Wydanie bieżące

1 września 17 (353) / 2018

Kamila Czaja,

ŻYCIE I CAŁA RESZTA (ŻYCIE I CZASY SKNERUSA MCKWACZA)

A A A
Wychowałam się na „Gigantach” i „Kaczorach Donaldach”, drzewo genealogiczne McKwaczów (w wersji ze zbieranymi namiętnie naklejkami) zdobiło moje drzwi, a detektywistyczne pasje, realizowane w tamtym czasie przy pomocy dodawanych do komiksów gadżetów, chyba nigdy całkiem mi nie minęły… Wznowienie „Życia i czasów Sknerusa McKwacza” Dona Rosy, na dodatek w monumentalnym jubileuszowym wydaniu, przyjęłam więc niczym dar od losu, mimo że przez lata niewdzięcznie prawie całkiem zapomniałam, jak mocno właśnie komiksy o Kaczogrodzie ukształtowały moje popkulturowe „jestestwo”.

Wydanie

Drzewo genealogiczne, które z taką dumą eksponowałam w dziecięcym pokoju, w wydaniu Egmontu zamieszczono na końcu tomu jako uroczy dodatek, natomiast trzon książki to 12 głównych rozdziałów o życiu Sknerusa, 6 rozdziałów uzupełniających i 2 dodatkowe (przy czym „Ostatnia podróż do Dawson” jedynie w 7 planszach retrospekcyjnych). Nie będę zestawiać zawartości trzech dotychczasowych polskich wydań, skoro świetnie zrobił to już Radosław Koch z Kaczej Agencji Informacyjnej (http://www.komiksydisneya.pl/2017/12/droga-do-zicsm-porownanie-zawartosci.html), ale warto ponownie podkreślić, że po raz pierwszy polski czytelnik może zapoznać się z artykułami Rosy poprzedzającymi każdy rozdział (chociaż są one tłumaczone z norweskiego i nie prezentują takiej płynności językowej jak same rozdziały). Nie będę się też zagłębiać w budzącą wśród czytelników spore emocje kwestię błędów z wydania w 2017 roku – te również wyliczył już Koch (http://www.komiksydisneya.pl/2018/01/festiwal-bedow-w-nowym-wydaniu-zycia-i.html). Sama korzystałam z poprawionego dodruku z roku 2018, a w niej, jak zauważył ten dociekliwy analityk komiksów Disneya, większość uchybień poprawiono (http://www.komiksydisneya.pl/2018/04/zycie-i-czasy-sknerusa-mckwacza-2017-vs.html). Zgadzam się jednak z Kochem, że nadal można dostrzec słabą jakość wydruku niektórych rozdziałów (według mnie zwłaszcza rozdziału dwunastego, tak przecież ważnego „Najbogatszego kaczora świata”). Wciąż razi też brak tłumaczenia na język polski dowcipnych napisów na tabliczkach oraz pomysłowych onomatopei.

Łatwo wybaczam natomiast nieobecność „Pierwszej dziesięciocentówki” i pełnej wersji „Ostatniej podróży do Dawson”. Oczywiście zaraz po lekturze „Życia i czasów…” odświeżyłam sobie i te historie, w wypadku pierwszej z nich odkrywając, że pamiętam ją doskonale po tylu latach (ale też i jest niezapomniana!). Jednak przy ocenie zbioru jako całości taka decyzja – częściowo uzasadniona zresztą w artykule Rosy – się broni. W tym cyklu, nawet w jego dodatkowych i uzupełniających rozdziałach, chodzi jednak głównie o Sknerusa i jego przeszłość. Twórca tomu daje piękną, wielopłaszczyznową odpowiedź na pytanie, w jakich okolicznościach główny bohater stał się taki, jakiego zna go świat. Późniejsze przygody Sknerusa, przeżywane już z rodziną, czyli Donaldem i jego siostrzeńcami, to materiał na inne książki. Dzięki ostrej selekcji dostajemy spójną, świetnie poprowadzoną opowieść właśnie o życiu i czasach najbogatszego kaczora.

