Wydanie bieżące

1 września 17 (353) / 2018

Cezary Wicher,

O NOWĄ WSPÓLNOTĘ UNIWERSYTECKĄ (BERNARD STIEGLER: 'WSTRZĄSY. WIEDZA I GŁUPOTA W XXI WIEKU')

A A A
Książka Bernarda Stieglera „Wstrząsy. Głupota i wiedza w XXI wieku” trafiła na dość szczególny okres polskiej humanistyki. Idee komercjalizacji nauki zajmują głowy polityków chcących w neoliberalnym duchu zautomatyzować i poddać ocenie działania wrażliwej tkanki, jaką są wydziały humanities na naszych uniwersytetach. Stiegler w swojej pierwszej przetłumaczonej na język polski książce stara się rozprawić z zabiegami podporządkowania nauki neoliberalizmowi, wskazując na społeczno-ekonomiczne uwarunkowania i podbudowując wywód reinterpretacją kluczowych dla współczesnego uniwersytetu filozofów, a ich krytyczne odczytanie pozwala mu na zlokalizowanie przesunięć, które mogły doprowadzić uniwersytet do ruiny (zob. Readings 2017), i zaproponowanie farmakologicznej terapii – nie tyle pudrującej trupa, co próbującej tchnąć nowe życie w martwe członki.

„Wstrząsy” złożone są z dwóch części, które poprzedza „Wprowadzenie”. Stiegler diagnozuje w nim stan współczesnego uniwersytetu francuskiego, wskazuje przyczyny niepokoju Francuzów co do efektów kształcenia na wszystkich szczeblach edukacji, jak i formułuje tezę, której podporządkowuje cały swój wywód – korzystając z terminu stworzonego przez Naomi Klein (zob. Klein 2007), lokuje neoliberalne działania agencji ratingowych na uniwersytetach w praktykach amerykańskich profesorów ekonomii, którzy swoim autorytetem podbudowują prokapitalistyczne działania, prowadzące do drenażu intelektualno-ekonomicznego społeczeństwa, przyczyniając się do rozplenienia głupoty – kluczowego dla koncepcji Stieglera terminu.

W części pierwszej, zatytułowanej „Farmakologia głupoty. Wprowadzenie do epoki poststrukturalistycznej”, autor poddaje krytycznemu odczytaniu (co w tym wypadku niesie ze sobą także głęboką archeologię pojęć) istotnych myślicieli nowoczesności (m.in. Hegla, Marksa, Freuda, Lyotarda, Derridę czy Simondona), którzy są autorami szeregu teorii zdaniem francuskiego filozofa niezbędnych, aby opisać kluczowy dla przedstawienia nierozumu proces gramatyzacji – umożliwiający jednostkom i grupom ludzkim stawanie się tym, kim są, poprzez reprodukcję znaków, gestów i postrzeżeń nabytych wtórnie w trakcie socjalizacji (zob. Stiegler 2017). Gramatyzacja oparta jest na kluczowym dla Deleuze’a pojęciu powtórzenia, które stanowi podstawę także dla Stieglerowskiej filozofii – ruch powtórzenia jest konstytutywny dla działania farmakonu (zob. s. 177). Autor „Wstrząsów” w duchu Derridy stara się przede wszystkim zbudować program farmakologii pozytywnej. Ale by móc go zbudować, najpierw należy wskazać elementy negatywne. Temu służą dwa pierwsze rozdziały, „Nierozum” i „Robienie i mówienie głupstw w dwudziestym pierwszym wieku”. W pierwszym z nich Stiegler zastawia się nad tym, co konstytuuje nierozum po Oświeceniu, rozumianym po Kantowsku jako moment dojrzałości i odwagi, dlatego francuski filozof korzysta także z ustaleń Adorna i Horkheimera; w rozdziale drugim zaś polemizuje z Derridy odczytaniem Deleuze’a, który wskazywał na głupotę jako swoistą ludzką zdolność, czego autor „Widm Marksa” w myśli Deleuzjańskiej zdawał się nie dostrzegać.

