Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Krzysztof Grudnik,

POEMU, CO POETYCKIE (SŁAWOMIR STUDNIARZ: 'TRAGICZNA WIZJA')

A A A
Pierwsze wydanie książki „Tragiczna wizja. Rzecz o nowelistyce Poego” Sławomira Studniarza miało miejsce w 2008 roku (Wydawnictwo Adam Marszałek). Stała się ona ważnym punktem odniesienia dla polskich badaczy życia i twórczości Edgara Allana Poego. Jednak teraz, po dziesięciu latach, książka doczekała się wznowienia pod szyldem Phantom Books Horror. To wydawnictwo, które zajmuje się wydawaniem zarówno popularnych horrorów, jak i polskich autorów dopiero podejmujących swoje pierwsze próby literackie w tym gatunku. Dotychczas jedynymi naukowymi publikacjami Phantom Books Horror były artykuły okazyjnie zamieszczane w wydawanym przez to wydawnictwo czasopiśmie „OkoLica Strachu” (zresztą określane tam jako „publicystyka”). Tymczasem „Tragiczną wizją” Phantom Books Horror rozpoczyna nową serię książek naukowych zatytułowaną Wiwisekcje Grozy. Miejmy nadzieję, że tytuł książki nie okaże się proroczy dla serii.

Dlaczego to takie ważne? Ponieważ mamy tu do czynienia z wyjątkową sytuacją, w której popularne (w sensie: zorientowane na niefachowego czytelnika) wydawnictwo postanawia poszerzyć swoją ofertę o literaturę naukową. Wydaje mi się, że tego typu decyzja była możliwa właśnie dzięki temu, że profil wydawnictwa dotyczy konkretnego gatunku. W innym wypadku czynnik ekonomiczny blokowałby takie posunięcia, o ile nie byłyby sztucznie stymulowane przez środki ministerialne. Innymi słowy: to właśnie małe, konkretnie ukierunkowane wydawnictwa mogą stymulować rozwój publikacji naukowych w Polsce, kreując realny popyt i popularyzując akademicką refleksję dużo skuteczniej niż wydawnictwa uczelniane, których rentowność nie jest wymagana.

Zostawmy jednak na boku kwestie wydawnicze i spójrzmy na „Tragiczną wizję” z właściwego nam punktu widzenia: czytelnika. To trudne, bo jeśli cała publikacja ma w zamierzeniu popularyzować naukową refleksję nad literaturą Poego, zastanowić się trzeba przede wszystkim, czy ta konkretna pozycja jest w stanie to zrobić: czy jest w stanie zainteresować czytelnika popularnego, czy może zostać przez niego właściwie zdekodowana i wreszcie – czy w tym wszystkim zostaje miejsce na jakąś przyjemność, bo przecież taki czytelnik nie sięga po literaturę z nadzieją na zaliczenie przedmiotu, zdanie sesji czy uzyskanie dyplomu. Sięga po nią, bo chce miło (lub pożytecznie, czego świadomość i tak przekłada się na zadowolenie) spędzić czas. Oczywiście kwestia ta jest o tyle kłopotliwa, że zajmując się literaturą zawodowo, sam mogę jedynie zgadywać reakcje tak wymodelowanego odbiorcy, choć postaram się moje projekcje argumentować.

Niestety struktura typowej pracy naukowej mocno osłabia jej atrakcyjność. Elementy konieczne z perspektywy akademickiej: przybliżenie stanu badań, precyzyjne dookreślenie tematu, przede wszystkim zaś opis metodologiczny, ujmują przystępności i powabu. Nie inaczej jest w przypadku książki Studniarza. Pierwszy jej rozdział, „Tragiczna wizja i jej literacki kształt”, opisuje kategorie tragedii i tragiczności od antyku aż po romantyzm. Trudno mi sobie wyobrazić, jak rozdział ten zdobywa uznanie lub chociaż zainteresowanie fana twórczości Poego, który sięga po tę książkę, by dowiedzieć się nieco więcej o twórczości swojego ulubionego pisarza. Może nieco więcej uwagi poświęci kolejnemu rozdziałowi – „Rodowody literackie Edgara Allana Poego” – jednak ukazanie pisarstwa autora „Ligei” na tle amerykańskiej formacji romantycznej może się okazać nadal rozczarowujące (choć samo w sobie jest trafne i ciekawe na tle opracowań „europocentrycznych”). Zatem czytelnik chcący lepiej poznać Poego musi czekać do trzeciego rozdziału – niemal do połowy książki! – by zacząć zaspokajać swoją ciekawość. O ile oczywiście nie porzuci wcześniej lektury.

