ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Olimpia Orządała,

OBCE MIASTO LAT DZIECINNYCH (MERAL KUREYSHI: 'SŁONIE W OGRODZIE')

A A A
Powieść „Słonie w ogrodzie” jest udanym debiutem prozatorskim pisarki pochodzącej z Kosowa, która jako dziecko musiała wyemigrować z rodziną do Szwajcarii. Meral Kureyshi urodziła się w kosowskim Prizren i podobnie jak główna bohaterka należała do mniejszości tureckiej w Jugosławii. Choć w książce, która w 2016 roku była nominowana do Swiss Book Prize, ani razu nie pada imię czy nazwisko protagonistki i narratorki zarazem, to można ją utożsamiać z autorką ze względu na podobieństwo biograficzne.

Zbiór nieraz intymnych reminiscencji, związanych z dawnym życiem młodej dziewczyny w kosowskim mieście, a także późniejszym mieszkaniem w szwajcarskim Bernie, opowiada przejmującą historię o stracie nie tylko ukochanego ojca, ale również domu, którym była Jugosławia. Po śmierci ojca główna bohaterka odwiedza rodzinne Prizren, by zmierzyć się z przeszłością i odnaleźć utraconą tożsamość. Powracając po latach do miasta swego dzieciństwa, odczuwa rozczarowanie, ponieważ nic nie jest już takie, jak przedtem. Prizren, które w myślach dziewczyny od zawsze jawiło się jako mityczna kraina, całkowicie zmieniło się przez wojnę, podobnie jak bohaterka, która przestała być tą samą osobą, jaką była przed wyjazdem. W efekcie „Słonie w ogrodzie” dają się także czytać jako opowieść inicjacyjna o stawaniu się kobietą.

Ucieczka z Kosowa do Szwajcarii z powodu wojny w Jugosławii z lat 1992–1995 diametralnie zmieniła życie bohaterki i jej rodziny. W wieku dziesięciu lat została wyrwana z ukochanego miasta, w którym żyli jej dziadkowie, przyjaciele i znajomi. Narratorka została tak naprawdę pozbawiona szczęśliwego dzieciństwa i młodości, szybko bowiem musiała dojrzeć. Jak sama mówi: „Byłam mała, lecz jednak wystarczająco duża, żeby nie wolno mi było być małą” (s. 21). W Bernie tęskni za rodzinnym Prizren i za dawnym życiem. Nieustannie towarzyszą jej kłótnie rodziców z powodu braku pieniędzy i pozwolenia na pracę, zamartwianie się, nuda, brak bliskich koleżanek oraz samotność. Rodzinie bieda doskwierała również wcześniej. Dziewczyna tak opowiada o trudnościach, jakie spotkały jej bliskich: „Przez trzynaście lat nie mogliśmy opuścić Szwajcarii. Przez trzynaście lat Baba nie mógł podjąć legalnej pracy. Przez trzynaście lat byliśmy wykluczeni. Po trzynastu latach stałam się kobietą, a moi dziadkowie zmarli” (s. 57).

Bohaterka wstydzi się swojego nudnego, prostego i biednego życia, marząc o lepszej egzystencji, dlatego często opowiada nieprawdziwe historie, chcąc tym samym w jakiś sposób zaimponować słuchaczom i zyskać ich sympatię, nade wszystko bowiem pragnie zwrócić na siebie uwagę i chce zostać wysłuchana. To swoiste wołanie o pomoc. Oprócz potrzeby wysłuchania pojawia się też pragnienie miłości i bliskości, co pokazuje następujący fragment: „Jeszcze nigdy nie byłam niezakochana. Najpierw zakochałam się w chłopcu, który pożyczył mi swój długopis, potem w chłopcu, który spytał o moje imię, później w tym, który podzielił się ze mną swoją bułką, po nim w tamtym, w którym podkochiwały się wszystkie inne dziewczyny. Jeszcze potem kochałam się w mężczyźnie, który przytrzymał przede mną drzwi, następnie w innym, który złożył mi życzenia z okazji urodzin, dalej w tym, który był moim najlepszym przyjacielem, po tym w takim, który mi powiedział, że mam piękne oczy, potem również w tym, który nosił jasnoniebieską koszulę, i w tym, który był błyskotliwy, jeszcze w tym, który zaprosił mnie do restauracji, później jeszcze w takim, który polecił mi pewna książkę, i w tym, który nieoczekiwanie pocałował mnie na ławce, a w międzyczasie byłam zakochana jeszcze w innych” (s. 108).

