Wydanie bieżące

1 lipca 13 (349) / 2018

Olimpia Orządała,

KIM JEST SASZA? (KATARZYNA BONDA: 'CZERWONY PAJĄK')

A A A
Tytułowe pytanie jest prawdopodobnie jednym z ostatnich, jakie mógłby sobie zadać czytelnik prozy Katarzyny Bondy. Tymczasem okazuje się, że nic nie jest takie, jakie się wydaje, a pisarka od samego początku tetralogii zwodziła czytelnika za nos. Sasza wcale nie jest Saszą, czego dowiadujemy się w „Czerwonym Pająku”, jednej z najgorętszych premier wśród polskich powieści kryminalnych tego roku. Autorka „Florystki” na ostatnią część zapoczątkowanego w 2014 roku cyklu „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” kazała czekać prawie dwa lata. Trzeba przyznać, że warto było być cierpliwym.

Na początku należy zauważyć, że tak naprawdę zamiast kryminału otrzymujemy powieść sensacyjno-szpiegowską, co – wbrew pozorom – wcale nie jest wadą. Akcja dzieje się dwutorowo poprzez połączenie przeszłości z teraźniejszością. Bonda w dużym stopniu odwołuje się do polskiej rzeczywistości, jak chociażby do kształtowania się instytucji świadków koronnych, do zabójstwa generała policji, do współczesnej polityki czy też do teorii spiskowych dotyczących m.in. „ustawionej” transformacji ustrojowej oraz powstania polskiej mafii końca lat 90., którą – jak pisze Bonda – „stworzyła grupa wysoko postawionych esbeków z PRL-u” (s. 541). Ponadto pisarka pokazuje zatarte granice między mafiosami a pracownikami służb specjalnych oraz powoli odkrywa przed czytelnikiem przeszłość głównej bohaterki i jej prawdziwą tożsamość.

Historia rozpoczyna się pół roku po uprowadzeniu Karoliny, córki Saszy. Kobieta obwinia się za to porwanie, ma ono bowiem związek z jej mroczną przeszłością, z którą musi się zmierzyć. Oczekiwała na to latami w przerażeniu, lecz kiedy w końcu dosięgnęły ją demony przeszłości, czuje spokój i jest gotowa do walki. Załuska samotnie przemierza Gdynię w poszukiwaniu zemsty, podobnie jak Julia Dobrowolska przemierzała Kraków w „Kamiennej nocy”. Ta samotna walka od początku jest skazana na niepowodzenie. Wydaje się, że cały świat sprzeniewierzył się przeciwko profilerce. Załuska jest jedynie marionetką, nic nieznaczącym trybikiem w wielkiej machinie zwanej czerwoną pajęczyną. Próbuje odkryć, kto stoi za uprowadzeniem Karoliny, powoli składając puzzle z elementów swojej przeszłości. Kobieta musi zdobyć oryginał tajemniczego raportu Jesiotra, będącego „kluczem do całej postkomunistycznej historii Polski” (s. 531). Pragną go nie tylko porywacze, ale także ci, do których Sasza zwraca się po pomoc w uwolnieniu córki. Za uprowadzeniem stoją wielkie pieniądze i żądza władzy.

Sprawa porwania komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Załuska nagle znika, a z wody zostają wyłowione zwłoki kobiety łudząco podobnej do niej. Oprócz początkowo oczywistych pytań: „gdzie jest Karolina i kto ją porwał?”, pojawia się zupełnie inne, całkowicie niespodziewane: „kim tak naprawdę jest Sasza?”. Odkrycie przez autorkę „Florystki” przeszłości profilerki jest nad wyraz zaskakujące i wręcz nakazuje przewertowanie poprzednich części cyklu. Okazuje się bowiem, że Bonda od początku kłamała. Poznanie prawdy pokazuje Załuską w zupełnie innym świetle. To, kim teraz jest, zdeterminowała jej skomplikowana i w gruncie rzeczy smutna przeszłość. Nawet alkoholizm zmienia swój wymiar, w końcu kobieta wcale nie zaczęła pić z powodu alkoholizmu ojca czy też niskiej samooceny, jak było sugerowane wcześniej, ale przez to, co spotkało ją w młodości.

