ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Anna Herman,

HTML: HUMANITIES MARKUP LANGUAGE? (NICK MONTFORT: 'ODKRYWANIE KODU')

A A A
HTML-nista

Czy ktoś kiedyś powiedział ci, żebyś (hołdując swym konikom i radostkom – wszakże od dziecka piszesz, czytasz, a także dyskutujesz cokolwiek namiętnie) – obrał za cel horyzont nauk humanistycznych? Albo – o zgrozo! – najszczerzej namawiał do rychłego i żarliwego podjęcia wdzięcznego „fachu” artysty? Najczęściej nie. Zdarza się to niezmiernie rzadko – a przynajmniej tak wynika z moich rozmów z wybitnymi humanistami i uczonymi (in spe).

„Studiuj na kierunku, po którym jest praca” (w domyśle: „praca, która ozłaca”) – ot, wszystko, co przyszły adept arkanów wiedzy tajemnej winien wiedzieć i twardo powtarzać sobie przed zaśnięciem. Na wypadek, gdyby literaturo-, kulturo-, muzyko- czy „sztukoznawcze” majaki i mary zmącić miały pokój jego bezpiecznych chwil wytchnienia. Apage, satanas! Lepiej zostań programistą!

Mogłoby się rzec, że Nick Montfort w podręczniku programowania, którym „Odkrywanie kodu” okazało się nad wyraz prędko, podsuwa rozwiązanie tego palącego dylematu (z gatunku palących najintensywniej w chwilach zwątpienia w obraną ścieżkę). Humanista bywa dzisiaj programistą. Programista bywa dzisiaj artystą. Jednak nie profesja jest tutaj sednem – rzecz dotyczy bowiem przede wszystkim odkrywania „kreatywnego potencjału technologii komputerowych” (s. 13).

Do it yourself

„Książka powstała z myślą o ludziach sztuki i kultury, którzy będąc zainteresowani programowaniem, nigdy nie zdecydowali się go nauczyć” (whatisamedialab.com) – tak w maju 2016 roku narodziny niewydanego jeszcze „Odkrywania kodu” zapowiadał Montfort. Rzeczywiście – czytelniczka (bo właśnie w ten sposób autor zwraca się do odbiorcy – co samo w sobie stanowi intrygujące odejście od dominacji nazw i zaimków w rodzaju męskim) już w inicjalnych zdaniach „Wprowadzenia” dowiaduje się, że oto dzięki kolejnym kartom błękitnej, broszurowej książeczki wyruszy na podbój (jakże płodnych!) połaci twórczej technologii. Wedle zapewnień Montforta przygoda ta okaże się orzeźwiającą i cenną lekcją zarówno dla zdeterminowanego laika pragnącego zaznać pierwszej frajdy programowania, jak i dla praktykującego programisty, który dzielnie poszukuje nowych doświadczeń i zgoła kreatywnych uciech (zob. s. 6-27). Wszyscy możemy czuć się zaproszeni.

„Odkrywanie kodu” niewiele ma wspólnego z eseistyczną rozprawą nad zasadnością przenikania się nauk humanistycznych i informatycznych. Nie oferuje otwartej, wykładnikowej analizy szans i zagrożeń, które niesie z sobą cyfryzacja mediów do tej pory pozostających w sferze kultury pozawirtualnej. Meritum, sensem i zasadniczą treścią książki są jej podręcznikowość, zadaniowość, warstwa praktyczna przekładająca się na sposób eksploracji treści. Tekst ciągły zastąpiono bowiem kolejnymi poleceniami uzupełnionymi o komendy (dzięki którym czytelniczka, z pomocą programów poleconych przez Montforta, „odkrywa kod”, poznaje jego właściwości), a kolejne ćwiczenia skupiono w tematycznych rozdziałach („Działania matematyczne”; „Tekst”; „Obraz”; „Statystyka i wizualizacja” etc.). Najważniejsza jest praktyka – programowania nie można się nauczyć poprzez bierne uczestnictwo w warsztatach, nerwowe gryzmolenie notatek z wykładu czy zwyczajną lekturę instruktażu – dlatego też, sięgając po „Odkrywanie kodu”, należy się uzbroić w komputer. „Praca programistyczna musi być podejmowana często i z zapałem, bo to praktyka, która domaga się praktykowania” (s. 26). „Odkrywanie kodu” jest w istocie zbiorem zadań. I tutaj zaczynają się kłopoty.

Podręcznik humanisty

W 2014 roku, czyli na dwa lata przed ukazaniem się „Odkrywania kodu”, Montfort publikuje „Zegar światowy” – zbiór 1440 krótkich, dwu-, trzyzdaniowych historii, których akcja dzieje się dokładnie w tej samej chwili, w ciągu zaledwie jednej minuty: „Baghdad. Jest około 05:15. (…) La Rioja. Jest właśnie 08:00” (Montfort 2014: 29, 117). Do wygenerowania każdej z opowiastek Montfortowi posłużył program komputerowy – wymyślony i napisany przez samego autora, z inspiracji „Prowokacją” Stanisława Lema (a ściślej: apokryfem „Jedna minuta”).

I chociaż „Odkrywanie kodu” nie ma charakteru „liberatury beletrystycznej”, napotyka ten sam problem, z którym boryka się „Zegar…” – gdzie jest autor? Jak odbierać, jak czytać, jak recenzować książki, których autor umarł, ale nie po barthes’owsku, po prostu uwalniając ich interpretację, ale zniknął, zginął, przekazawszy bezpośrednią władzę nad tekstem czytelnikowi lub, jak w przypadku „Zegara…”, li tylko zaprogramowanej maszynie?

