Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (351-352) / 2018

Michał Misztal,

HOLLYWOODLAND (ZAĆMIENIE)

A A A
„Zaćmienie” to kolejne wspólne komiksowe przedsięwzięcie scenarzysty Eda Brubakera oraz rysownika Seana Phillipsa, autorów znanych z takich tytułów jak „Criminal” czy wydanych także w Polsce serii „Fatale” oraz „Zabij albo zgiń”. Tym razem nie zobaczymy wątków nadprzyrodzonych, przeniesiemy się za to do Hollywood lat czterdziestych ubiegłego stulecia, co może oznaczać tylko jedno: filmowi producenci, gwiazdy ekranu, duże pieniądze i przepych. Ale czy na pewno mamy do czynienia z wyższymi sferami? Czemu w takim razie spora część pojawiających się w „Zaćmieniu” postaci swoim zachowaniem tak bardzo przypomina bohaterów wspomnianego „Criminal”?

Gdyby kazano mi sformułować o tej liczącej kilkanaście epizodów serii (zebranej przez Muchę w całkiem sporą cegiełkę) jedno najlepiej określające ją stwierdzenie, byłoby to: „Kawał dobrej roboty”. Już ze wstępu dowiadujemy się, że ciemna strona fabryki snów to dla Brubakera temat szczególnie bliski. Widać tu bardzo dobrze, że zależało mu na jak najwierniejszym oddaniu tamtych realiów, w czym oczywiście mieli swój ogromy udział zarówno Sean Phillips, jak i odpowiadająca za kolory Elizabeth Breitweiser.

Protagonistą „Zaćmienia” jest Charlie Parish, filmowy scenarzysta mający za sobą przeżycia na froncie II wojny światowej, na samym początku budzący się w należącym do studia bungalowie, na kacu i w towarzystwie zwłok Valerii Sommers – zaprzyjaźnionej aktorki. Parish nie pamięta dokładnie, co zaszło w nocy, za to ludzie zajmujący się wizerunkiem Victory Street Pictures szybko przygotowują oficjalną przyczynę śmierci, która zostaje przekazana prasie. Charlie bardzo chciałby zdemaskować kłamstwa, jednak z drugiej strony nie chce, by ktokolwiek wiedział, że to właśnie on odnalazł Val martwą.

„Zaćmienie” wsysa czytelnika do mrocznego Hollywood i nie wypuszcza go już do samego finału opowieści. Występujące w komiksie postacie zdają się żyć naprawdę, choćby pojawiały się zaledwie w kilku scenach. Widzimy zdjęcia fikcyjnych aktorów (choć na kartach komiksu zobaczymy również tych autentycznych), ich występy w filmach czy fotografie zrobione, kiedy byli dziećmi. Obecność właściwie każdego z nich ma swoje uzasadnienie, wszystko w „Zaćmieniu” gra i zdaje się być na swoim miejscu. Dbałość o szczegóły, zarówno w scenariuszu, jak i ta wizualna (Phillips naprawdę miał tu pole do popisu i skorzystał z okazji do pokazania, co potrafi), robią ogromne wrażenie. Fabuła trzyma w napięciu, choć nie jest to zaledwie „sensacyjniak” – nie da się nie zauważyć tu sporej domieszki przygnębienia oraz rozczarowania tym, jak wyglądało Hollywood za czasów „czerwonej gorączki” oraz „czarnej listy”.

Poza samym komiksem recenzowany album zawiera też sporo dodatków pokazujących, jak przebiegała praca nad tą historią. Dobrze jest zobaczyć, ile wysiłku włożono właściwie w każdy element niniejszej serii. Finał „Zaćmienia” z jednej strony sprawił, że chciałem krzyknąć: „Tylko tyle?! To już?!”. Z drugiej – częściowo otwarte zakończenie, które niekoniecznie sili się na zamknięcie wszystkich wątków, sprawia, że seria twórców „Sleepera” jest w jeszcze większym stopniu „życiowa”. Nieważne, czy uwielbialiście macki z „Fatale”, przestępczy półświatek z „Criminal” czy właściwie-jeszcze-nie-wiadomo-co z „Zabij albo zgiń”: „Zaćmienie” to bez wątpienia jedna z lepszych pozycji w dorobku duetu Brubaker-Phillips.
Ed Brubaker, Sean Phillips: „Zaćmienie” („The Fade Out”). Tłumaczenie: Maria Lengren. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.