Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (348) / 2018

Ewa Szkudlarek,

NA ZAKRĘCIE UCZUĆ ('PRZESILENIE', REŻ. ANNA GRYSZKÓWNA)

A A A
„Przesilenie” w Teatrze Nowym w Poznaniu nie jest spektaklem nużącym czy cynicznym, w kolejnych sekwencjach spektaklu została odzwierciedlona historia jedna z wielu, która pokazuje odwieczne dylematy relacji interpersonalnych kobiety i mężczyzny. Takie sceny mogą zdarzyć się wszędzie i dotyczyć każdego z nas. Niemożność wyrażenia własnych uczuć, trudność w nawiązywaniu i podtrzymaniu elementarnych interakcji, a przede wszystkim przeraźliwa samotność w związkach to najważniejsze problemy spektaklu „Przesilenie”. To krótka historia o omijaniu tego, co w życiu najważniejsze.

Świat współczesny, w którym żyją bohaterowie „Przesilenia” w reżyserii Anny Gryszkówny jest sumą układów zbudowanych z kuszących swym blaskiem przypadkowych spotkań na ulicy, w barze czy też dyskotece. Można powiedzieć, że jest to świat pułapek. Bohaterowie żyją w chaotycznej rzeczywistości, często dokonują błędnych wyborów, podlegają manipulacjom modnego stylu życia i atakom reklam. Współczesne pułapki: awanse w pracy i nagrody finansowe, luksusowe apartamenty i markowe ciuchy prowadzą bohaterów krętymi drogami, ale także odbierają im poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego i sensu istnienia. Reklamy i światła dyskotek zdają się oferować uniwersalny klucz do ogarnięcia i opanowania rzeczywistości. I to jest fikcja w wymiarze teatralnym i tym, dotyczących życiowych wyborów i późniejszych zdarzeń. Prawdziwy klucz leży tam, gdzie każdy człowiek przechowuje swoje wartości duchowe: metaforycznie rzecz ujmując w sercu. Przedstawiając rzeczywistość targowiska próżności i narcystycznych zachowań poznański spektakl opowiada o tym, co znaczące w życiu, co może dać poczucie spełnienia w miłości i zadowolenia z życia.

„Przesilenie" to spektakl z doskonale dozowanym napięciem, a także z odpowiednio rozmieszczonymi punktami zwrotnymi akcji – wzajemnych spotkań, rozmów lub rozstań. Z poszczególnych dialogów wynika, że tych dwoje (Helena i Bob) nie potrafi ze sobą rozmawiać – dziewczyna poszukuje czułości, a chłopak społecznego uznania. Oboje żyją w zamkniętych mikroświatach, które czasem otwierają by na chwilę zabawić się we dwoje. Czy przypadkowy seks i wypicie drinka może być stosownym antidotum na rozpadające się związki międzyludzkie?

Spektakl pokazuje raz stonowanie, a innym razem ożywianie wzajemnych uczuć młodych ludzi – trudno rozstrzygnąć, co w tej relacji przeważy. Przeszłość jest dziwna, wprawdzie przeminęła, a jednak jest obecna. Bohaterowie nie zapominają o niej, gdyż jest czynnikiem niepokojącym a zarazem ostrzeżeniem przed pochopnymi decyzjami i przypadkowymi związkami.

To, co charakterystyczne w przeżywaniu, czy też „przesilaniu” uczuć, zostaje podkreślone przez aktorów za pomocą gry spojrzeń, tej specyficznej reakcji spotkania i oswojenia z drugim człowiekiem. Helena (Alicja Juszkiewicz) i Bob (Łukasz Chrzuszcz) to para młodych bohaterów, ale już „po przejściach”. Spotykają się przy barowym kontuarze, patrzą początkowo na siebie jakby od niechcenia, niepewni trochę onieśmieleni. Ich spojrzenia chwilami przesuwają się niczym kamera, gwałtownie, szybko, a potem zatrzymują się by zarejestrować jakiś fragment rozpiętej koszuli czy falbany sukni zakrywającej kształtne kolana. Chwilami zachowują się tak, jakby się bali dalszej rozmowy, wspólnego gestu i zbliżenia. Każde z nich nosi w sobie zranienia uczuciowe – to takie szczególne blizny, które z biegiem czasu goją się, ale pozostawiają ślad.

