Wydanie bieżące

1 września 17 (353) / 2018

Olimpia Orządała,

SPUŚCIZNA APARTHEIDU (KOPANO MATLWA: 'KWIAT, KTÓRY ZAKWITA O ZMIERZCHU')

A A A
Kopano Matlwa, południowoafrykańska autorka, jest z wykształcenia lekarką, podobnie jak główna bohaterka i zarazem narratorka jej najnowszej powieści. „Kwiat, który zakwita o zmierzchu” – jej trzecia książka, pierwsza przetłumaczona na język polski – to smutna, pełna melancholii opowieść w formie dziennika pisanego do Boga. Prozaiczka podejmuje temat ksenofobii, problemów służby zdrowia w RPA, roli lekarza oraz skutków apartheidu. To także powieść inicjacyjna o stawaniu się kobietą i o trudnościach z tym związanych.

Masechaba wiedzie dość spokojne, choć niełatwe życie. Nie ma zbyt dobrych stosunków z bardzo religijną matką, a jej brat Tshiamo popełnia samobójstwo, wieszając się na drzewie. Dziewczyna, nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią, wysyła do niego listy, co jednak nie podoba się matce, dlatego postanawia pisać pamiętnik skierowany do Boga. Ponadto protagonistka cierpi na wyjątkowo bolesne miesiączki, które sprawiają, że nienawidzi swojej płci, czuje się bowiem przez to ograniczona. Wierzy, że to, czego doświadcza, jest karą za popełnione grzechy. Masechaba od zawsze chciała być lekarzem. Gdy w końcu udaje jej się spełnić dziecięce marzenie, zderza się z brutalną rzeczywistością, zawód lekarza bowiem nie okazuje się taki, jak sobie wyobrażała. Dziewczyna przeżywa kryzys tożsamości, wszak czuje się bezradna wobec cierpienia innych i niemożności udzielenia pomocy wszystkim potrzebującym, w efekcie czego uważa się za złego lekarza. Jak sama mówi: „Nie mam już pojęcia, kim jestem. Nie mam pojęcia, co mnie określa. Czuję się nieudacznikiem” (s. 58). Wykonywany zawód nie przynosi jej szczęścia ani poczucia spełnienia, a jedynie smutek i cierpienie.

Jej życie zmienia się w momencie, gdy poznaje pochodzącą z Zimbabwe, zaangażowaną politycznie Nyashę, która także jest lekarką. Jak stwierdza narratorka, kobieta „[…] ma całkiem jasną skórę i wygląda na Południowoafrykankę, więc dopóki się nie odezwie, trudno się zorientować, że nie jest stąd” (s. 43). I choć jest zdolnym chirurgiem, nie uda jej się zrobić tutaj kariery, ponieważ jest „obca”. Nyasha w jakiś sposób imponuje Masechabie. Dziewczyny zaprzyjaźniają się (przynajmniej według głównej bohaterki), mimo że są całkowitym przeciwieństwem. Nyasha interesuje się sprawami społeczno-politycznymi i próbuje namówić koleżankę do walki z ksenofobią, choć sama w zasadzie nic nie robi, wszak za jej słowami nie kryje się żadne działanie. Protagonistka z kolei początkowo pozostaje bierna, jest obojętna na życie toczące się wokół i skupia się raczej na sobie, a zwłaszcza na swoim zmęczeniu pracą, jednak pod wpływem nowej znajomej postanawia zacząć działać, co kończy się dla niej, delikatnie mówiąc, źle. Kobieta zostaje zgwałcona w szpitalu, a autorka nie szczędzi czytelnikowi dość dosadnych i naturalistycznych opisów gwałtu dokonanego na tle ksenofobicznym. Masechaba wpada w ciężką depresję, obwiniając siebie o to, co się wydarzyło. Przywołuje słowa jednej z pielęgniarek, która tak powiedziała do niej w dniu gwałtu: „Pani doktor, po co się pani ubiera tak ładnie na dyżur? My na nocne dyżury tak się nie ubieramy” (s. 109). Autorka tym samym porusza problem „winy” ofiar gwałtu, którym bezzasadnie bywa zarzucane to, że to one same ponoszą odpowiedzialność za to, co się zdarzyło, chociażby ze względu na zbyt atrakcyjne ubieranie się. Matlwa zwraca również uwagę na zmowę milczenia wśród pielęgniarek oraz stygmatyzujące przesłuchanie przez policję. Poniżenia doświadczają także pacjentki oddziału położniczo-ginekologicznego, wyśmiewane i źle traktowane przez personel. Prozaiczka, obrazując kobiece cierpienie i upokorzenie, pokazuje, jak słaba jest pozycja kobiet w Afryce. Na uwagę zasługuje również dedykacja w książce, którą pisarka poświęca wszystkim kobietom.

