądinąd, jego książce „W-koło hermeneutyki literackiej” sama zawdzięczam inspirację myślą Gianniego Vattimo i Johna Caputo). Choć więc uważa analizowany zbiór za pewne podsumowanie swoich poglądów, określiłabym go nie mianem wypadkowej, lecz aktualnego punktu dojścia. Zresztą autor uprzedza: „W pełni świadom jestem problematyczności proponowanego tu ujęcia, nie ukrywam jednak, że od dawna już w tę stronę prowadziła mnie naukowa intuicja” (s. 20-21).

Poznański badacz roztacza przed nami wizję spójną (rozpoznawalny styl i sposób traktowania problematyki hermeneutycznej), a jednocześnie intrygującą, gdyż „złagodzenie radykalizacji” również trudno uznać za oczywiste. Niemniej, kiedy definiuje rozumienie jako „dynamiczne napięcie tworzone zarówno przez wiarę, ufność i miłość, niosące ze sobą możliwość wynajdywania i odkrywania sensu, jak i podejrzliwość, niepokój i niepewność, które w tej samej chwili ów sens zasłaniają, zaciemniają i wymazują” (s. 115), nie poprzestaje na takiej konstatacji.

Sens

Wobec bezgruntu, braku spójnych norm i bezdyskusyjnych wartości autor powtarza (wyrażone już w poprzednim tomie) wezwanie do symbolizowanej przez Abrahama „pasji niemożliwego”, którą wolno identyfikować ze wzmiankowaną gdzie indziej „pasją poszukiwania sensu” (s. 39). W sytuacji dojmującego poczucia „bycia-nie-u-siebie-w-domu” pozostaje „pogoń za nieustannie wymykającym się sensem” (s. 69), co budzi asocjacje z frazą Miłosza „Wymyka mi się moja ledwo wyczuta esencja” (Miłosz 2000: 66). Nowa książka Januszkiewicza niewątpliwie okazuje się interesująca jako kolejna – pełna żarliwości, a zarazem solidnie umotywowana – apoteoza hermeneutyki oraz jako konkretna koncepcja humanistyki, podejścia do tekstów kultury i podejścia do owego podejścia (czyli do rozumienia i interpretacji). Ale także jako frapujący zapis myślowych i duchowych zmagań, w których z jednej strony następuje owo permanentne „wymykanie się”, z drugiej nie rezygnuje się z „wyczutej esencji” i uparcie w nią wierzy, może właśnie quia absurdum est.

LITERATURA:

Januszkiewicz M.: „Wczytywanie (się) w tekst. O interpretacji transakcyjnej”. „Teksty Drugie” 2012, nr 1/2.

Markowski M.P.: „Precz z innością!”. „Dwutygodnik” 2017, nr 3 http://www.dwutygodnik.com/artykul/7112-precz-z-innoscia.html.

Miłosz C.: „Widzenia nad Zatoką San Francisco”. Kraków 2000.

Ricoeur P.: „Symbol daje do myślenia”. Przeł. S. Cichowicz. W: tegoż: „Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie”. Wybór, opracowanie i wprowadzenie S. Cichowicz. Warszawa 1985.
Michał Januszkiewicz: „Być i rozumieć. Rozprawy i szkice z humanistyki hermeneutycznej”. Instytut Myśli Józefa Tischnera. Kraków 2017.