Wydanie bieżące

1 lipca 13 (349) / 2018

Miłosz Markiewicz,

PRZEZWYCIĘŻYĆ POLITYKĘ STRACHU (MARTHA C. NUSSBAUM: 'NOWA NIETOLERANCJA RELIGIJNA')

A A A
Podczas odprawy samolotowej znajdujemy się pod czujnym okiem kamer, lotniskowej ochrony, celników oraz wszelkich systemów kontroli, których zadaniem jest pilnowanie bezpieczeństwa pasażerów. Gdy tylko nasze zachowanie wyda się podejrzane, zostaniemy poproszeni na tzw. rewizję osobistą, podczas której nasz bagaż oraz osoba zostaną poddane szczegółowej analizie pod kątem potencjalnego zagrożenia. Wszechobecny pośpiech oraz nerwowa atmosfera innych pasażerów biorących udział w odprawie udzielają się, a my powoli zaczynamy odczuwać niepewność. Czy aby na pewno spakowaliśmy wszystko, jak należy? Czy zdjęliśmy z siebie wszystkie metalowe przedmioty, które mogłyby wywołać dźwięk alarmowy lotniskowych bramek? Jednocześnie zaczynamy z podejrzliwością przyglądać się innym pasażerom przechodzącym odprawę, a w ich głowach przebiega zapewne analogiczny proces. Przyglądamy się także celnikom, zastanawiamy, w której kolejce najlepiej się ustawić, by wszystko poszło „sprawnie”. Jeśli nasze ciało jest mniej odporne na tego typu stresujące sytuacje, zaczyna zachowywać się w pewien charakterystyczny sposób – przyspieszony oddech, wzmożone pocenie, rozbiegany wzrok, nerwowe odruchy, nad którymi nie panujemy. Przez to, choć nasz cel jest zupełnie odwrotny, powoli zaczynamy wzbudzać coraz większe zainteresowanie lotniskowych służb. Podlegamy w ten sposób polityce strachu – powszechnemu sposobowi zarządzania naszym społecznym funkcjonowaniem, opartym na poczuciu bezpieczeństwa.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że cały teatr związany z lotniskową odprawą odbywa się właśnie dlatego, byśmy mieli poczucie bezpieczeństwa. Jednocześnie zaś możemy w tym kontekście zadać sobie pytanie o to, kto tak naprawdę ma tu czuć się bezpiecznie – czy podlegający nieustannej kontroli obywatel? Czy może porządkowe służby, będące narzędziem sprawowania władzy nad ludzkim życiem (i śmiercią)? Skoro ów system stworzony został „dla naszego dobra”, to dlaczego tak bardzo się go obawiamy? Dlaczego wzbudza w nas poczucie lęku oraz niepewność w stosunku do pozostałych uczestników i uczestniczek tej samej sytuacji? Zazwyczaj jednak nie zadajemy sobie tych pytań, gdyż – jak stwierdza Martha Nussbaum – lotniskowa kontrola „odpowiada na prawdziwy problem, a jedynymi niedogodnościami, które ze sobą niesie, są dłuższe kolejki i pewna niewygoda. W konsekwencji, nawet jeśli przyjąć, że liczba incydentów terrorystycznych jest niewielka, ich katastrofalny charakter sprawia, że ten środek ostrożności ma racjonalne uzasadnienie. Innymi słowy, idea dobrostanu wykorzystana w tym przypadku jest koncepcją, z którą nikt nie może polemizować” (s. 70).

Jednocześnie Nussbaum zauważa, że na lotniskach stosuje się krzywdzący system profilowania pasażerów pod kątem potencjalnego zagrożenia. Opiera się on w dużej mierze na selekcjonowaniu ludzi z uwagi na wyznawaną religię czy pochodzenie etniczne, co prowadzi do poważnych nieporozumień – „pracownicy ochrony na przykład nie powinni zatrzymywać wszystkich osób noszących nazwisko Ali tylko dlatego, że znajduje się ono na czarnej liście, a z pewnością nie powinni zatrzymywać wszystkich muzułmanów, ponieważ są muzułmanami” (s. 71). Uczucie strachu zmusza nas jednak do posługiwania się najprostszymi stereotypami, wyłącza chłodną logikę opartą na zdystansowanym spojrzeniu. W strachu nie ma bowiem miejsca na dystans – to biologicznie uwarunkowana reakcja, która oczywiście posiada także swoje czynniki kulturowe. Przede wszystkim jednak wiąże się ona z poczuciem rychłego zagrożenia życia, przez co nie może być tu mowy o zdystansowanym i spokojnym oglądzie sytuacji. Biologicznie rozumiany strach wiąże się z poczuciem nadchodzącej śmierci, wymusza na naszym organizmie reakcję obronną, która w swoim kulturowym modelu przyjmuje formę chociażby zinstytucjonalizowanego aparatu kontroli.

