Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (351-352) / 2018

Andrzej Juchniewicz,

ZA DRUTAMI KOBIECEGO UNIWERSUM (BARBARA CZARNECKA: 'KOBIETY W LAGRZE')

A A A
W 2014 roku nakładem Wydawnictwa IBL PAN ukazała się książka Aleksandry Ubertowskiej „Holokaust. Auto(tanato)grafie”, w której badaczka podjęła próbę rehabilitacji narracji kobiecych (Noemi Szac-Wajnkranc, Janiny Bauman, Nechamy Tec, Chawki Folman) oraz odparcia zarzutów m.in. Lawrence’a L. Langera dotyczących niebezpieczeństwa banalizacji i trywializacji Holokaustu przez wpisywanie wojennej przemocy wobec kobiet w historię patriarchalnych opresji. Autorka udowodniła przede wszystkim, zestawiając „Nadmiar wspomnień” Icchaka Cukiermana oraz „Zagładę i powstanie” Cywii Lubetkin, że opowieści kobiet mogą konkurować z męskimi, jeśli ich autorki przyjmą zasady męskiej autobiografii, której wyznacznikami są emocjonalna powściągliwość, selekcja materiału wspomnieniowego, a także zmysł dyscypliny i zwięzłości. W przeciwnym razie grozi im zapomnienie i wykluczenie z kanonu, ze względu na sposób zaszyfrowania emocji; kobiety korzystają z innych konceptów formalnych niż mężczyźni. Ubertowska zwraca uwagę na figury „pisania ciałem”, kodowanie doświadczeń granicznych za pomocą somatycznych metafor, potrzebę zawiązywania nieformalnych grup, w których więzi rodzinne ustępowały miejsca relacjom czasowym, nakładających na specyficznie pojętą komunę obowiązki troski i wzajemnej pomocy oraz dbałość o drobiazgi, szczegóły.

Jednak, jak zauważa badaczka, by kobiece doświadczenie mogło przybrać formę literacką, konieczne jest przezwyciężenie strachu przed ujawnieniem traumatycznych doświadczeń i zaproponowanie tematów, których mężczyźni nie podejmują, ponieważ nie zostali w równym stopniu, co kobiety, upokorzeni i wykorzystani. Ubertowska podkreśla walkę między dwiema sytuacjami: zewnętrzną (kobieta-autorka) i wewnętrzną (kobieta-ofiara), które wpływają na autocenzurę i strategię niedopowiedzeń.

Kobiety-autorki stosują retorykę uników i przemilczeń w stosunku do spraw przemocy fizycznej, gwałtów i dzieciobójstwa. Z pietyzmem próbują utrzymać, z trudem gruntującą się, pozycję literacko płodnych partnerów za cenę wyparcia szkodliwych, dla psychiki i autorskiego ego, wydarzeń. Płciowo zdeterminowane narracje stanowią cenne źródło informacji o okupowanych realiach i samych autorkach, które balansują między akceptacją męskich reguł i ich negacją za cenę odkrycia tajemnic skrzywdzonego ciała. Ubertowska podkreśla też, że to właśnie kobiety, ze względu na „nieuposadowioną solidarność” (termin Diane Elam), powinny zająć ofensywne stanowiska dziejopisarek, historyczek, archiwistek. Te role, zarezerwowane dotąd dla mężczyzn, pozwoliłyby im na pełnoprawny udział w życiu społecznym i uzupełnienie luk w historiografii wojny/Zagłady.

Najnowsza publikacja Barbary Czarneckiej stanowi dopełnienie rozpoznań Ubertowskiej, która nie podjęła tematu narracji lagrowych. Rozprawa składa się z jedenastu rozdziałów; ostatni dotyczy eksponatów zdeponowanych w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau i koncepcyjnie nie wiąże się z tematem monografii Czarneckiej, jednak stanowi cenne podsumowanie dyskusji na temat statusu pamiątek po więźniach obozów koncentracyjnych i mieszkańcach gett w kontekście humanistyki nieantropocentrycznej (prekursorką badań rzeczy i materialnych pozostałości jest Ewa Domańska).

