Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Przemysław Pieniążek,

PRZESZŁOŚĆ ALTERNATYWNA (ALIENS. THE ORIGINAL COMICS SERIES: KOSZMARY AZYL / WOJNA O ZIEMIĘ)

A A A
Oficyna Scream Comics, wydając ekskluzywne „kolorowe” woluminy sygnowane logo Dark Horse Books, zdecydowanie postawiła na właściwego konia. Po smoliście czarnym rocznicowym tomie „Aliens” (oficjalnej kontynuacji kinowego przeboju Jamesa Camerona), mieniącym się na brzegach czerwienią albumie „Predator. Betonowa dżungla i inne historie” (podejmującym twórczy dialog z megahitem Johna McTiernana) oraz metalicznym „The Terminator. Nawałnica / Jednym strzałem” przyszła pora na „niebieskich” Obcych.

Tak jak w przypadku pierwszej z wymienionych wyżej cegieł, współtwórcą recenzowanego komiksu – zawierającego dwie korespondujące ze sobą historie – jest Mark Verheiden. Amerykański scenarzysta, literat i producent, mający na koncie między innymi skrypt „Strażnika czasu” (zarówno jego komiksowej, jak i kinowej wersji wyreżyserowanej przez Petera Hyamsa) oraz niskobudżetowej produkcji „My Name is Bruce” (zrealizowanej przez Bruce’a Campbella wcielającego się na ekranie w samego siebie), ponownie zaproponował czytelnikom nietuzinkowe opowieści przybliżające dalsze losy trójki bohaterów filmu „Obcy – decydujące starcie” (1986). Opowieści, które po premierze trzeciej części kinowego cyklu (brutalnie rozprawiającej się z towarzyszami Ellen Ripley) zostały co prawda wykluczone z „kanonu”, jednak wciąż sprawdzają się jako alternatywne narracje poszerzające polimedialne uniwersum alienów.

Podobnie jak w przypadku „czarnego” albumu, „Koszmarny azyl” koncentruje się na perypetiach dorosłej już Newt oraz kaprala Hicksa (pełniących również role narratorów niniejszej opowieści), mimo upływu lat wciąż prześladowanych przez koszmarne wspomnienia, jakie zapewniło im spotkanie z ksenomorfami. Tym razem Verheiden położył nacisk na mocno pogmatwaną relację uczuciową łączącą piękną protagonistkę z okaleczonym androidem Butlerem. Warto podkreślić, że autor w wiarygodny sposób ukazuje emocjonalne rozterki Newt, równie przekonująco kreśląc profil Hicksa – napiętnowanego na ciele i duszy wojaka, który w sytuacji kryzysowej nie traci zimnej krwi. A takich chwil nie zabraknie, gdyż rzeczony tercet spotyka na swojej drodze psychopatycznego generała Spearsa marzącego o stworzeniu posłusznej mu armii składającej się z wiadomych bestii. Czy jeden człowiek może narzucić swoją wolę królowej obcych?

Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, koniecznie przeczytajcie „Koszmarny azyl”, z werwą zilustrowany przez Dena Beauvaisa. Szczegółowy design alienów, pojazdów i futurystycznych giwer, sekwencje rodem z koszmarnego snu, dynamiczne sceny akcji oraz doskonale dobrana paleta barw to najważniejsze, ale nie jedyne atuty prac tego artysty wykonanych za pomocą aerografu. Styl Beauvaisa jest mocno ekspresyjny, bliski poetyce obrazów Johna Higginsa lub Matta Wagnera i w prezentowanej historii sprawdza się naprawdę wyśmienicie – zapewniam, że w tym komiksie znajdziecie wiele kadrów, które na długo zostaną w waszej pamięci.

Druga z opowieści wchodzących w skład recenzowanego woluminu („Wojna o Ziemię”) powinna usatysfakcjonować fanów Ellen Ripley, która (wraz z uzyskaniem przez Verheidena prawa do wykorzystania wizerunku tej charyzmatycznej bohaterki) wreszcie dołączyła do komiksowej ekipy, co zresztą zapowiadał już finał „Koszmarnego azylu”. Scenarzysta zgrabnie wyjaśnił powód długiej nieobecności pogromczyni ksenomorfów, ukazując przy tym okoliczności, w jakich protagonistka raz jeszcze trafiła na księżyc LV-426, wiodąc ekipę badawczą na spotkanie z ucieleśnionym horrorem.

Temat politycznych machinacji oraz wysokooktanowa akcja nie przesłaniają bardziej lirycznych partii tej nielinearnej opowieści analizującej (pełną emocjonalnych przesileń) relację uczuciową między Newt i Ripley, pełniącymi również obowiązki narratorek w niniejszym epizodzie. W „Wojnie o Ziemię” istotny jest także wątek małej dziewczynki, uwięzionej wraz z ojcem na niebieskiej planecie, gdzie ksenomorfy aktualnie cieszą się wysoce uprzywilejowaną pozycją. To właśnie dla niej Newt zdobędzie się na prawdziwie heroiczny czyn, podkreślając wprowadzony do fabuły motyw symbolicznych sobowtórów, córek i matek.

Niestety, mimo ambicji scenariusz Verheidena jest dość mocno przegadany, w dodatku od pewnego momentu zdecydowanie traci tempo. Zapewne nie wszystkim przypadnie także do gustu oprawa graficzna omawianego epizodu, za którą odpowiada Sam Kieth („Sandman”, „The Maxx”). Delikatna kreska i pastelowa kolorystyka zdecydowanie odbiegają od poetyki „Koszmarnego azylu”, a wygląd niektórych postaci (vide: Ripley przypominająca gwiazdę amerykańskiego kina lat czterdziestych) może budzić pewne zastrzeżenia. Co innego alieny – te prezentują się całkiem okazale, szczególnie osobniki tworzące straż przyboczną wyjątkowo paskudnej królowej.

Reasumując: chociaż okraszony galerią fantastycznych okładek (prace Johna Boltona!) „niebieski” album ustępuje pola swojemu „czarnemu” poprzednikowi, komiksowe opowieści Marka Verheidena mają w sobie „to coś”, co zdecydowanie zagubiło się w kolejnych filmowych odsłonach cyklu o zębatych kosmitach. Dlatego – mimo nierównego poziomu poszczególnych epizodów – omawiany tom uznaję za naprawdę zacne wydawnictwo, które warto mieć na swojej półce.
Mark Verheiden, Den Beauvais, Sam Kieth: „Aliens. The Original Comics Series: Koszmarny azyl / Wojna o Ziemię” („Aliens. The Original Comics Series: Nightmare Asylum and Earth War”). Tłumaczenie: Magdalena Machcińska-Szczepaniak. Wydawnictwo Scream Comics. Łódź 2018.