Strach jest głównym motywem książki Marthy C. Nussbaum z 2012 roku, która ukazała się właśnie nakładem Fundacji Kultura Liberalna. Publikacja „Nowa nietolerancja religijna. Przezwyciężyć politykę strachu w niespokojnych czasach” stanowi próbę zmierzenia się z rosnącym w świecie, a doskonale odczuwalnym w Stanach Zjednoczonych Ameryki, poczuciem lęku, którego głównym źródłem staje się coraz lepiej widoczna pluralizacja religijna dostrzegalna w przestrzeni publicznej. Chrześcijańska, męska i heteroseksualna kultura białego Zachodu czuje się niepewnie w obliczu rosnącej obecności tego, co do tej pory definiowano jako „inne” i zamykano w bezpiecznych stereotypizujących szufladkach. Zarządzanie strachem jest wpisane w kulturę Zachodu od najdawniejszych czasów – jego przejawy znajdziemy już u Sokratesa czy w pismach Arystotelesa. Bowiem to, co nieznane, ontologicznie wręcz „nawiedza nas i wprawia w niepokój, zanim jeszcze dopuścimy je albo podejmiemy próbę obrony” (Waldenfels 2002: 41). Tym, co jednak charakterystyczne dla strachu, jest niemożliwość jego usunięcia – jak już wspomniałem, stanowi on bowiem reakcję biologiczną niezbędną do naszego przeżycia. „Bez strachu wszyscy bylibyśmy martwi” (s. 45) – twierdzi Nussbaum, zauważając jednocześnie, że „usunięcie strachu doprowadziłoby do społecznej katastrofy – niemożności dostrzegania realnych zagrożeń dla życia i zdrowia, niezdolności do ochrony zarówno nas samych, jak i innych” (s. 45–46). Dlatego też w swojej publikacji autorka nie proponuje przezwyciężenia strachu, a jedynie próbę zmierzenia się z „polityką strachu”. Tę ostatnią rozumie szeroko, a przede wszystkim, raczej opisowo niż wartościująco. Jako pozytywny przykład polityki strachu podaje chociażby system ostrzegawczy, który w 2011 roku wprowadził burmistrz Nowego Jorku, gdy było już wiadomo, że w miasto uderzy huragan Irene. Tak samo, jak w każdym innym przypadku, gdy politycy odwołują się do strachu, tak i tutaj wykorzystany został efekt zaskoczenia, a zagrożenie było przedstawiane jako duże, nagłe i bliskie, cel podejmowanych (a przynajmniej ogłoszonych) działań stanowił natomiast dobrostan obywateli. Nussbaum stara się więc nie wartościować strachu, a w swojej książce zastanawia się raczej nad tym, jak wykorzystać go do pozytywnych działań.