Autorka podkreśla, że do 1942 roku kobiety znajdowały się na marginesie świata obozów koncentracyjnych, a ich los różnił się od tego, który przypadł w udziale mężczyznom. Choć statystyki dotyczące zabójstw kobiet były niższe w porównaniu z liczbą egzekucji w męskim sektorze obozu Ravensbrück, a pierwszy wyrok śmierci dla kobiety wykonany został w tym obozie w 1941 roku, to jednak w następnych latach, na skutek pogarszających się warunków sanitarno-higienicznych (pojawienie się wszy) i wdrożenia systemu represji (golenie głowy i miejsc intymnych, przymusowe badania ginekologiczne), kobiety osadzone w obozach koncentracyjnych musiały zmierzyć się z niebezpieczeństwami, które stanowiły integralną część kobiecej biografii obozowej i dotyczyły przeważającej części więźniarek. Każda musiała poddać się depilacji całego ciała i kąpieli; czynności te stwarzały okazję do nadużyć seksualnych ze strony kadry obozowej (casus podglądactwa).

Czarnecka wyodrębnia nową kategorię badań narracji lagrowych, która w innych warunkach okazałaby się niemiarodajna: urodę i cielesny powab. Te przymioty w ograniczonej populacji więźniarek stanowiły dodatkowe wyznaczniki podczas selekcji do najbardziej uciążliwych, niebezpiecznych i niszczących zdrowie zajęć (przede wszystkim do kontaktu z trującą pikryną): „Czy można poza tym wyobrazić sobie okrutniejszą przemyślność niż tę, która na spektakularne wyniszczenie i natychmiastową zmianę wyglądu (dewastacja ciała następowała już po jednej przepracowanej dniówce) skazywała właśnie kobiety młode i ładne?” (s. 84). Autorka książki śledzi obozowe losy pięknych kobiet, które ze względu na urodę stały się ofiarami gwałtów (w tym z użyciem męskich dłoni) i nie miały tyle szczęścia, co kobiety o mniej intrygujących rysach twarzy. Kryterium badań, które przyjmuje Czarnecka, musiałoby zostać poddane konfrontacji z utrwalonym w źródłach historycznych i dokumentach kanonem piękna. Wbrew pozorom naziści doceniali semicką urodę osadzonych (co odnotowuje w jednym z rozdziałów książki „Wojenne związki. Polski i Niemcy podczas okupacji” Maren Röger) i często inicjowali z nimi spotkania, by móc je wykorzystać seksualnie i zabić (tuszując ślady gwałtu). Sytuacje, które obarczone były groźbą utraty życia, w przypadku kobiet wiązały się z ich naturalnymi dyspozycjami prokreacyjnymi, zatem ciąża, połóg i macierzyństwo przesądzały o ich losie. Jedynym fortelem okazywało się dzieciobójstwo lub aborcja, które w warunkach pozaobozowych generują społeczny ostracyzm, bo godzą w przeświadczenie o naturalności miłości macierzyńskiej.

Najważniejszym postulatem powracającym wielokrotnie w książce Czarneckiej jest odrzucenie przypisywanych każdej z płci cech dystynktywnych i wyposażanie ich w konfigurację niezmiennych przymiotów (kobieca łagodność i podległość vs. męska dominacja i zaborczość). Kobiece narracje lagrowe ujawniają wysoki stopień agresji osadzonych, który dla czytelnika może okazać się zbyt drastyczny (casus narracji Zofii Krzyżanowskiej) ze względu na rzutowanie na uniwersum koncentracyjne zasad rządzących rzeczywistością pozaobozową. Kobiety, podobnie jak mężczyźni, bezwzględnie walczą o przeżycie, konkurują i doprowadzają do ostateczności najmniej odporne psychicznie i fizycznie jednostki. Studia o przemocy ujawniają istnienie zjawisk, które w relacjach etosowych (m.in. w książkach Wandy Półtawskiej, Zofii Kossak-Szczuckiej i Danuty Brzosko-Mędryk) pozostawały ukryte lub, ze względu na światopogląd autorek, świadomie wyrugowane i piętnowane: otóż siła legitymizowała związki nieheteronormatywne, w których jedna z kobiet (zazwyczaj funkcyjna) utrzymywała wybraną przez siebie więźniarkę w zamian za jej usługi seksualne. Często stanowiły one relację krótkotrwałą, a pozostające w takich związkach osadzone doświadczały szykan ze strony kobiet o katolicko-patriotycznym światopoglądzie.

