sierpień 15-16 (351-352) / 2018

Andrzej Ciszewski,

CYBOPACI, WAMPIR I KOGUT BOJOWY (CHEW. TOM DZIEWIĄTY: KURCZĘ PIECZONE)

A A A
John Layman i Rob Guillory nie ustają w zaskakiwaniu czytelnika, który pochłania „Kurczę pieczone” z wypiekami na twarzy. Zważywszy, że mamy już do czynienia z dziewiątym tomem „Chew”, sukces tym bardziej godny jest odnotowania. Amerykański scenarzysta, wraz ze swoim nie mniej utalentowanym rodakiem, konsekwentnie snują śmieszno-straszną opowieść z udziałem popularnych bohaterów, przed którymi piętrzą się kolejne zadania, problemy i niebezpieczeństwa. Tony’emu Chu (cybopacie odbierającym mentalne doznania związane z przeszłością wszystkiego, co ugryzie lub przełknie) nie jest dane w spokoju nacieszyć się miesiącem miodowym (tak, dzielny agent FDA poślubił ukochaną Amelię) w Las Vegas, gdyż dyrektor Applebee co rusz wynajduje dla protagonisty (mniej lub bardziej kuriozalne) kryminalne sprawy wymagające rozwikłania. W międzyczasie wspomniany przełożony wraz z Johnem, Ceasarem, wracającym do gry Masonem Savoyem oraz córką Tony’ego, Oliwką (nie wspominając już o kogucim zakapiorze, Poyo) przygotowują się do konfrontacji z wampirycznym Kolekcjonerem. Będzie się działo!

Nielinearny tryb narracji rewelacyjnie podbudowujący poziom napięcia i generujący sporo niespodzianek, galeria barwnych dramatis personae, dynamicznie zmieniające się lokacje, jak zawsze obłędne dialogi oraz wciąż zdające egzamin połączenie thrillera policyjnego, horroru, fantastyki oraz chwilami mocno groteskowej, makabrycznej i uroczo surrealistycznej komedii: nie bez powodu „Chew” jest jednym z flagowych tytułów w ofercie Muchy. Podobnie jak w poprzednich epizodach, także w recenzowanym tomie natrafimy na wiele motywów gwarantujących zdrowy rechot, choć zapewniam, że w „Kurczęciu pieczonym” nie zabrakło wątków gwarantujących opad szczęki – i nie zawsze jest to przyjemne uczucie, bo kilka z nich posiada naprawdę potężny walor dramaturgiczny.

Skrypt Laymana po raz kolejny zyskał jedyną w swoim rodzaju oprawę wizualną, gdzie pomysłowe kadrowanie, rewelacyjnie ukazane sceny akcji, kopiasta porcja intertekstualnych smaczków oraz intensywna, pobudzająca pracę ślinianek bądź (kiedy trzeba) odpowiednio „chorobliwa” kolorystyka wciąż świadczą o kunszcie Guillory’ego, który poetykę rodem z najbardziej szalonych animacji sygnowanych logo Cartoon Network nasycił posoką i trzewiową grozą. Jak dla mnie „Chew” wciąż trzyma fason, będąc specyficznym, choć bez wątpienia smakowitym kąskiem dla wszystkich amatorów czarnego humoru i ożywczych mieszanek gatunkowych. A jeśli dodatkowo lubicie gościnne występy charyzmatycznego Poyo, nie zwlekajcie z lekturą ani chwili, bo upierzony zabijaka (zadziobaka?) przeżywa w niniejszym tomie prawdziwie epickie przygody. Jednym słowem: hit!
John Layman, Rob Guillory: „Chew. Tom dziewiąty: Kurczę pieczone” („Chew, Volume 9: Chicken Tenders”). Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.