W swoich analizach filozofka podejmuje wiele wątków, które pokazują różne oblicza religijnej nietolerancji, według autorki opartej przede wszystkim na poczuciu strachu przed tym, co nieznane. Dlatego przygląda się między innymi genealogii teorii światowego spisku żydowskiego, obecności katolików wśród pierwszych kolonizatorów Ameryki, szwajcarskiemu referendum, w efekcie którego wprowadzono do konstytucji zakaz budowania minaretów, czy szeregowi przykładów funkcjonowania religii w amerykańskim prawodawstwie. Nussbaum uważa bowiem, iż Europa nie potrafi sobie poradzić z wielokulturowością i pluralizmem religijnym, ponieważ jej konstrukcja opiera się na romantycznej wizji państw narodowych, w której główną rolę odgrywają kategorie religijne i etniczne. Pełna asymilacja natywnych oraz przybyłych obywateli okazuje się więc możliwa. Jako jedyne możliwe rozwiązanie – pomimo całej swojej świadomości, że idea religijnej tolerancji nie jest ideą Zachodu, a pierwotnie pojawiła się Indiach (s. 92) – Nussbaum proponuje model amerykański, któremu wydaje się bezkrytycznie wręcz oddana. Jak sama pisze, „odwołanie się do rozwiązania amerykańskiego jest potrzebne natychmiast, nawet jeśli ludzie nie są przekonani (jak, moim zdaniem powinni być), że jest to rozwiązanie, którego wymaga sprawiedliwość” (s. 93). Filozofka wpisuje się tym samym w wizję USA jako jedynego ratunku dla pogrążonego w chaosie świata, którą to wizją amerykańscy politycy (i nie tylko) tłumaczą potrzebę wszelkich ingerencji swojego państwa w tzw. ład światowy. O tym, dlaczego to właśnie model proponowany przez USA wydaje się lepszy, świadczyć mają przywoływane przez autorkę przykłady oraz analizy, w których opisuje różne modele funkcjonowania religii w amerykańskim systemie społecznym oraz otwartość tamtejszego prawodawstwa na wieloaspektowość religijnych kultów. W ich świetle problemy Europy mają wydawać się błahe czy wręcz dziecinne. Jak ostatecznie stwierdza, „dyskusja tocząca się w Stanach Zjednoczonych przewyższa standardowe europejskie debaty dotyczące noszenia burek, ponieważ (przynajmniej co do zasady) koncentruje się na naprawdę skomplikowanych przypadkach” (s. 288).

Nussbaum, zapatrzona w amerykańską i liberalną wizję rzeczywistości, w której każdy – bez względu na pochodzenie czy wyznanie – ma szansę na realizację swojego American Dream, wydaje się aż nazbyt naiwna. Musimy jednak w tym kontekście pamiętać o dwóch kwestiach: po pierwsze, filozofka reprezentuje, nazywany przez Rosi Braidotti neohumanizmem, nurt, który odpowiada na problemy świata, „przywołując klasyczne humanistyczne ideały i politykę liberalną. Głosi potrzebę uniwersalnych wartości humanistycznych jako remedium na fragmentację i relatywizm naszych czasów, będące skutkiem globalizacji” (Braidotti 2014: 103). Po drugie zaś, omawiana książka pochodzi z 2012 roku, a więc głównym horyzontem refleksji Nussbaum jest dziesięciolecie po zamachu na World Trade Center. To jeszcze czasy sprzed tzw. „kryzysu migracyjnego” z 2015 roku oraz sprzed polityki Donalda Trumpa, którego decyzje opierają się na ksenofobii, rasizmie, homofobii i amerykocentryzmie. Jestem więc w stanie uwierzyć, iż Nussbaum, proponując swoje zasady wzajemnej akomodacji, oparte na prawach powszechnej równości oraz dostosowania się do mniejszości (które wywodzi od Johna Locke’a i Rogera Williamsa), dostrzega jej zaczyn w funkcjonowaniu USA. Dla autorki najważniejsze jest równouprawnienie „gospodarzy” i „gości”, jak chciałaby myśleć o obywatelach swojego (ale i każdego innego) kraju. Sprzeciwia się więc polityce dostosowywania się migrantów do zasad większości, a nadzieję na rozwiązanie kryzysowych sytuacji w „niespokojnych czasach” dostrzega w poszukiwaniu harmonii pomiędzy obiema grupami. Jak pisze, „musimy kultywować ducha ciekawości, otwartości i sympatii oraz wspaniałomyślności wobec naszych bliźnich” (s. 135). W jej idealnym świecie większość mówi do mniejszości: „Szanujemy was jako równych i wiemy, że nasze własne dążenia religijne nie są jedynymi. Nawet jeśli jesteśmy liczniejsi, a tym samym potężniejsi, spróbujemy sprawić, by świat był dla was wygodnym miejscem” (s. 136). W owym idealnym świecie nie ma więc miejsca na pokorny gest wycofania z zajmowanych pozycji – jest za to prawo łaski i łaskawość tych, którzy akurat znajdują się u władzy. W ten sposób Nussbaum zamienia politykę strachu w coś, co moglibyśmy nazwać „polityką miłosierdzia”. Całość jej wizji, połączona z koncepcją „dobrego gospodarza”, jest tym bardziej zaskakująca w swojej naiwności, im bardziej zwracamy uwagę na historię „idealnych” Stanów Zjednoczonych Ameryki, fundującą obecną sytuację tzw. rdzennych mieszkańców kontynentu, nie mówiąc już o sytuacji czarnoskórych obywateli USA.