Czarnecka śledzi w narracjach lagrowych przejawy autocenzury podyktowane wyborem kodeksu etycznego, który fałszował prawdę o codziennej egzystencji więźniarek w obozach koncentracyjnych. W opowieściach konserwatywnych brak miejsca na przejawy przemocy wśród uwięzionych, szykany, trudne wybory i niejednoznaczne relacje, a także czyny obciążone anatemą (prostytucja, dzieciobójstwo, kradzież chleba). Narracje etosowe, których źródłem jest romantyczno-patriotyczna tradycja, stanowią szczególne zagrożenie dla recepcji życia za drutami, bo siła ich oddziaływania okazuje się wyjątkowo duża. Fakt ten wiąże się z sytuacją pozaliteracką i wspomnianym już układem sił na rynku literackim; książki Seweryny Szmaglewskiej, Kossak-Szczuckiej, Brzosko-Mędryk znalazły zagorzałych zwolenników (w tym Kazimierza Wykę) i zostały na stałe wprowadzone do kanonu literatury obozowej. Natomiast utwory Zofii Posmysz (której twórczość przeżywa ostatnio renesans za sprawą nowych wydań dwóch powieści: „Pasażerki” i „Wakacji nad Adriatykiem”) oraz Zofii Krzyżanowskiej nie doczekały się krytycznoliterackiej nobilitacji (Bohdan Czeszko zarzucał tej ostatniej, że z uniwersum koncentracyjnego zapamiętała batyst i krepdeszyn oraz wzdraganie się przed odnotowaniem faktu usłyszenia słowa „kurwa”). Ich wizja obozów jest bardziej skomplikowana i niejednoznaczna, stąd krytyczna opieszałość i niewybredne komentarze o kobiecym przywiązaniu do szczegółów. Czarnecka walczy ze stereotypowym hierarchizowaniem utworów kobiet i mężczyzn oraz unieważnia dotychczasowy prymat prozy Tadeusza Borowskiego w zakresie epistemologii obozów. Jej monografia stanowi kolejny krok ku odkryciu zasad rządzących kacetami i poszerzeniu pola badawczego przez dowartościowanie kategorii płci. Według badaczki konieczne jest zebranie i zbadanie jak największej liczby źródeł, a także zastosowanie kategorii operatywnej dla Holocaust studies: wyobraźni, dzięki której czytelnik i badacz będą mogli nie tyle zająć miejsce cierpiących, lecz na podstawie zgromadzonego materiału badawczego przyjąć perspektywę ofiary. Czarnecka odnotowuje świadectwa, w których mężczyźni przyznają, że ich przybycie do obozu nie wiązało się z tak dużym obciążeniem psychicznym. Wielu także wspomina o dokonywanych na Żydówkach orgiach i gwałtach, które były skrupulatnie tuszowane.

Autorka poddaje analizie książki, które pozostają poza kanonem narracji lagrowych (m.in. „Parawan” Zofii Romanowiczowej, „Czarną flagę” Krzyżanowskiej, „Żaden z nas nie powróci” Charlotte Delbo) oraz zestawia rejestr pojedynczych świadectw, które mimo braków warsztatowych stanowią źródło wiedzy o realiach obozowych. Kilka rozdziałów przyjmuje formę monograficznych szkiców, w których Czarnecka śledzi powtarzające się motywy w narracjach lagrowych (casus włosów i wszy). To właśnie one świadczą o świetnej erudycji autorki oraz pracy archiwalnej, która poprzedzała powstanie tych partii tekstu, oraz o wyczuleniu badaczki na szczegóły i drobiazgi. Niepodważalnym atutem monografii są fragmenty dotyczące pogwałcenia kobiecej cielesności, które autorka traktuje jako wyznaczniki innej perspektywy zapisu doświadczenia. Powtarzające się opisy przybycia do obozu z zachowaniem opresyjnego rytuału świadczą o większej podatności kobiet na niepochlebne komentarze i wrażliwości na zachowania o charakterze seksualnym, stąd tak liczne oraz szczegółowe wspomnienia z przymusowych odwszeń, dezynfekcji i całkowitej depilacji ciała. Co warte odnotowania, badaczka skomponowała swoją monografię z case studies, rezygnując z metody addytywnej, którą zastosował w swoim studium „Sprawcy-ofiary-świadkowie. Zagłada Żydów 1933-1945” Raul Hilberg. Czarnecka, opowiadając się za pluralizmem metodologicznym, stosuje także mikrologię literacką, o czym świadczy postulat dowartościowania konkretu zdolnego „przełamać uniwersalizujący, historycznoliteracki schemat” (s. 32). Strategia ta, w przypadku narracji lagrowych, nosi znamiona etycznej odpowiedzialności, jak również ostrożności w ferowaniu wyroków o koncentracyjnym uniwersum.