Istotny dla części pierwszej wydaje się rozdział trzeci, „Różnia i powtórzenie”, w którym Stiegler rozwija wymienione w tytule kategorie, prowadzące go w konsekwencji do Lyotardowskiego poróżnienia, a co za tym idzie – sformułowania zasady organologii śladu i powtórzenia rozumianej jako farmakologia pozytywna (zob. s. 219). W czwartym rozdziale, „Poróżnienie poniewczasie”, filozof rozważa zagadnienia dialektyki i sądów spekulatywnych, starając się na nowo pomyśleć podmiot, czytany w perspektywie myśli Marksowej, którą niezwykle często pomijali autorzy kręgu French Theory. W rozdziale piątym zaś Hegel wyrasta na pioniera poststrukturalizmu długo przed poststrukturalizmem; projektuje w opozycji do anamnezy wizję podmiotu, sięgającego po wiedzę znajdującą się poza nim, a co za tym idzie, wiedzę nadchodzącą w zapośredniczeniu rozumianym jako moment jej wydobycia: emanacji (co jest porzuceniem jednostki jako punktu wyjścia, jak to ma miejsce w podmiocie kartezjańskim). Moment wydobycia stanowi moment pracy, czyli moment współwytwarzania (zob. s. 286). Dlatego rozdział „Powtórne odczytanie Grudrisse” przynosi wyraźny pojęciowy przełom – czerpiąc z dialektyki pana i niewolnika, Stiegler konceptualizuje na nowo proletariat i pragnienie: proletariat zdaje się być wspólnotą pozbawionych wiedzy, co łączy zarówno pracujących fizycznie, jak i umysłowo, pragnienia zaś dwudziestowieczna filozofia nie oddzieliła jasno od popędu, co w konsekwencji prowadziło do mocno redukujących biologizmów, nie zaś ujmowania tej kategorii jako socjalizacji popędów.

W części drugiej, „Uniwersytet uwarunkowany”, Stiegler stara się stworzyć własną propozycję pozycji uniwersytetu w zachodnim społeczeństwie – w rozdziale „Nowe obowiązki uniwersytetu w światowej wojnie społecznej” polemizuje z Derridiańskim uniwersytetem bezwarunkowym; zdaniem Stieglera uniwersytet zawsze okazuje się uwarunkowany, bezwarunkowość musiałaby go wyabstrahować z życia pozauniwersyteckiego, w którym jest głęboko osadzony. Rozdział ósmy, „Internacja i internauka”, przynosi na uniwersytet koncepcję internacji jako międzyuniwersyteckiego, transindywidualnego (ale będącego dla nacji podstawą sytuowania) podmiotu zbiorowego z polityczną siłą walki z nierozumem, czyli neoliberalnym dżihadem. W ostatnim rozdziale zaś, „Internauka, integracja a autonomia uniwersytetu”, postulowany jest program action research, który dzięki funkcjonowaniu technologii cyfrowych może powiązać mocniej uniwersytet z systemem społecznym. Stiegler liczy na zdecydowanie większą interakcję między tymi światami, aby uwypuklić wzajemne wpływy, tak by nie traktować różnych społecznych subświatów jako niezwiązanych ze sobą, tylko w nieco sieciowy sposób spojrzeć na rzeczywistość – marginalizacja uniwersytetu wynika z oddalenia od spraw codzienności, dlatego ten polityczny postulat demokratyzacji (włączenia rzeszy ludzi w oświeceniowy projekt wyjścia z niedojrzałości) ma podkreślić wzajemne wpływy pomiędzy uniwersytetem (rozumianym jako komunistyczna fabryka współzarządzających wiedzą, z której korzysta społeczeństwo) a życiem pozauniwersyteckim i społecznymi aktorami, którzy nie dość, że mogą korzystać z wytworzonej wiedzy, to politycznie są w stanie pozbawić uniwersytet instytucjonalnej siły (poprzez, załóżmy, dalsze podporządkowanie warunkom wolnorynkowym). Dlatego tak ważne dla Stieglera jest podejście typu action research, czyli wykorzystujący cyfrowe technologie model badań w działaniu, porzucający teoretyczne dywagacje na temat rozwiązywania problemów, a skupiający się na lokalnych możliwościach rozwiązań. I stąd nacisk na dostrzeżenie głębszych relacji między rzeczywistością społeczną a uniwersytetem.

