Wydanie bieżące

1 lipca 13 (349) / 2018

Wiktoria Klera,

O NIC PYTAĆ (KONRAD WOJTYŁA: 'ZNAK ZA PYTANIEM')

A A A
Szósta książka z wierszami Konrada Wojtyły, nosząca tytuł „Znak za pytaniem”, wydana nakładem Wydawnictwa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, dostępna jest w dwóch wariantach – na wstępie mierzymy się z wyborem. W pierwszej wersji okładki na czerwonym tle – ścianie, widnieje malowana od szablonu biała ludzka sylwetka, kształtem przypominająca cień antycznej rzeźby, „przebita” dwa razy dwukropkiem z czarnej farby. Wariant drugi przedstawia zaś fragment zielonego chodnika (może asfaltu) z białym, również szablonowo przedstawionym, autobusem.

„Znak za pytaniem” otwierają dwa motta, z pozoru niosące rozbieżne przesłanie zapraszające do lektury: „Na stos rzuca się wszystko, co najbardziej podobało się zmarłemu za życia, łącznie ze zwierzętami; nie tak dawno palono ze zmarłym również jego niewolników oraz osoby najbardziej lubiane” – Cezara oraz Pascala: „Poeta, a nie człowiek.”. W książce Wojtyły wszystko zaczyna się od budowania „stosu”, jak w pierwszym wierszu pod tym samym tytułem, co książka: „Zrób stos i opisz skok – na świętość, […]”. Metafizyczna wartość świata tej poezji wyłania się z niemal każdego wersu, byt mierzy się z nicością, a miejsca na to, co przyziemnie ludzkie – w zasadzie nie ma. Jest brak, „pusty haczyk”. Gdzie indziej czytamy: „[…] A potem, / co obce na stos – znak na wznak, dołem do góry, / tył w przód. I znów nie do wiary nam z tym.” („Winne i nie”). Zabiegi na podobnie brzmiących słowach są tu stale obecne, z nich wyłaniają się nowe znaczenia; nie mają te zabiegi charakteru eksperymentu – z niego nie zawsze wiadomo, co wyniknie. Tutejsze działania są precyzyjnie zaplanowane, a autor panuje nad słowami. Rozkłada je na pojedyncze litery i w tych najdrobniejszych cząstkach języka dopatruje się siły poezji. Czyni to jednak ostrożnie, ponieważ: „[…] wszystko uchyla się / przed znaczeniem i boi się, i drży; że mierzymy / się już miarą rzeczy ostatecznych i ten gest, / co otwiera wszystkie drzwi; że ogień, że krzyż / i jak wypadasz z ram wiersza i spadasz – i kiedy / skreślasz znak za pytaniem; językiem, że.” („Znak za pytaniem”).

Nie można powiedzieć, że odczuwa się w tych wierszach tęsknotę za istnieniem. Wręcz przeciwnie. Jeśli już chcemy zauważyć jakiś dręczący autora niedosyt, raczej unaocznia się chęć głębszego obcowania ze wszystkim, co mieści się w „nic”. Adam Mickiewicz nasłuchiwał i zrezygnowany zauważał, że „nikt nie woła”. Wojtyła pisze: „nie woła nas nic”; stwierdza, nie ma tu miejsca na żaden sentyment. Z kolei w wierszu Zrób grób czytamy: „Wypatruję wieści od Ciebie i nic, więc znów / ta myśl, że może już nie żyjesz – nie wiadomo / z kim. Rozwód i pogrzeb. […]”. „Nic” jest ciągle obecne, także między ludźmi, zastępuje wszystko inne: „Mkniemy w nic.”, a na dodatek „Nieobecność wierci się; kręci i nęci”, brak jest dojmujący na wszystkich płaszczyznach: „Nie było / niczego, teraz nadmiar nikogo. […]”. Oswajanie słów, poprzez taki zabieg próby ocalenia od nicości w drugim człowieku, również nie wydaje się zwieńczony sukcesem:

Nie myśl, że możesz

– się tak po prostu śnić,

jak gdyby nigdy nic,

jak gdyby nic. Nie ma

w tobie niczego z moich

oswojonych słów, ach tak,

odkopać to, co na progu

oka przegania łzę – bez

sentymentów, sir! […]

(„Nic nigdy noc”).