Trzymam w ręku elementarz, podręcznik; dla tak wielu przedmiot będący pierwszą (złośliwostka: jedyną) książką, z którą zetknęli się w życiu – wspomnienie lat szczenięcych i przekleństwo studenta. Trzymam zbiór zadań – jak ten z matematyki, który kserowaliśmy w podstawówce i darliśmy na strzępki tuż po ostatnim dzwonku. Ot, skrypcik – przerażająco niewdzięczna forma tekstualna połykająca autorstwo, siłę sprawczą i spiritus movens powstawania treści, degradująca posiadacza wiedzy do przekaźnika tejże.

W epoce umiłowania poradników forma opierająca się na instruktażu nie jest nazbyt egzotyczna. Przyzwyczajeni do kaskady spływających zewsząd dobrych rad, wskazówek i life hacków często przechodzimy obok nich najzupełniej obojętnie (sporadycznie niektóre z nich internalizując i wcielając w życie). Inaczej jest ze zbiorem zadań: gdzieś z tyłu głowy wciąż pobrzmiewają nieprzyjemne konotacje z szkolną podręcznikowością, mentorskim tonem nieznającym słów polemiki, imperatywem: „musisz to zrobić”. W „Odkrywaniu kodu” mamy do czynienia z narracją ścisłą, daleką od tej, którą oferuje literatura piękna. Wyeksploatowana (choć obawiam się z podobną lekkością użyć właśnie tego słowa – Montfort delikatnie zarysowuje jego definicję już na stronie dziewiątej), ponieważ doskonale znana, familiarna forma wprost z uczniowskiego biurka odsyła niemal wyłącznie do bezkrytycznego wykonywania poleceń, bezmyślnego sumowania wyników, efektywności, skuteczności i wydajności za wszelką cenę; a zatem do czegoś, co nijak ma się do humanistyki i sztuki.

Naturalny sprzeciw?

Zbiór zadań skierowany (podobno przede wszystkim) do humanistów i artystów kojarzy się raczej z ryzykownym posunięciem. Nieświadomi piewcy stereotypu mogliby rozpłonić się w ogniu krytyki – cóż to za dziwaczne przekształcenie, cóż to za osobliwa zabawa?

W prostocie metody – którą jawi się zebranie i spięcie wiedzy w klamry podręcznika – tkwi jednak Montfortowski zmysł odkrywcy (jak mniemam, właśnie tym określeniem należy zwieńczyć autora ekstraordynaryjnego „Zegara światowego”). Tylko poprzez zderzenie dwóch pozornie wykluczających się dyskursów – humanistycznego i technologiczno-informatycznego – zaistnieć zdoła twór obu im pokrewny, który, zebrawszy się z cząsteczek jednego i drugiego, zapoczątkuje humanistykę przyszłości, notabene rozwijającą się już tu i teraz (słowa klucze: humanistyka cyfrowa, humanistyka drugiej generacji, przestrzenie media lab).

A rozwój myśli od zawsze był tym, co dumnie przyświecało naukom humanistycznym i artystycznym.

Ale co z tym kodem?

Porzuciwszy ideologiczne rozważania nad pomysłem Montforta i wróciwszy do programowania w Pythonie 2.7 i Processingu 3, zauważyłem, że ilość (systematycznie!) poświęcanego tej zabawie czasu skutkuje coraz sprawniejszym poruszaniem się w przestrzeni używanych kodów. Nie wiem, czy udało mi się odkryć kod (nie wiem, czy uda się to w przyszłości), ale koncepcja, wedle której przyszłość humanistyki tkwić miałaby właśnie w tego rodzaju nauce, wydaje mi się dzisiaj co najmniej niezwykle prawdopodobna. Humanistyka literą stoi – jak się okazuje, wszelki kod również. Programowanie to praca z pismem. Obwarowana jest wprawdzie pewnymi zasadami, których przeoczenie może skończyć się fatalnie dla funkcjonowania projektu, polega również na niemalże doskonałym opanowaniu komend warunkujących działanie pożądanych poleceń – ale czy nie jest tak, że każda literówka, każdy błąd syntaktyczny i przeoczenie informacji skutkować może niepełnym odbiorem treści jakiegokolwiek tekstu?

Być może czytanie kodu, pisanie kodu, praca na kodzie gotowym pokrewne są obcowaniu z książką – wystarczy wszakże parę przekształceń w zakresie myślenia i sposobu poznawania liter, by ciąg bezsensownych znaków zaczął prawdziwie znaczyć. To trochę jak z „Finnegan’s wake” – tylko, że w komputerze.

 

#Zbior_zadan_–_odkrywcze_czy_wyeksploatowane? #Sypanie_nazwiskami #Nauki_scisle_–_smierc_autora #Zegar_swiatowy #Przeksztalcenie #Libearatura…_przejscie_od_narracji_humanistycznej_do_scislej? #Informatyczna_smierc_autora



LITERATURA:

„An Interview with Nick Montfort”. Interview by Trevor Rouse. http://whatisamedialab.com/2016/05/03/an-interview-with-nick-montfort.

Nick Montfort: „Zegar światowy”. Przeł. P. Marecki. Kraków 2014.
Nick Montfort: „Odkrywanie kodu. Wprowadzenie do programowania w sztuce i humanistyce”. Przeł. Michał Tabaczyński, Mariusz Pisarski, Adam. Ladziński. Korporacja Ha!art. Kraków 2017 [seria: Kultura Cyfrowa].