Narratorka była bardzo związana z ojcem, wciąż wspomina wspólnie spędzone z nim chwile. Zostaje on ukazany jako troskliwy, czuły i rozumiejący, a przede wszystkim dający poczucie bezpieczeństwa rodzic. Z matką natomiast łączyły ją raczej dość chłodne relacje. Mieszkanie w Szwajcarii sprawiło, że córka i matka stały się sobie obce. Dziewczyna przyznaje, że: „Turecki stał się językiem obcym. Językiem ojczystym stał się niemiecki, z każdym tureckim słowem, które zapominały moje usta, Anne stawała mi się bardziej obca […]” (s. 133–134). Porzucenie języka ojczystego jest symbolicznym znakiem utraty tożsamości, wszak jak sama mówi: „Porzucając język dzieciństwa, opuściłam samą siebie” (s. 136).

Protagonistce wciąż towarzyszy pytanie: kim byłaby, gdyby nie opuściła Prizren. Zastanawia się: „Czy gdyby nie odebrano mi mojego dzieciństwa, byłabym bardziej sobą niż jestem teraz – połowicznie?” (s. 137). Dziewczyna, powracając do rodzinnego Prizren, uświadamia sobie, że już tam nie pasuje. W mieście, które zawsze kochała i za którym przez lata tęskniła, czuje się teraz obco. Jej korzenie zostały utracone. Ale równocześnie nieswojo czuje się w nowym miejscu zamieszkania. Narratorka podkreśla trudności związane z asymilacją i poczucie wykluczenia.

W snutej przez Kureyshi historii przeszłość miesza się z teraźniejszością, wydarzenia z Prizren z wydarzeniami z Berna. Jedno wspomnienie wywołuje kolejne reminiscencje, co sprawia, że opowieść jest poszatkowana. Autorka posługuje się prostym, choć momentami poetyckim językiem. Śmierć ojca staje się dla bohaterki impulsem do powrotu do przeszłości i podjęcia próby odszukania utraconej tożsamości. Wspomnienia o ojcu przepełnione są żalem i niczym niedającą się zastąpić tęsknotą. Proza ta przywołuje na myśl takie książki, jak „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy czy „Umarł mi. Notatnik żałoby” Ingi Iwasiów, które również opowiadają o utracie rodzica. Pomimo że wyjazd głównej bohaterki i jej rodziny był spowodowany toczącą się wojną w Jugosławii, autorka niestety w żadnym stopniu nie skupiła się na tym aspekcie. A szkoda, bo ów wątek mógłby niewątpliwie uczynić snutą w powieści historię bardziej emocjonalną i dramatyczną. Nie o to chyba jednak chodziło, skoro pisarka nie nadała bohaterom w zasadzie żadnych imion, czyniąc ze swej opowieści prozę uniwersalną.

„Słonie w ogrodzie”, składając się z pourywanych, intymnych wspomnień, są zatem nostalgiczną opowieścią o wykorzenieniu, o utraconej młodości i rozbitej tożsamości oraz próbie jej odnalezienia, a także o nieustannej tęsknocie za dawnym życiem, które nie ma prawa powrócić, i o przeżywaniu straty najbliższej osoby. Dla głównej bohaterki rodzinne miasto Prizren stało się obce, a Szwajcaria jeszcze nie stała się bliska. To smutna i refleksyjna historia o braku przynależności i posiadania swojego miejsca na ziemi.
Meral Kureyshi: „Słonie w ogrodzie”. Przeł. Urszula Poprawska. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2018.

Książka ukazała się pod patronatem medialnym „artPapieru”.