Szczęśliwie w drugiej połowie znaleźć można wiele interesujących interpretacji i tropów. W tym tkwi siła prezentowania literatury naukowej czytelnikowi spoza akademii: odsłania przed nim zarówno nowe odczytania, jak i nowe sposoby czytania. Nawet jeśli te pierwsze wydadzą mu się nieprzekonujące, to sam sposób ich wypracowania może się okazać inspirujący. Zresztą niezgoda na konkretną interpretację jest może nawet bardziej stymulująca, wymuszając wypracowanie odrębnego stanowiska, jego uargumentowanie etc. Oczywiście nie odbywa się to – i odbywać nie musi – na zasadach sporu naukowego, wystarczy jednak prywatna odpowiedź, intymny namysł, by doświadczenie lektury Poego (a jego wzorem także innych pisarzy) zostało pogłębione.

Czy naprawdę konwencja pracy naukowej wymusza jej nieatrakcyjność w oczach fanów tej czy tamtej literatury, tego czy tamtego autora, o ile nie wywodzą się z kręgów akademickich lub do nich nie pretendują? Wydaje mi się, że nie. Konwencja tych prac jest przecież wymuszana jedynie przez względy formalne, to znaczy publikacje muszą spełniać kryteria naukowości dopóty, dopóki stanowią podstawę przyznawania punktów, grantów, nadawania tytułów itp. Kiedy mają to już za sobą, kiedy zostają „uwolnione” (czy jednak ten cudzysłów jest tu konieczny?) przez wydawnictwo popularne, mogą odrzucić to, co je ograniczało. Mogą odejść od pierwotnej i pierwotnie koniecznej precyzji w stronę lekkości i atrakcyjności. Mogą zostać ZREDAGOWANE.

Skalpel, który widnieje w logo serii Wiwisekcje Grozy, powinien zostać potraktowany cokolwiek dosłownie. Powinien służyć okrojeniu pierwotnego tekstu naukowego w sposób pozwalający wpasować go nie tyle w gusta, ile w oczekiwania czytelnika popularnego. Nawet jeśli miałoby to sprowadzić rozmiar pracy do dłuższego eseju, stałoby się z pożytkiem dla odbiorcy, a w konsekwencji także dla autora, który – zyskawszy za pierwszym razem profity naukowe – zyskałby także w oczach czytelnika. A czytelnicy grozy, piszę z doświadczenia, spragnieni są prac omawiających ten odłam literatury i twórców dla niego znaczących. Powinniśmy pytać nie o to, CZY chcą takich książek, ale JAK by one miały wyglądać.

Czy w takim razie „Tragiczna wizja” to zły wybór? Bynajmniej! Badacze literatury znajdą w niej wiele ciekawych tropów. Fani Poego – też, ale będą musieli przebrnąć przez niekoniecznie interesujące (ich) fragmenty. Być może Poe był ofiarą swoich czasów, presji ekonomicznej, która zmuszała go do pisania rzeczy poczytnych, jednak koniec końców na tych rzeczach i na tej poczytności wyrósł na autora legendarnego. Czy nie jest to przykład godny naśladowania?
Sławomir Studniarz: „Tragiczna wizja. Rzecz o nowelistyce Poego”. Phantom Books Horror. Szczecinek 2018 [seria: Wiwisekcje Grozy].