Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (351-352) / 2018

Magdalena Kempna-Pieniążek,

W RĘKACH NORN (LUDZIE PÓŁNOCY. TOM I. SAGA ANGLOSASKA)

A A A
Mroczne opowieści o wikingach z mroźnej Północy cieszą się w popkulturze niesłabnącym zainteresowaniem. Nic dziwnego, wszak wiele elementów pracuje na ich atrakcyjność: awanturnicza działalność bohaterów niestroniących od przemocy, charakterystyczna kultura materialna, mitologia pełna charyzmatycznych postaci oraz spektakularne pejzaże. Seria „Ludzie Północy” Briana Wooda wykorzystuje wszystkie te motywy, dodając do nich typowy dla współczesnych reinterpretacji klasycznych opowieści rys (co prawda subtelnej) dekonstrukcji. Jej pierwszy, anglosaski tom w tym samym stopniu podtrzymuje mit walecznego i okrutnego wojownika z Północy, co podkopuje ideologię patriarchatu, na której jest on ufundowany.

Każda z opowieści zamieszczonych w zbiorze została osadzona w innej czasoprzestrzeni, począwszy od północnej Anglii w roku 793 po wikińską część Irlandii w roku 1014. Wood przytacza konteksty historyczne tylko w ilości niezbędnej do tego, by czytelnik zorientował się, kto i z kim walczy – nic więcej. Polityczne niuanse, szczegółowy przebieg kolejnych inwazji i dokładne dzieje pobytu wikingów na terenach Wysp Brytyjskich i ich okolic zamazują się niczym mgła spowijająca horyzont na północnych morzach. Dla bohaterów nie wydają się one przecież istotne. Bez względu na to, czy protagonistami są tubylcy czy najeźdźcy, kaci czy też ofiary, liczy się dla nich przede wszystkim przetrwanie w otaczającym ich chaosie. Kategorie „tubylców” i „obcych” okazują się tu zresztą bardzo nieostre. Kto bowiem w gruncie rzeczy ma prawo do miana ludu tej ziemi? Czy napadani przez Sasów Normanowie? Przecież i oni nie tak dawno byli najeźdźcami, a wyparci przez nich Piktowie jeszcze całkowicie nie wyginęli. Duża rozpiętość czasu akcji w doskonały sposób obrazuje dynamikę średniowiecznych migracji i podbojów, w której pamięć o wydarzeniach sprzed dwóch czy trzech wieków była zacierana w imię konieczności skupienia się na walce toczonej tu i teraz.

Z różnorodnością tego świata i targających nim konfliktów współgrają style rysowników zatrudnionych do zilustrowania serii Wooda. Co istotne, każda z obranych estetyk koresponduje z kulturowymi wyobrażeniami na temat świata wikingów. Wszystko w tym pięknie wydanym albumie wydaje się usytuowane na właściwym miejscu: oscylująca między realizmem i ekspresjonizmem wizja Deana Ormstona („Lindisfarne”), surowe, zmierzające w stronę symbolizmu kadry Danijela Žeželja („Panny tarcz”), komiksowa maniera Davide Gianfelicego, uruchamiająca pamięć o popkulturowych trawestacjach wikińskich opowieści („Swen, który powrócił”), delikatna, przypominająca szkic kredką kreska Marian Churchland („Córka Thora”) czy wreszcie drobiazgowy w kreśleniu zarówno pejzażu, jak i mimiki bohaterów styl Ryana Kelly’ego („Krzyż i młot”). Estetyczną spójność zapewnia tomowi paleta kolorów przygotowanych przez Dave’a McCaiga, odpowiedzialnego za szatę barwną czterech z pięciu opowieści, operującego szerokim wachlarzem odcieni: od ciepłych brązów i czerwieni, po najchłodniejsze błękity i szarości.

Przewodnim motywem sagi Wooda jest walka. Wewnętrzne spory, rodowe waśnie czy opór stawiany najeźdźcom napędzają intrygę każdej historii. Bohaterowie przenoszą w obszar tych zmagań osobiste konflikty. Młodzi, tak jak Edwin z noweli „Lindisfarne” czy Birna, tytułowa „Córka Thora”, wykuwają w nich swoją tożsamość, poszukują odpowiedzi na pytanie o własne „ja”. Trzy bohaterki „Panien tarcz”, skonfrontowane z grozą najazdu, dorastają do ustanowienia samych siebie jako podmiotów, a nie – jak do tej pory – biernych obserwatorek działań mężczyzn. Protagonista „Swena, który powrócił” sieje postrach w oddziałach wuja, który bezprawnie odebrał mu dziedzictwo, jego zemsta motywowana jest jednak czymś innym niż pragnieniem materialnych dóbr – chodzi w niej raczej o prawo do kształtowania własnego losu wbrew nakazom tradycji. Wreszcie Magnus z „Krzyża i młota”, realizując misję oczyszczania Irlandii z Normanów, w gruncie rzeczy pragnie uwolnić się od nękającego go poczucia winy.