W ostatniej części cyklu Sasza wysuwa się na pierwszy plan, w przeciwieństwie do poprzedniej powieści. Profilerka czuje się zagubiona, ponieważ nie może uciec od przeszłości. Odczuwa zrozumiały strach o córkę, jest gotowa zrobić dla niej wszystko, nawet zejść do piekła czy też zabić. Ogrom nieszczęść ściąganych na kobietę nieraz ją przytłacza. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że Bonda kopie leżącą już Saszę. Jednak jednego nie można odmówić Załuskiej – hartu ducha i tego, że pomimo wydawałoby się beznadziejności sytuacji, wciąż walczy o córkę. Kobieta jest zdeterminowana, a po każdej porażce podnosi się i staje się jeszcze silniejsza. Podobnie jak w poprzednich częściach cyklu, Bonda dużo miejsca poświęca alkoholizmowi profilerki. Załuska wciąż myśli o alkoholu i czuje smak jałowca w ustach. Jedynie córka powstrzymuje ją przed sięgnięciem po ulubiony dżin, wszak jak mówi bohaterka: „Nie radzę sobie z emocjami. Przepełnia mnie nienawiść w najczystszej postaci. Czuję się bezradna, słaba, bezużyteczna. Gdyby nie Karolina, piłabym dzień i noc. Na umór. Aż do końca” (s. 313). W tej części cyklu Sasza w zasadzie przestaje być profilerką. Nie potrafi wykorzystać swojej wiedzy ze względu na emocjonalne zaangażowanie. Ale można by rzec, że to Bonda przejmuje rolę profilera, kreśląc udane portrety psychologiczne swoich postaci, zwłaszcza głównej bohaterki, i skupiając się na ich motywacjach.

„Czerwony Pająk” została napisana całkowicie „w stylu Bondy” – jest mocno osadzona w polskich realiach, wielowątkowa, momentami przegadana i mało dynamiczna, ale zarazem wciągająca. Pisarka przyzwyczaiła nas do tego, że dba o najdrobniejsze szczegóły swoich opowieści, czego dowodzi np. scena nurkowania. Powieść charakteryzują również szeroko zrysowane tło społeczno-obyczajowe oraz precyzyjnie zbudowane portrety psychologiczne bohaterów. Intryga stworzona przez autorkę „Florystki” jest skomplikowana, pogmatwana, a duża liczba bohaterów i namnożenie rozbudowanych wątków każe nieraz cofać się do wcześniejszych rozdziałów, dlatego wskazane jest podczas lektury robienie notatek. To powieść, która zmusza do wytężenia umysłu. Prozaiczka prowadzi swoistą grę intelektualną z czytelnikiem, który musi być nieustannie czujny i skupiony na fabule, wszak bardzo łatwo można się pogubić, a mając na uwadze zatajenie przeszłości Saszy w poprzednich częściach tetralogii, należy być ciągle w stanie „podejrzenia”. Co ważne, pajęczyna Bondy jest niezwykle spójna. Poszczególne wątki są ze sobą ściśle powiązane i na końcu zostają domknięte. Na ostatnich stu pięćdziesięciu stronach autorka „Sprawy Niny Frank” buduje historię pełną niespodziewanych zwrotów akcji. Gdy już się wydaje, że wszystko jest jasne, akcja nagle obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, i tak kilka razy. Do końca nie wiadomo, kto stoi po czyjej stronie, kto jest tym dobrym, a kto złym. Bohaterowie, w tym Załuska, nieustająco lawirują na granicy dwóch światów – przestępczości i praworządności. Pisarka pokazuje, że świat wcale nie jest czarno-biały, ale istnieje w nim wiele odcieni szarości.

Powieść świetnie wpisuje się w filozofię I Ching, na podstawie której Bonda stworzyła tetralogię. Aby Sasza mogła zacząć życie na nowo, musiała przejść przez cztery żywioły: powietrze („Pochłaniacz”), ziemię („Okularnik”), ogień („Lampiony”) i wodę („Czerwony Pająk”). Zakończenie daje swego rodzaju katharsis po przebrnięciu przez tę pesymistyczną opowieść, zupełnie jak miało to miejsce w „Kamiennej nocy” Gai Grzegorzewskiej. Sasza absolutnie zasłużyła na spokój po tym wszystkim, co musiała przeżyć, wszak w „Czerwonym Pająku” prozaiczka nieźle „sponiewierała” swoją bohaterkę. Pisarka nie boi się trudnych i kontrowersyjnych tematów, jakimi są niewątpliwie teorie spiskowe na temat tego, że za wszystkim stoją służby specjalne. Motyw szpiegostwa w ostatnim czasie stał się całkiem popularny. Dość wspomnieć cykle „Nielegalni” Vincentego V. Severskiego oraz „Sejf” Tomasza Sekielskiego czy powieść „Czerwony Parasol” Wiktora Mroka.

Po czterech latach od wydania pierwszej części cyklu Bonda żegna się z Saszą i trzeba przyznać, że to pożegnanie w pełni zadowala. Powód, dla którego cykl nie może być kontynuowany, o czym wspominała autorka „Florystki” w niejednym wywiadzie, niewątpliwie jest zaskakujący, wszak pisarka cały czas zatajała prawdziwą tożsamość Załuskiej, podrzucając co jakiś czas mylne tropy. Prozaiczce udało się stworzyć bohaterkę z krwi i kości. Wyrazista postać Saszy, zwłaszcza w „Czerwonym Pająku”, to największy atut tetralogii.
Katarzyna Bonda: „Czerwony Pająk”. Wydawnictwo Muza. Warszawa 2018.