Żonglowanie

Dzięki temu komiks Rosy to przekonująca, przemyślana realizacja motywu – dosłownie! – „od pucybuta do milionera”. Czy, jak diagnozuje postać Sknerusa sam autor, „klasyczny przykład kowala własnego losu” (s. 9). Daleko jednak tej opowieści do sielanki. Obok dowodów na to, że wytrwałość, uczciwość i ciężka praca w końcu przyniosą efekty, dostajemy tu przecież przemianę młodego, zadziornego, honorowego kaczora ze Szkocji najpierw w bezwzględnego biznesmana, a potem w stroniącego od ludzi starego sknerę. I nawet płynący z całości przekaz, że w ostatecznym rozrachunku liczą się po prostu piękne wspomnienia oraz lojalna rodzina, z którą można się dzielić (majątkiem i historiami przygód), nie zmienia faktu, że Rosa opowiada nie tylko o świecie wielkich możliwości, ale i o społeczeństwie, które nie potrafi znieść czyjegoś powodzenia – a także o powodzeniu, które deprawuje „szczęściarza”. Rosa jasno stwierdza, iż „Sknerus zaczyna rozumieć, że posiadanie ogromnego majątku nie jest nawet w połowie tak ciekawe jak jego zdobywanie” (s. 145). I trudno się słynnemu kaczorowi dziwić. Nie tylko przygoda smakuje lepiej niż rutyna zarządzania skarbcem, ale i koszty pozafinansowe „sukcesu” okazują się ogromne, bo zwycięża zaślepienie Sknerusa, co prowadzi do zerwanie relacji z siostrami… Autor komiksu, chociaż często wpisuje się w sentymentalne, optymistyczne tony, których czytelnicy oczekują od wizyt w Kaczogrodzie, nieraz przypomina, że rzeczywistość nie jest czarno-biała i idealna – nawet kiedy jest się najbogatszym kaczorem świata.

Tak spójną fabularnie, a emocjonalnie zróżnicowaną opowieść uzyskuje Rosa dzięki udanemu żonglowaniu gatunkami. Nie zapominając o hołdzie dla twórcy postaci Sknerusa, Carla Barksa, autor pomysłowo rozwija dzieje najbogatszego kaczora, przygodowe fabuły doprawiając elementami między innymi screwball comedy (świetne wątki ze Złotką), psychologicznego dramatu i familijnej sagi. Dużo tu czerpania z filmów, do czego Rosa chętnie przyznaje się w artykułach zamieszczonych przed rozdziałami (nie zdradzając jednak wszystkich nawiązań, więc sporo zostaje jeszcze do samodzielnego wyśledzenia). A Sknerus okazuje się nie tylko bohaterem rodem z „Obywatela Kane’a” (1941) Orsona Wellesa i innych dzieł wprost wymienionych przez Rosę, ale może przywodzić na myśl wiele innych postaci. Mnie na przykład w swoich atakach wściekłości i przypływach siły przypomina Hulka, a gdy pojawia się na tle najważniejszych wydarzeń XX wieku (na przykład na Titanicu), to jest trochę niczym Forrest Gump, chociaż ze znacznie wyższym IQ.

Żonglowanie konwencjami uzupełnia Rosa oscylowaniem między powagą i humorem. Spotykające Sknerusa tragedie sąsiadują tu z udanymi żartami. Świetne są hiperbole w opowieściach podróżników (na przykład te o wodzie w Missisipi). Pojawiają się cudownie stoickie postacie na drugim planie, które kradną każdą scenę (jak kapitan w rozdziale „Kowboj kapitanem” i sędzia w „Więźniu Doliny Białej Śmierci”). Zdecydowanie warto śledzić gagi w tle – choćby ten dotyczący elektryczności we „Właścicielu Miedzianego Wzgórza”. Humor bywa tu wręcz czarny (przykład: car Mikołaj II organizujący wyprzedaż z powodu nadciągającej rewolucji). Dochodzą do tego obserwacje typu: „Tylko biedak może zwariować, tato. Bogacze są ekscentryczni” (s. 180), a do poprawy nastroju czytelnika dokłada się też tłumacz, Jacek Drewnowski, proponując swojsko brzmiące frazy w rodzaju: „Parostatkiem w piękny rejs” (s. 52) czy „Drogą pylistą, drogą polną” (s. 115).