Stiegler przez całą książkę pracuje na pojęciach ukutych przez filozofię nowożytną, aby wskazać miejsce uniwersytetu we współczesnym uniwersum, a także zaznaczyć, jak działania ekonomiczne deregulują jego społeczną sprawczość. Autor odmalowuje własną wizję, do której może „dojść pod warunkiem, że instytucje szkolne, akademickie i uniwersyteckie odegrają swoją rolę – rolę, która »pozostaje całkowicie do wymyślenia«” (s. 474). To niepostulowanie programu naprawczego, a jedynie zasygnalizowanie wizji, jaką w stechnologizowanym społeczeństwie miałby odegrać uniwersytet, jest jakby przedłużeniem myśli Derridy: „Gdy droga jest dana, gdy z góry wiadomo, którędy iść, decyzja jest już podjęta – można by równie dobrze powiedzieć, że nie ma żadnej decyzji do podjęcia: jest za to nieodpowiedzialność, spokojne sumienie i realizowanie pewnego programu”(Derrida 2017: 47; cyt. za: Krzykawski 2017a: 135) (warto dodać, że w dalszej części przytoczonego fragmentu Krzykawski komentuje, że Stieglerowski uniwersytet miałby służyć za przestrzeń nie tyle rozwoju konkretnych umiejętności, co „umiejętności niezbędnych do dobrego życia”). Podejście Stieglera okazuje się w tym wypadku niezwykle odpowiedzialne, ponieważ nowa uniwersytecka wspólnota rozumu wciąż się nie wykrystalizowała, tkwi nadal w stanie wyjątkowym, a przez to narażona jest na zewnętrzny terror korporacjonistów, technokratów i agencji ratingowych, obniżających stale zaufanie społeczne do universitas, wskazując na niewydajność ekonomiczną podejmowanych badań. Dlatego programy naprawcze, które nie miałyby wypływać z communis (rozumianego jako wspólnota współzarządzająca własną pracą), skazują uniwersytet na dalszą marginalizację, komercjalizację, a być może i rozpad.

Projekt Stieglerowskiego uniwersytetu uwarunkowanego zakłada włączenie uniwersytetu w szersze procesy społeczne, a poprzez to zasygnalizowanie ważności i pozycji instytucji wśród współczesnych – uniwersytet miałby działać niczym port, do którego przybijają stale statki z wiedzą współtworzoną przez rzesze ludzi. Stiegler jako przykład podaje Wikipedię – platforma ta działa dzięki uczestnictwu anonimowych użytkowników, którzy bezinteresownie budują wspólnotę wiedzy, rodzaj Kantowskiej wspólnoty naukowej. Universitas miałoby zdecydowanie poszerzyć procesy gramatyzacji, objąć swoją siecią szerzy zasięg, a przez dostępność wiedzy dla każdego prowadzić do antyproletariackiej (w rozumieniu Stieglerowskim) emancypacji. Dlatego filozof postuluje również krytyczny namysł nad kosmolityzmem i apeluje o stworzenie internacji, ponadnarodowej wspólnoty wiedzy.

Stiegler nie dostrzega jednak konsekwencji takich działań. Po pierwsze, swoistością doświadczenia humanistycznego jest lokalność z takimi problemami i pojęciami, które działając w konkretnej sytuacji i czasie, niekoniecznie będą funkcjonalne w innym miejscu świata – przy czym ten rodzaj niefunkcjonalności wcale nie szkodzi wiedzy, wręcz przeciwnie, stanowi o wyjątkowości humanities; właśnie to, co uniwersalne, zawiera się w jednostkowości (zob. Krzykawski 2017a: 136), co jest gwarantem dla budowy jakiejkolwiek wspólnoty uniwersyteckiej. Po drugie, Stiegler, który w trakcie pisania książki inspirował się działaniami ruchu Oburzonych, mógł nie antycypować w 2012 roku procesów, jakie przyniosły ostatnie lata – mam na myśli ponowną dewaloryzację kategorii prawdy, tym razem nie w duchu relatywistów, a zapoczątkowaną w świecie medialnym, zwłaszcza w efekcie ekspansji internetu. Ruchy antyszczepionkowe czy wzrost popularności medycyny alternatywnej to wynik kryzysu instytucji, którą w obecnym kształcie wytworzyła nowoczesność; to jednocześnie odczarowanie nauki, niosące ze sobą rozplenienie doxy, przed którą ostrzegał już Platon. Przechwycenie przez mechanizmy doxy sposobów formułowania episteme jest o tyle groźne, że kontynuuje pochód głupoty, przed którą tak bardzo przestrzega Stiegler. Kłopot ze „Wstrząsami” polega na tym, że problemów z wartościowaniem wiedzy Stiegler zdaje się nie dostrzegać, a emancypacyjny charakter projektu farmakologicznego zbliża go do farmakologii negatywnej, gdzie postulat there is no alternative daje nadmiar alternatyw, a przez to de facto żadnej. W dodatku ostatnie lata przyniosły studzące optymistyczne nastroje badania związane z działaniem kultury uczestnictwa (zob. Bomba, Czarnecki i Stunża2016: 9-13), która dla autora jest źródłem zaufania w dokonania Web 2.0.