Zdarzeniem, które nadaje sens w ich rzeczywistości jest oczekiwanie na każde nowe spotkanie, ponieważ tożsamość kształtuje się nie tylko w relacji do samego siebie, ale przede wszystkim w relacji do Innego. Wszystkie wspólne spotkania są metaforycznym wyjściem poza obręb własnego Ja, wyzwoleniem, wydarciem się z wewnętrznej ciasnoty. Taniec Heleny z czerwonym parasolem, śpiew Boba, erotyczne igraszki w wielkim łóżku, to zdarzenia, które burzą dotychczasowy porządek, nadgryzają pozorny spokój wewnętrzny, uwierający jednak i dający poczucie emocjonalnego niezaspokojenia.

Efekt rozbicia spektaklu na pojedyncze, mikro opowieści bohaterów wygłaszane do mikrofonu wynika nie tylko z próby odsłonięcia ich przeszłości, zróżnicowania przestrzeni, ale także z faktu, że Helena i Bob to nie tylko postacie przeżywające własne historie, ale także wrażliwi i uważni słuchacze. Wszystkie mikro-opowieści są nacechowane dużym czynnikiem emocjonalnym. Rzecz inscenizowana jest dość pomysłowa, a sama idea niebanalna. Nie tylko otoczenie, ale także forma umożliwia bardziej swobodne nawigowanie widza pomiędzy poszczególnymi monologami.

Alicja Juszkiewicz jako Helena wyjątkowo dobrze wypada w partiach wokalnych i układach tanecznych. Jej rozkloszowana sukienka podkreśla każdy ruch i krok pełen gracji oraz wdzięku. Z wirującym parasolem pląsa po scenie i uruchamia szereg skojarzeń z musicalem „Deszczowa piosenka”. Ten motyw nadaje spektaklowi lekkości i przypomina o tym, że najlepiej na wiele problemów spojrzeć z perspektywy spontanicznej zabawy. Natomiast Łukasz Chrzuszcz w roli Boba stworzył postać mężczyzny, który tęskni do chłopięcych, beztroskich czasów. Rzeczywistość stawia mu wiele wymagań, którym nie potrafi sprostać, dlatego czuje się zagubiony, niepewny swoich decyzji, czasem roztargniony a chwilami przegrany.

Czy flirty Heleny i Boba są antidotum na samotność miejską i prowincjonalną, a może na codzienną nudę? Trudno rozstrzygnąć. Wszelkie ludzkie uczucia na zakrętach życiowych doświadczeń bywają chwiejne i niepewne. Cóż, każde wzajemne przyciąganie nie jest gwarancją ani udanego spotkania ani wieloletniego związku. Pisanie lub inscenizowanie tych wszelkich meandrów sfery uczuciowej jest zawsze dla twórców wyzwaniem. Słusznie zatem pisze Kornel Filipowicz:

„Gdy przychodzi mi mówić o cudzych uczuciach jestem bezradny. Mogę w najlepszym razie starać się opisać ich istnienie, trwanie i przemijanie. Nie potrafię żadnym sposobem określić ich jakości i siły, nie wiem, gdzie są ich źródła. Pochodzenie uczuć ludzkich będzie dla mnie zawsze nieznane, ich właściwości i wielkości – nieuchwytne. Pozostaną tajemnicą ukrytą między dwojgiem ludzi – a może nawet każdego z nich sprawą osobną” (Filipowicz 2017: 91). Ale zawsze można próbować coś dostrzec „między dwojgiem ludzi” w teatrze.

LITERATURA:

Flipowicz K.: „Moja kochana, dumna prowinacja”. Kraków 2017.
David Greig i Gordon McIntyre „Przesilenie”. Przekład: Elżbieta Woźniak. Reżyseria: Anna Gryszkówna. Scenografia i kostiumy: Natalia Krynicka, Sandra Stanisławczyk, Natalia Borys (Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu). Aranżacje: Andrzej Perkman. Opracowanie muzyczne: Rafał Sekulak. Wizualizacje: Emilia Sadowska. Premiera: 16.09.2016, Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu.