Wydanie bieżące

15 lipca 14 (350) / 2018

Martyna Okrajni,

UCIEKAJĄC OD CIERPIENIA (NATALIA FIEDORCZUK: 'ULGA')

A A A
Po dwóch latach od debiutanckiej powieści „Jak pokochać centra handlowe” Natalia Fiedorczuk powraca z nową książką, przez wydawcę zapowiadaną jako „huragan, który zbiera wszystko po drodze, zostawiając niepokojącą ciszę”. I rzeczywiście, to niebywale dojmująca narracja, obok której nie można przejść obojętnie. „Ulga” – bo o tej powieści mowa – została pomyślana jako historia składająca się z migawek z życia współczesnych trzydziestolatków, którzy zmagają się z życiowym rozczarowaniem. Ani posiadany dom w zacisznej części dużego miasta, ani praca w dobrze prosperującej korporacji, ani w końcu relacje rodzinne nie przynoszą bohaterom książki satysfakcji. Proza życia okazuje się piekłem na ziemi. Bezskutecznie poszukują tytułowej ulgi, czyli złagodzenia cierpienia. Lęki oraz frustracje przeobrażają w złość i agresję, by finalnie próbować zwalczyć je albo na spotkaniach grupy modlitewnej, albo przy pomocy środków farmakologicznych lub psychotropowych. Pisarka w swojej najświeższej powieści porusza bowiem kwestie związane z bezradnością, depresją, religią, gwałtem, poronieniem, przemocą domową czy uzależnieniami. Fiedorczuk przede wszystkim postawiła na (i)granie z wrażliwością odbiorcy, wydobywając na powierzchnię skrajne uczucia: sympatię, współczucie, ale i przygnębienie oraz irytację, przez co „Ulga” przekracza granice poczucia komfortu. Jej najmocniejszą stroną jest owa emocjonalność, ale też projekcja „ciemnej” strony ludzkiej natury i stopniowe odkrywanie bolesnych przeżyć głównej bohaterki Karoliny oraz skomplikowanych historii pozostałych postaci powieści.

W mającym prawie pięćdziesiąt stron Prologu poznajemy trzydziestokilkuletnią kobietę, która odtwarzając wydarzenia sprzed trzynastu lat, zmaga się z poczuciem wyobcowania. Karolina jako młoda dziewczyna wyjechała do Berlina na stypendium naukowe, gdzie poznała przystojnego i błyskotliwego Johana, przed którym otworzyła „ciężki, żeliwny właz osłaniający wejście do jej podziemnego świata”. Półroczna emigracja miała być ucieczką przed dotychczasowym, niezbyt udanym życiem osobistym, a znajomość z Niemcem traktowała jako początek nowego etapu. Ten jednakże okazał się niedojrzałym emocjonalnie mężczyzną, którego przerosła odpowiedzialność. W rezultacie bohaterka zaznała odtrącenia i pierwszego, lecz nie ostatniego, rozczarowania. Zdaje się bowiem, iż trzynaście lat później codzienne życie okaże się równie przykre, jak odrzucenie ze strony młodego chłopaka. Zamiast realizować marzenia, Karolina zamieszka na deweloperskim osiedlu w domu na kredyt, praca okaże się nader stresująca, a mąż – bojącym się podejmowania decyzji mężczyzną, przy którym trwa jedynie z przyzwyczajenia. Wszak można zastanawiać się, czy kobieta potrafiła kochać. Nikt nie nauczył jej bowiem znaczenia słowa „miłość”. Wychowywała się w pozbawionym pozytywnych uczuć domu, w którym najczęściej słyszalna była cisza. Matka Karoliny jako pielęgniarka niejednokrotnie pracowała po 48 godzin w szpitalu, zostawiając małą dziewczynkę samą. Kobieta obwiniała córkę o niespełnione marzenia oraz rozpad rodziny, zapominając, iż za jej życiowe nieszczęścia odpowiedzialny był przede wszystkim mąż-sadysta, od którego musiała uciec. Rzeczywistość, w której przyszło jej egzystować, okazała się natomiast na tyle nieznośna, iż nie potrafiła funkcjonować bez leków. Wydaje się, że na swój sposób Weronika chciała dla córki lepszego życia, niż miała sama. Od dziewczynki oczekiwała siły, determinacji oraz życiowego nieprzejednania. Dostała zaś wrażliwą, nieporadną i wycofaną istotkę, która najbardziej na świecie pragnęła obecności i uwagi mamy. Nie będąc kochaną przez własną matkę, Weronika nie potrafiła jednak ani okazać czułości córce, ani zaakceptować charakteru Karoliny. W konsekwencji główna bohaterka „Ulgi” została pozbawiona pozytywnego wzorca. Sama będąc matką, nie poważała „inności” syna. Rodzicielka nie nauczyła jej także ani jak walczyć o siebie, ani jak radzić sobie z przeciwnościami losu. Dlatego chociażby po utracie nienarodzonego dziecka kobieta próbowała na swój indywidualny sposób uwolnić się od wszechogarniającego cierpienia. Uciekła więc w depresję oraz szaleństwo, czyli w to, w co od stuleci uciekały kobiety. Dziedzicząc zachowania matki, ulgi poszukiwała w lekach, których zażycie pomagało jedynie na moment.