Dalej w tym wierszu, na wstępie kolejnych strof czytamy: „Nie masz w sobie nikogo […]”, „Nie mam w tobie niczego […]”. Nie odchodzi od tej problematyki Wojtyła także w wierszu dedykowanym Frankowi O’Harze, zatytułowanym „Przelew światła”: „Nie ma niczego Frank. Nie ma nic. […]”. Przywołanie nazwiska przedstawiciela szkoły nowojorskiej jest dla polskiej poezji podwójnie znaczące; z jednej strony przywołuje ją samą, z drugiej przedstawicieli polskiej poezji, zwanych swego czasu „o’harystami”. Wojtyła zresztą świadomie czyni nawiązania do wierszy poetów nieco od niego starszych, nie stroni od dedykacji dla innych autorów. Jeden tekst „(Post psot”) kieruje do Marka Bieńczyka, inny („Na wypadek życia”) do Szymona Słomczyńskiego, kolejny („Estymacja”) dedykuje Bohdanowi Zadurze.

Wojtyła sięga chętnie po symbolikę religijną, ciągle pojawiają się w książce ryby, często są jednak nadpsute, czarne, skąpane w krwi, świat wypełnia „Pleśń nad pleśniami”. Przyroda atakuje cielesną powłokę człowieka, ale „Na języku nie mamy jeszcze żadnych trenów” – pisze poeta. Zdarzają się i bezpośrednie zwroty do siły wyższej: „Bierz i psuj mnie od głowy, Panie. / Zrzuć jakiś sen, psalm, napalm.” („Pójdźmy przeto”). Kiedy brakuje już słów, w chwilach, gdy „nic” nie sprawdza się między jednym człowiekiem a drugim, ani między słowami: „Dłuży się – wykonać ten ruch – między nami już tylko nic. Cięcie. Bóg.” („Już w zasadzie nic”). Wydawać się może, że „Bóg” jest tu instancją potrzebną, lecz to raczej konstrukt językowy. W kontaktach z „nicością” Wojtyła czuje się chyba swobodniej:

twoja nieobecność

wyrasta mi

ponad przeciętność

i wtedy

ponad wszelką wątpliwość

daję się nabrać

na twoją

niepotrzebność

(„Pewność”).

Wiersz „Pewność”, zamykający najnowszy tom wierszy Wojtyły, wyrażać może obawę odbiorców jego poezji – czy autor próbuje nabrać nas – siebie – kogo? Skoro tak wiele braków w jego poetyckim świecie, to w czym leży jego siła? Szczególnie ciekawe wrażenie robią w „Znaku za pytaniem” opisy rozkładu, stale obecnego w świecie ożywionym: „Pestki. Wisienki krwi w zardzewiałych trumienkach / hełmów. W nocy sen bez scen. Niewiasty – płaczące i te / nie; księżyc turla się ze śmiechu z zachodu na wschód. / Ślepe plamki nieba. Dziwożony w piekło wzięte. Sok w noc, / z lodem i bez; samogon – tu nie mówi się, czym jest śmierć. / Nie sposób bronić się; strzel w twarz, ostatni toast – na raz.” („Pestki i poroża”). Jest też recepta na łatanie ubytków. Wbrew wszystkiemu autor pisze: „Pewnie już wiesz, oto jestem;” i prosi „pośliń mnie – sklej.” („Wbrew”). Wszystko zaczyna się więc i kończy – językiem.
Konrad Wojtyła: „Znak za pytaniem”. Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Poznań 2017.