Najnowsza książka Czarneckiej, mimo że nie jest obszerna, stanowi cenny wkład w badania narracji lagrowych z wykorzystaniem metodologii feministycznej. Pionierskość wiąże się także z wyodrębnieniem kategorii dotąd nieobecnych lub nieuświadamianych (tzw. „szansa pięknej dziewczyny”) przez badaczy oraz spojrzeniem na codzienność lagru przez pryzmat doświadczeń somatycznych (utrata włosów i upiększanie ciała na wypadek selekcji), które odróżniają narracje kobiece od męskich w sposób szczególny. Cielesny powab może stać się źródłem zagrożeń, a taksujące spojrzenia mężczyzn w przestrzeni zamkniętej są jeszcze bardziej niebezpieczne niż na wolności, bo znamionują nieograniczone działania o charakterze seksualnym, które dla ofiar oznaczały trwałe kalectwo lub śmierć. Czarnecka, podobnie jak Ubertowska, kataloguje taktyki przetrwania i zasady egzystencji więźniarek, jednak jej książka nie ma takiego rozmachu, jak publikacja gdańskiej badaczki. Wciąż pozostaje „zaproszeniem do tematu” (jak napisałby Sławomir Buryła), jednocześnie zapewniając bazę metodologiczną do dalszych badań. Ustanawia również pewne niezmienne reguły: „Nastawienie negatywne, »krytyka krytyki«, podpowiada mi, że nie ma całościowej systematycznej metody pozwalającej spenetrować i uchwycić rozległość i złożoność kobiecego doświadczenia lagrów oraz sproblematyzować różnorodność wyrażających je narracji” (s. 31). Kolejne ogniwa narracji skupiają się na różnicach doświadczeń i niepodobieństwach, co skutkuje unieważnieniem jednoznacznych sądów i wniosków. Czarnecka łączy w swojej monografii wiedzę psychobiologiczną i społeczną, dzięki czemu działania osadzonych w KL więźniarek zyskują pomijane do tej pory motywacje (kluczowe okazują się wiek i wychowanie) związane z dotychczasowym umocowaniem w przestrzeni publicznej i pełnieniem określonych ról rodzinno-społecznych.

W wydanym w 2017 roku wywiadzie-rzece Michała Wójcika z Posmysz pojawiają się wszystkie problemy analizowane w monografii Czarneckiej. Pisarka porusza kwestię somatycznego doświadczenia obozu; wspomina pierwszą kąpiel (zob. Posmysz 2017: 78) oraz potęgę władzy absolutnej: „Obrzęk zawsze wymaga ciągu dalszego. Potem w komandzie karnym więźniarka raz uderzona, raz naznaczona – umierała. Bo nigdy nie kończyło się na jednym uderzeniu” (tamże). Tłumaczy też różnice doświadczeń, które wynikały z odmienności płci: „My cierpiałyśmy w znacznie większym stopniu niż mężczyźni. To wynika z naszej fizjologii. Mężczyźni czegoś takiego nie doznawali. (…) I jak esesmani przychodzili i gapili się na kąpiące się kobiety, to też już pan wie. Akurat tego rodzaju upokorzeń doznawały kobiety z lepszych komand. Te niewychudzone. A zaczynało się od strzyżenia. Gdy traciłyśmy włosy, czułyśmy się jak nagie” (tamże, s. 372). Marginalizowanie i unieważnianie kobiecego doświadczenia kończy się wraz z podjęciem przez Erikę Buchmann trudu udokumentowania opresyjnych działań nazistów. Jako kobieta-archiwista zdawała sobie sprawę z tego, że unieśmiertelnienie bezimiennych lub dobrze znanych więźniarek, które doświadczyły płciowej opresji, to kwestia kluczowa dla genderowych badań: „Przy najmniejszym podejrzeniu o wszy natychmiast golono głowy. Neus Catala wspomina, jak ten sam brudny wziernik wsuwano do pochwy kolejno każdej kobiecie, a badanie ginekologiczne przypominało raczej polowanie na ukryte kosztowności. Wiele więźniarek nigdy nie odzyskało równowagi po tym upokorzeniu. Erika Buchmann, niemiecka komunistka, która po zakończeniu wojny zbierała i dokumentowała ich świadectwa, dowiedziała się o wielu przypadkach samobójstw wśród kobiet wkrótce po przybyciu do obozu. Wieszały się na ramie łóżka w baraku kwarantanny lub rzucały na okalające obóz druty pod napięciem” (Sem-Sandberg 2009: 184).