Autorka zwraca uwagę na złą sytuację systemu opieki zdrowotnej w RPA – na problemy socjalne, brak etatów, niedobór personelu i związane z tym przemęczenie lekarzy, którzy nie mogą pomóc wszystkim potrzebującym, a także na swego rodzaju znieczulicę, o której protagonistka mówi tak: „Dziś rano stwierdziłam śmierć dwójki pacjentów. Nic nie czułam. Usiłowałam się zmusić, żeby się zatrzymać, zrobić przerwę, pomyśleć. Ale nic z tego. Próbowałam nawet się przeżegnać, ale nic we mnie nie drgnęło” (s. 50). Prozaiczka zastanawia się ponadto nad (bez)sensem sztucznego podtrzymywania życia: „[…] codziennie podłączają ją do kroplówki. Nie je, prawie nic nie mówi i nie możemy skontaktować się z jej rodziną. Jaki to ma sens? Czy nie narażamy jej na jeszcze większy ból i stres, niż jest to konieczne?” (s. 61). Matlwa podejmuje również problem ksenofobii w Afryce Południowej. Pielęgniarki źle traktują pacjentki spoza RPA, obrażając je i wyśmiewając. Gdy w mieście dochodzi do brutalnych ataków ksenofobicznych, wielu zagranicznych lekarzy czuje się zagrożonych, tak jak Nyasha, która „[…] boi się odzywać w miejscach publicznych, bo ludzie mogliby się zorientować, że jest obca, i zrobić jej coś złego” (s. 76). Nyasha obwinia białych o całe zło. W jej przekonaniu „przybywają do nas, żeby zabrać nam to wszystko, o co walczyliśmy” (s. 54). Podobnego zdania jest matka głównej bohaterki.

Książka składa się z czterech spójnych części pisanych prostym stylem. O ile dwie pierwsze – opowiadające o drodze bohaterki do zawodu lekarza, jej zdrowotnych problemach i pracy w szpitalu – są wbrew pozorom nawet „lekkie”, o tyle kolejne sekwencje stają się dość przytłaczające, przez co trudno się je czyta, wszak ukazują przejmujące studium depresji i przechodzenia żałoby po gwałcie, a forma pamiętnika skierowanego do Boga, pokazująca najintymniejsze myśli Masechaby, czyni lekturę jeszcze trudniejszą, bo nader subiektywną. Za pomocą owego dziennika dziewczyna oskarża Boga o zło na świecie, ale przede wszystkim ma pretensje o nieinteresowanie się nią samą i Południową Afryką, a także o gwałt. Równocześnie jednak potrzebuje obecności Boga, co wielokrotnie podkreśla. Być może, gdy bohaterka przestaje pisać listy do zmarłego brata, Bóg staje się także pośrednikiem między nią a Tshiamo. Cytaty z Pisma Świętego, pojawiające się przed poszczególnymi rozdziałami, dodatkowo dopełniają myśli protagonistki, dobrze komponując się z historią. Prozaiczce udało się wiarygodnie ująć emocje bohaterki po gwałcie i jej (nie)radzenie sobie z traumą. Czytając zapiski dziewczyny, wręcz namacalnie czujemy jej stany depresyjne z elementami psychozy, wszak miewa halucynacje. Pisarka obrazuje przechodzenie przez kolejne fazy żałoby – od wyparcia, poprzez bunt, aż do akceptacji. Zakończenie sugeruje jednak, że dziewczyna nigdy nie zapomni o tym, co się wydarzyło. To wszystko sprawia, że opowiadana historia budzi współczucie.

„Kwiat, który zakwita o zmierzchu” jest trudną i bolesną opowieścią o spuściźnie apartheidu i problemach lekarzy w Południowej Afryce, ale także o bezradności wobec ludzkiego cierpienia. Matlwa każe czytelnikowi wyjść ze strefy komfortu i zastanowić się nie tylko nad problemami Trzeciego Świata, lecz również nad bardziej ogólnymi zagadnieniami, począwszy od ksenofobii, poprzez „winę” ofiar gwałtu, na sztucznym podtrzymywaniu życia skończywszy. Owe problemy poruszane przez prozaiczkę czynią lekturę nader uniwersalną.
Kopano Matlwa: „Kwiat, który zakwita o zmierzchu”. Wydawnictwo Czarna Owca. Warszawa 2018.