sierpień 15-16 (351-352) / 2018

Krzysztof Grudnik,

TRZEWIA DYSTOPIJNEJ METROPOLII (TRANSMETROPOLITAN. TOM 1-2)

A A A
„Transmetropolitan” jeden z flagowych komiksów, który kojarzy większość dorosłych fanów tego medium. Komiks, który jako jedyny przetrwał upadek swego macierzystego wydawnictwa (Helix, imprint DC) i który do wydawnictw nie ma szczęścia także nad Wisłą, bo nigdy jeszcze nie ukazał się tu w całości. Choć na Zachodzie ostatni zeszyt wyszedł w 2002 roku, po polsku nadal się go nie doczekaliśmy. Jest jednak nadzieja, ponieważ za jego publikację zabrał się Egmont. Po wydaniu dwóch zbiorczych tomów (obejmujących łącznie zeszyty 1-24) już przeskoczył wcześniejsze starania Mandragory, która w latach 2002-2003 wydała pierwsze dwanaście numerów (w trzech tomach), w roku 2006 wypuściła je powtórnie w zbiorczym wydaniu, by w kolejnym roku wydać zbiór zeszytów 13-18. To nawet nie jedna trzecia historii (liczącej sześćdziesiąt numerów), więc jest czego wyczekiwać i za co trzymać kciuki.

Od problemów z wydawcą zaczyna się zresztą cała historia opowiedziana przez Warrena Ellisa. Jej bohaterem jest Spider Jerusalem, w polskim przekładzie (niestety) tłumaczony jako Pająk Jeruzalem. Z Peterem Parkerem łączy go zresztą nie tylko ksywka, ale i praca dla gazety. A w zasadzie: łączyła, bo po spektakularnym sukcesie jego artykułów i książki Jeruzalem udał się na zasłużony, pięcioletni odpoczynek na górskim odludziu. Trwałby on zapewne dłużej, gdyby bohatera nie dopadła jedna z najpotężniejszych klątw ponowoczesności: kapitalizm. Oto o Pająku przypomniał sobie dawny wydawca, oczekujący na dwie kolejne książki obiecane w umowie. Bardzo trudno pisać tę recenzję, unikając przy tym wulgaryzmów, dlatego wyrażenie „zdenerwowany” w zdaniu: „Mocno zdenerwowany Pająk wraca do wielkiego Miasta, aby znaleźć w nim temat odpowiedni dla jego publikacji” proszę potraktować jako eufemizm.

By mieć się z czego utrzymać, Jeruzalem odnawia współpracę z gazetą, w której publikuje felietony. Materiałów do nich dostarcza mu zaś samo wielkomiejskie życie. A raczej: Pająk wydziera je miastu z subtelnością godną Hulka. Dzięki temu opowieść nabiera swoistego rytmu odmierzanego przez kolejne artykuły, stanowiące podsumowanie poszczególnych historii. W tle zaś powstaje grubszy materiał, spajający przygody protagonisty i nadający się na książkę. Tematy, jakie tropi Pająk, są różnorodne. Duża część z nich dotyczy polityki (od zamieszek w slumsach przez religijnych naciągaczy po wybory prezydenckie i całą masę przekrętów z nimi związanych), futurystycznej kultury (przeładowanie reklamami, zamrażanie ludzi, rezerwaty dawnych cywilizacji) czy przekraczania granic ludzkiego ciała (poprzez krzyżowanie DNA z kosmitami albo rozpraszanie umysłu w cyfrowej chmurze).



Dodatkowym atutem komiksu Ellisa jest fantazyjny obraz dystopijnej przyszłości. W futurystycznej metropolii napotkamy pełno pomysłowych gadżetów, od multi-fifek pozwalających na jednoczesne palenie kilku papierosów (co jest całkowicie bezpieczne, ze względu na tabletki przeciwdziałające nowotworom), przez szafy tworzące ubrania na zamówienie właściciela, okulary z wbudowanym aparatem, po pistolet wywołujący u wrogów różnego rodzaju rewolucje żołądkowe. Na kadrach rysowanych przez Daricka Robertsona, przebogatych w detale, zobaczymy też niezliczoną ilość futurystycznych kreacji i zmodyfikowanych ludzi oraz zwierzęta. Trójoki i dwunosy kot przygarnięty przez Pająka, podobnie jak właściciel niestroniący od papierosów, to absolutne mistrzostwo projektowania postaci. Zresztą wszyscy bohaterowie ukazani na łamach „Transmetropolitan” są oryginalni, nieco szaleni, ale przy tym wielowymiarowi i ciekawi. Ellis sprawnie kreśli relacje wiążące protagonistę zarówno z jego – nazwijmy ich tak – przyjaciółmi, jak i wrogami.

Sam Pająk Jeruzalem to doskonale skonstruowany antybohater. Nie taki, jakiego chcemy, ale taki, jakiego potrzebujemy. Przepełnia go cynizm, niechęć wobec otaczającego świata, nienawiść do skorumpowanych polityków. Jednak ta negatywna energia zostaje właściwie ukierunkowana. Walcząc piórem (klawiaturą) i wspomnianym pistoletem, Pająk staje w obronie słabych i pokrzywdzonych. Próbuje przeniknąć plugawy świat, w którym przyszło mu żyć, a raczej: do którego przyszło mu powrócić po latach izolacji, i odnaleźć w nim sens – choć prawidła nim rządzące nie są ani dobre, ani sprawiedliwe.

Jest w postaci Pająka jeszcze coś, co sprawia, że czytelnik szybko zaczyna darzyć go sympatią. Przy wszystkich swoich wadach, Jeruzalem pokazuje nam, że każdy może być bohaterem. Że nie są do tego potrzebne nadludzka siła, lasery w oczach ani trykot z peleryną. Wystarczy głowa na karku i serce we właściwym miejscu. Jeśli raz jeszcze wolno mi odwołać się do Spider-Mana, to kwestia relacji siły i odpowiedzialności jest niebywale istotna dla „Transmetropolitan”. Nie chodzi tu wszakże o nadludzką tężyznę fizyczną, ale o moc sprawczą, dostępną dla każdego: polityka, duchownego, dziennikarza. Każdy może zmieniać świat, podważać status quo, dekonstruować rzeczywistość. Obnażać prawdę, przenikać manipulacje. To właśnie robi Pająk, jest w tym szalenie skuteczny i zaskakująco… inspirujący. Wydaje mi się, że właśnie w tym tkwi olbrzymi sukces tego komiksu i nieodparta ochota, by sięgnąć po kolejne tomy. Oby tym razem było nam to dane!
Warren Ellis, Darick Robertson: „Transmetropolitan. Tom 1-2” („Transmetropolitan”). Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018.