Oddanie

Mimo sporej ekscytacji, sięgając po latach po „Życie i czasy Sknerusa McKwacza”, bałam się, że może całkiem z tego komiksu wyrosłam. O ile jednak fabuła poszczególnych rozdziałów czasem nie wciągała mnie tak jak w dzieciństwie, to dopiero dziś mogę docenić, na ilu poziomach da się czytać imponujący tom Rosy. Najmłodsi będą się dobrze bawić przy przygodach Sknerusa, a przy okazji zyskają sporą wiedzę o historii (nie tylko) Ameryki, wzbogacą znajomość słownictwa z różnych dziedzin, oswoją się wstępnie z kilkoma dziełami kultury. Starsi – poza oczywistym nurzaniem się w tęsknocie za dzieciństwem – docenią niejednoznaczność losów Sknerusa, humor i dbałość autora o detale, przejawiającą się choćby w pomysłowości kadrów. Rosa najwyraźniej świetnie się bawi, proponując adekwatne do wydarzeń kadry zwężone (bohaterowie w tunelu [zob. s. 115]) czy dymki z dialogami zamieszczone „do góry nogami” (kaczki w wywróconym statku [zob. s 36]). Autor „Życia i czasów…” fantastycznie potrafi uchwycić dynamikę zdarzeń w ramach jednego obrazu (tu choćby kadr z Dawson City na stronie 163), ale świetnie wychodzą tu też dłuższe sensacyjne sekwencje – jak ta w „Kowboju z Badlandów”, zakończona zresztą fenomenalną pointą (s. 73).

Dla najzagorzalszych kolekcjonerów kaczych komiksów wielką gratką będą artykuły Rosy, ale i mniej zaawansowani czytelnicy wyniosą z tych fragmentów coś dla siebie – przede wszystkim świadomość, ile pracy kosztował autora prezentowany tom. Chwilami można wprawdzie odnieść wrażenie, że Rosa trochę się popisuje swoimi kwerendami, ale też trzeba przyznać, że ma się czym chwalić. To twórca, który traktuje czytelnika poważnie i sprawdza każdy szczegół. W tym wydaniu na szczęście mógł przy tytułach rozdziałów wyeksponować daty, ale wcześniej nieraz przemycał je w komiksach wbrew redaktorom. Po latach pyta sarkastycznie: „Nie mam pojęcia, czego się obawiali. Że czytelnikowi głowę rozsadzi od nadmiaru wiadomości?” (s. 77). Bijący z każdej strony szacunek autora dla odbiorcy i jego możliwości to kolejna ogromna zaleta wydanego przez Egmont tomu.

Wspominając ludzi, którzy pod wpływem komiksów Barksa zostali historykami i archeologiami, Rosa zastanawia się: „Ciekawe, kim zostaną w przyszłości fani współczesnych amerykańskich komiksów? Może zawodowymi mścicielami obdarzonymi supermocami?” (s. 128). Myślę, że jeśli obok Marvela i DC fani ci znajdą na półce miejsce także dla „Życia i czasów Sknerusa McKwacza”, to nie należy się szczególnie martwić. Daleka jestem od zachwytów nad moją generacją, ale gdybyśmy się nie zaczytywali w historiach z życia kaczek, to dziś kondycja naszego pokolenia byłaby chyba znacznie gorsza. A i kolejna, dorosła już lektura, na którą szansę daje nam to piękne jubileuszowe wydanie, na pewno nam nie zaszkodzi.
Don Rosa: „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” („The Life and Times of Scrooge McDuck”). Tłumaczenie z języka angielskiego: Jacek Drewnowski. Tłumaczenie wstępów do rozdziałów z języka norweskiego: Marcin Mortka. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018 – wydanie poprawione.