Kolejny problem, jaki można dostrzec w „Wstrząsach”, ma związek z wprowadzeniem digital studies w obręb uniwersytetu, a co za tym idzie, z próbą przemyślenia i przekształcenia uniwersytetu z instytucji analogowej na cyfrową. Jak zmienić uniwersytet, aby dostosować go do współczesności? Francuski filozof stawia sprawę następująco: „(…) chodzi właśnie o to, aby stworzyć warunki do takiej szybkiej akulturacji poprzez należytą politykę zatrudnienia we wszystkich dyscyplinach młodych badaczek” (s. 522). Tego typu zewnętrznie sterowana praktyka jest dość kontrowersyjna – to jasne, że niezwykle często instytucje badawcze potrzebują wsparcia świeżym spojrzeniem, aby unikać stagnacji, ale w obecnym układzie nadal tkwi wiele potencjału, który trzeba stale uaktywniać – nie tyle poprzez masowe wcielanie młodych naukowców, a poprzez większą interakcję między jednostkami, wzbogacanie dzięki wspólnej pracy nad koncepcjami na zasadzie działań laboratoryjnych. Farmakon młodości w dość łatwy sposób może stać się trujący, jeśli nadmiernie zburzymy tę jakże delikatną tkankę; młodzi nie powinni sami wyznaczać kierunku, ale z bardziej doświadczonymi iść ramię w ramię. Wiara w możliwości młodych badaczek jest niezwykle chwalebna, ale może okazać się zgubna.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w ciągu kilku lat wiele z postulatów wysuwanych we „Wstrząsach” przez Stieglera zdążyło się zdezaktualizować – bezustanny atak globalizacjii wielkiego kapitału na uniwersytet doprowadził do zweryfikowania części tez, choć wymiar całego Stieglerowskiego projektu pozostaje niezwykle ważki i aktualny w perspektywie zmian, jakie przygotowuje polskie ustawodawstwo. Podobnie jak francuski filozof uważam, że cyfryzacja stanowi ostatni etap pisma, dlatego czas stworzyć nową formułę gramatyzacji, która będzie w stanie skutecznie opierać się naciskom korporacyjnym. Sposób jej przebiegu i działania zależy w dużej mierze od wspólnoty uniwersyteckiej – i to zagadnienie jest prawdziwą odpowiedzialnością uniwersytetu wobec farmakologicznego działania gramatyzacji, w której tkwi wyraźna, polityczna siła. Powinna rozgorzeć batalia o język uniwersytetu, niepodporządkowanego rozumowi instrumentalnemu, marketingowi i upłynnianiu finansowemu kapitału dóbr wspólnych. To nie postulat przewrotu, a rewolucyjnego obrotu, jak wskazuje w „Posłowiu” Krzykawski (zob. Krzykawski 2017: 545). To wynalezienie na nowo tego, co wspólne; tego, co ponowoczesność odrzuciła, a co krytycznie rozczytuje Stiegler. „Teoria to nic innego jak skrzynka z narzędziami (…). Ma służyć i działać” (Foucault 2001: 1177; cyt. za: Krzykawski 2017: 553) – powiedział Deleuze. Stiegler dodałby zaś, że naszym obowiązkiem jest tej skrzynki nie oddać. Być może dzięki temu doczekamy się wykrystalizowania wyczekiwanej wspólnoty, która nadchodzi.

LITERATURA:

Bomba R., Czarnecki S., Stunża G.D.: „Tylko dostęp. Koniec kultury uczestnictwa?”. „Kultura Współczesna” 2016, nr 1.

Derrida J.: „Inny kurs”. Przeł. T. Załuski. Warszawa 2017.

Foucault M.: „Dits et écrits I. 1954–1975”. Gallimard, Paris 2001.

Klein N.: „Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”. Przeł. H. Jankowska, T. Krzyżanowski, K. Makaruk, M. Penkala. Warszawa 2007.

Krzykawski M.: „Apteka Stieglera. Technicznie, a więc farmakologicznie rzecz ujmując”. W: B. Stiegler: „Wstrząsy. Wiedza i głupota w XXI wieku”. Przeł. M. Krzykawski. Warszawa 2017.

Krzykawski. M.: „Inne i wspólne. Trzydzieści lat francuskiej filozofii”. Warszawa 2017a.

Readings B.: „Uniwersytet w ruinie”. Przeł. S. Stecko. Warszawa 2017.

Stiegler B.: „Karnawał nowego »siecioekranu«”. Przeł. M. Krzykawski. „Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej” 2017, nr 16. www.pismowidok.org/index.php/one/article/view/487/923.
Bernard Stiegler: „Wstrząsy. Wiedza i głupota w XXI wieku”. Przeł. Michał Krzykawski. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2017.