Największą traumą Marty – przyjaciółki Posmysz – było obserwowanie nagiej matki (rozpad przedwojennej hierarchii domowej i pruderii), jej śmierć w obozie i niemożność pochowania ciała zgodnie z rytuałem: „Gdy trafiły do Auschwitz, mama zaczęła gasnąć w oczach. Dla niej ten świat był nie do zniesienia. Właśnie w obozie Marta po raz pierwszy zobaczyła swoją mamę nagą. W kolejce do strzyżenia. Jakiś młody więzień golił kobietom włosy, wszędzie, na całym ciele. Mama nie mogła sobie z tym poradzić, z tym potwornym upokorzeniem. To było dla niej prawdziwe piekło. I Marta była tego świadkiem, widziała, jak jej mama cierpi. I sama cierpiała. I potem przez długie lata nie mogła tego zapomnieć. Wyzwolić się od tego wspomnienia. Wie pan, ja mam z tym chyba największe trudności podczas spotkań z młodzieżą czy czytelnikami moich książek. Rzadko odsłaniam tę stronę Birkenau [podkr. –A.J.]. Nie umiem tego opowiedzieć. O tym, na co narażone były kobiety, na jakiego rodzaju upodlenie” (tamże, s. 372). Defamiliaryzacja i jej konsekwencje jako jeden z podstawowych aspektów kobiecych świadectw Zagłady uwidaczniają się we wspomnieniu Posmysz z całą mocą. Śmierć rodziny i męża („Proszę pamiętać, że oprócz niej [Marty – dop. A.J.] do Auschwitz trafili jej mama, dwie siostry, Maria i Jadwiga, jedna bez nerki, druga z chorą nogą, mąż Marii i mąż Marty. I jeszcze ich bracia. Cała rodzina” [tamże, s. 367]) „zaznacza się – jak konkluduje Ubertowska – w cielesności bohaterek, jest odczuwana jako nacięcie, zranienie, wypalenie bolesnego stygmatu. Najbardziej bolesna trauma – doświadczenie spoza obszaru intelektu, kategorii medycznych i logicznych uporządkowań – okazuje się pojęciowa, uchwytna jedynie w »kodzie somatycznym« jako nieokreślone uszkodzenie ciała” (Ubertowska 2014: 141). Relacja, jaka wiąże Ptaszkę i Posmysz, a następnie pisarkę i Martę, również pozostaje symptomatyczna i klasyczna dla obozowych biografii kobiet, bowiem w sytuacji granicznej kobiety stowarzyszały się w „nowe grupy rodzinne” lub rekonstruowały środowisko, które pełniły funkcję substytutów utraconych rodzin. Ubertowska, powołując się na rozpoznania Tec, pisze o funkcji „przeciw-światów” (określenie Tec), która jako „gęsta sieć relacji przyjacielsko-siostrzanych tworzy otulinę, strefę ochronną, która pomaga w ocaleniu osobowego wymiaru autorek wspomnień” (tamże, s. 142).

Narracje lagrowe rozpatrywane w perspektywie mikrologicznej poświadczają istnienie psychosomatycznych i literackich różnic w ujmowaniu obozowej rzeczywistości obozu oraz wpływają na zasadnicze przekształcenie dotychczas obowiązujących stereotypów. Czarnecka, budując swoją opowieść z pietyzmem z fragmentów relacji i świadectw, zdaje sobie sprawę z pułapek, jakie czyhają na kolejnych badaczy, dlatego wciąż podkreśla konieczność konfrontacji prywatnych życiorysów pisarek, które mimowolnie obierały fałszującą perspektywę (casus Karoliny Lanckorońskiej, Kossak-Szczuckiej, Szmaglewskiej), z prezentowaną przez nie wizją obozu. Ich wypaczone spojrzenie na realia obozu wiązało się z uprzywilejowaniem i pracą w dobrych komandach. Czarnecka, pisząc o kobietach uwięzionych w lagrach, upomina się także o dowartościowanie kobiecych świadków historii, a ten postulat pojawia się w rodzimym literaturoznawstwie dopiero od niedawna, dlatego można też określić tę publikację jako innowacyjną, wpisującą się w działania transformujące uniwersalną historiografię wojny/Zagłady.

LITERATURA:

Posmysz Z.: „Królestwo za mgłą. Z autorką »Pasażerki« rozmawia Michał Wójcik”. Kraków 2017.

Sem-Sandberg S.: „Ravensbrück. O Milenie Jesenskiej”. Przeł. I. Kowadło-Przedmojska. Wołowiec 2009.

Ubertowska A.: „Holokaust. Auto(tanato)grafie”. Warszawa 2014.
Barbara Czarnecka: „Kobiety w lagrze. Zapis doświadczenia”. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2018.