Fiedorczuk codzienność powieściowych kobiet przedstawia jako piekło, z którego trudno się uwolnić. Warto jednak zauważyć, iż autorka „Jak pokochać centra handlowe” cierpienia nie oszczędza także męskim bohaterom „Ulgi”. Dość przywołać Jacka – męża, ojca, pracownika dużej korporacji, dla którego powszedniość również okazała się niełatwa. W życiu rodzinnym nie odczuwał bowiem spełnienia. Nie dojrzał ani do roli męża, ani ojca. Wszak to słaby psychicznie chłopiec w ciele mężczyzny, postrzegający życie jako zabawę. Przelotne romanse, przedmiotowe traktowanie kobiet, zażywanie „mefki” czy poniżanie innych to tylko niektóre z jego niedziecięcych igraszek. Przerastały go zaś pozornie prozaiczne czynności, a do poszukiwania chwilowej ulgi w narkotycznych ekstazach popędzała żona. Nieustanne potyczki z Alicją wyzwalały w nim wszystko to, co najgorsze, by w końcu stać się oprawcą własnej żony oraz gwałcicielem sąsiadki. Wszakże w „Uldze” agresja to z jednej strony symboliczna demonstracja władzy, z drugiej zaś moment wyznaczający powolny upadek bohatera.

Ciekawym fabularnie rozwiązaniem wydaje się oddanie głosu bezpośrednio Jackowi, który prezentuje męski punkt widzenia. Z jego wewnętrznych monologów można wywnioskować, iż owa przemoc to de facto objaw strachu i niemocy. Można zastanowić się nad tym, czego obawia się mężczyzna, który „chwyta Alicję z całej siły za bluzkę, a potem za cienkie, kościste ramiona i podciąga ją wysoko do góry. Przerzuca ją w lewy kąt pokoju, tam, gdzie stoi okrągły stół z krzesłami. Kobieta spada na podłogę z głuchym łoskotem. […] kilka razy uderza jej głową o podłogę”. Otóż Jacek lęka się przede wszystkim utraty wizerunku „prawdziwego” mężczyzny, definiowanego jako „gwałtowny, popędliwy wojownik, uzurpator”. W konsekwencji brutalnie krzywdził kobiety, które finalnie okażą się psychicznie silniejszymi od niego. Fiedorczuk znakomicie portretuje podwójnie skomplikowane relacje kat – ofiara. Z jednej strony autorka „Jak pokochać centra handlowe” początkowo prezentuje schematy przemocy objawiające się obarczaniem poczuciem winy ofiary, biernością wobec krzywdziciela czy syndromem sztokholmskim. Zaś z drugiej strony „Ulga” to opowieść ukazująca niepokorność oraz walkę o godność i tożsamość kobiet. Ponadto pisarka kreśli portret psychologiczny oprawcy, który czuje, że nie wszystko, co robi, jest w porządku. Pojawiające się w chwilach przebłysku świadomości wyrzuty sumienia stara się jednak stłumić silnymi doznaniami. Z powodu przyzwolenia na tzw. kulturę gwałtu nie potrafi zatrzymać karuzeli złych czynów.

„Ulga” nie jest jednak powieścią pozbawioną usterek. W książce można odszukać ogrom niepotrzebnych, „przegadanych” fragmentów. Kreacja głównej bohaterki przywodzi natomiast na myśl wiele literackich postaci. Dość przywołać tytułową bohaterkę „Jolanty” Sylwii Chutnik. Karolinę i Jolantę łączy przede wszystkim „zwyczajność”, poczucie niespełnienia w roli żony i matki oraz dziedziczność zachowań. Kobiety nie do końca także wiedzą, czego oczekują od siebie oraz swoich partnerów. W konsekwencji nie potrafią zmienić własnego życia, które nie przynosi satysfakcji. Obie są ofiarami gwałtu, co destrukcyjnie wpłynęło na ich osobowość. Wreszcie od cierpienia uciekają w depresję, szaleństwo i uzależnienia. I Fiedorczuk, i Chutnik można wpisać zarówno w nurt prozy psychologicznej, jak i tej zaangażowanej społecznie. Autorkę „Jak pokochać centra handlowe” wyróżnia jednakże szczególna emocjonalna wrażliwość na krzywdę innych. Natalia Fiedorczuk z chirurgiczną precyzją przedstawia depresyjny świat, od którego czytelnik pragnie jak najszybciej uciec. Przytłacza multiplikacja zła objawiająca się opisem traumatycznych doświadczeń, jak i realność fikcji. Na niewiele zda się odłożenie książki, wszak nie odczuwamy tytułowej ulgi. Powieść pozbawiona jest łatwego dydaktyzmu, a sama autorka nie mówi, jak powinniśmy żyć. Skłania jednak do rozmyślań na temat tego, czy podjęte życiowe decyzje to te właściwe, a relacje rodzinne i/lub zawodowe są satysfakcjonujące. W wątpliwość poddaje zasadność porzucania marzeń na rzecz tzw. wyższych celów oraz wyrządzania krzywd osobom, które pozornie są sobie najbliższe. To tylko kilka refleksji, jakie nasuwają się po lekturze „Ulgi” Natalii Fiedorczuk. Powieści, która na długo pozostaje w pamięci.
Natalia Fiedorczuk: „Ulga”. Wielka Litera. Warszawa 2018.