Opozycje wyrażone wprost i przedstawione jako dwie strony sporu (Anglicy kontra Sasi, Anglosasi kontra Duńczycy, Normanowie kontra Sasi lub Irlandczycy) krzyżują się u Wooda z konfliktami o bardziej symbolicznym charakterze, zogniskowanymi wokół wartości, stylów życia czy światopoglądów. W „Lindisfarne” będzie to starcie dwóch systemów wierzeń: dawnych mitów i chrześcijaństwa, w „Swenie, który powrócił” ujawnią się odmienne podejścia do tradycji – ślepe przywiązanie do niej i poszukiwanie w jej obrębie własnej, twórczej drogi, a w „Pannach tarcz” dojdzie do konfrontacji patriarchatu (zawsze tak samo opresyjnego dla kobiet, bez względu na narodowość i wyznanie najeźdźców) z kobiecą wolą przetrwania.

Tym, co w pierwszym tomie „Ludzi Północy” zasługuje na szczególną uwagę, jest jego delikatnie feministyczny rys. W serii Briana Wooda kobiety pełnią istotną rolę, zdecydowanie wykraczającą poza kojarzoną z kulturą wikingów funkcję obiektu symbolicznej wymiany między mężczyznami. To one (nawet zza grobu) są strażniczkami etnicznej tożsamości („Lindisfarne”), potrafią przetrwać na przekór całemu złu („Swen, który powrócił”), udźwignąć na swych barkach ciężar walki („Córka Thora”), wreszcie: przeciwstawić się mężczyznom („Krzyż i młot”, „Panny tarcz”). Znacznie bardziej stereotypowe wydają się zawarte w „Ludziach Północy” wizerunki mężczyzn: wojowników (czasem dopiero aspirujących), dążących do potwierdzenia lub utrwalenia własnego statusu na polu bitwy (częściej) lub w relacjach z kobietami (rzadziej), opętanych myślą o zemście, skłonnych do przemocy i realizujących taką czy inną misję. Galeria kobiecych postaci okazuje się ciekawsza: są w niej trzy duńskie wdowy próbujące umknąć przed Anglosasami („Panny tarcz”), żyjąca blisko natury łuczniczka Enna z ludu Piktów („Swen, który powrócił”), młodziutka Birna Thorsdottir walcząca o swoje dziedzictwo („Córka Thora”) oraz dzielna Irlandka Brigid samodzielnie kształtująca swój los w kraju spływającym krwią. Na drugim planie przewijają się jeszcze inne postaci: Thora, jedna z kochanek Swena, choć próbuje oprzeć swoją strategię przetrwania na grze ciałem, otrzymuje przywilej honorowej śmierci z mieczem w dłoni; z kolei pierwsza miłość protagonisty, Zoe z Konstantynopola, zaprezentowana zostaje jako przedsiębiorcza kobieta sukcesu, sprawnie zarządzająca rodzinnymi interesami. „Ludzie Północy” nie stanowią może próby opisania kultury wikingów i podbijanych przez nich ludów z kobiecej perspektywy, z pewnością jednak kreują wielowymiarowy (także w sensie demograficznym) obraz tworzących ją społeczności.

Nieprzypadkowo najmocniej eksponowanym w tomie elementem nordyckiej mitologii są Norny – boginie przeznaczenia, przędące nić ludzkiego życia. W wątku tym pobrzmiewa charakterystyczna dla całego tomu podwójność znaczeń. Przędziona nić symbolizuje bowiem zarówno ulotność istnienia, które może zostać w każdej chwili przerwane, jak i status kobiet w kulturach Północy, o którym jedna z bohaterek „Panien tarcz” mówi: „Życie kobiety to przędzenie. Każda z kobiet przędzie surowe runo w wełnę, nić na kądzieli. Robi to co dzień, w każdej wolnej chwili danej jej przez bogów. Młode i stare, wszystkie kobiety przędą od narodzin aż po śmierć” (s. 73). Prządki Briana Wooda są niestrudzone, silne i niezłomne. Kiedy trzeba, potrafią wziąć w swe ręce nić nie tylko własnego losu, lecz także otaczających je mężczyzn. I to często ze spektakularnym skutkiem.
Brian Wood i inni: „Ludzie Północy. Tom I. Saga Anglosaska” („Northlanders Book 1: The Anglo-Saxon Saga”). Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018.