Jak więc przezwyciężyć politykę strachu w tych jeszcze bardziej niebezpiecznych czasach? Czy znajdujemy u Nussbaum jakieś wskazówki? Według filozofki nie pozbędziemy się nigdy samego strachu, jako że stanowi on nieodłączny element naszej egzystencji. Możemy jednak spróbować inaczej patrzeć na sytuacje, w których odgrywa on znaczącą rolę. W tym kontekście Nussbaum proponuje „trzy składniki: dobre zasady, nacisk położony na nienarcystyczną spójność oraz ćwiczenie »wewnętrznych oczu«, zdolność do widzenia świata z perspektywy doświadczenia mniejszości” (s. 91). W celu poparcia owego pomysłu konkretnym przykładem poświęca cały rozdział na analizę „sprawy Park51”, a więc muzułmańskiego centrum kulturalnego (jednak nie o charakterze religijnym – w samym budynku miała znajdować się zaledwie jedna sala modlitewna, a reszta pomieszczeń i aktywności miała być dostępna dla wszystkich), którego budowę planowano obok tzw. „strefy zero” w Nowym Jorku, a więc miejsca, gdzie przed 11 września 2001 roku stały dwie wieże World Trade Center. Nussbaum przygląda się poszczególnym kontekstom – społecznemu, kulturowemu, religijnemu, politycznemu i medialnemu, by pokazać, w jaki sposób uprzedzenia oraz dezinformacja uniemożliwiają wzajemną akomodację obywateli jednego kraju reprezentujących różne postawy światopoglądowe czy religijne. W chwili, gdy autorka kończyła pisać swoją książkę, walki o budynek wciąż trwały. Obecnie trwa budowa 43-piętrowego kompleksu, w którym jedno z pomieszczeń zostanie przeznaczone na muzeum kultury muzułmańskiej.

Propozycja Nussbaum okazuje się niewątpliwie przydatna, jeśli chcemy uczyć się spojrzenia z wielu perspektyw oraz kontekstów. Obawiam się jednak, że prędkość globalnych zmian kulturowo-politycznych jest zbyt duża, by publikacja ta miała szansę odnieść dziś jakikolwiek znaczący skutek. Wydaje się, że również sama filozofka może dziś inaczej patrzeć na opisywane wówczas przez siebie konteksty. Jak bowiem czytamy w innym jej tekście: „Może być nawet tak, że społeczeństwo, w którym ludzie uznają swoją równorzędną słabość i współzależność, jest niemożliwe do zbudowania, ponieważ ludzie nie mogą znieść życia z ciągłą świadomością śmiertelności i swoich wątłych, zwierzęcych ciał. Pewna doza samooszukiwania się może mieć zasadnicze znaczenie w przeprowadzaniu nas przez życie, w którym szybko zaczynamy podążać ku śmierci i w którym najistotniejsze kwestie są tak naprawdę poza naszą kontrolą” (Nussbaum 2016: 39). Jeśli więc uznamy „Nową nietolerancję religijną” za jeden z elementów owego samooszukiwania się, to niewątpliwie może ona stać się ważną lekturą w fundowaniu kondycji człowieka stającego naprzeciw globalnych wyzwań. Krytyczne spojrzenie, jakim ów człowiek miałby ogarniać otaczającą go rzeczywistość, musiałoby jednak być bezkrytyczne wobec ustanawiających je lektur.

LITERATURA:

Braidotti R.: „Po człowieku”. Przeł. J. Bednarek, A. Kowalczyk. Warszawa 2014.

Nussbaum M.C.: „Zagrożenie dla ludzkiej godności: powrót wstrętu i wstydu do prawa”. Przeł. K. Kornas. „Znak” 2016, nr 2.

Waldenfels B.: „Topografia obcego”. Przeł. J. Sidorek. Warszawa 2002.
Martha C. Nussbaum: „Nowa nietolerancja religijna. Przezwyciężyć politykę strachu w niespokojnych czasach”. Przeł. Sebastian Szymański. Fundacja Kultura Liberalna. Warszawa 2018 [seria: Biblioteka Kultury Liberalnej, t. 8].