Wydanie bieżące

1 września 17 (353) / 2018

Michał Paweł Urbaniak,

OPOWIEDZIEĆ GWAŁT (EDOUARD LOUIS: 'HISTORIA PRZEMOCY')

A A A
Paryż, wigilijna noc. Ēdouard wraca do domu po wieczorze spędzonym u przyjaciół. Nagle zaczepia go młody, przystojny Kabyl, który przedstawia się jako Reda. Nie kryje swego erotycznego zainteresowania. Pomimo pewnych oporów Ēdouard zaprasza go do siebie – on i Reda spędzają razem upojny czas. Nieoczekiwanie dochodzi do konfliktu. Reda atakuje Ēdouarda, próbuje go udusić, a w końcu gwałci. Ich drogi się rozchodzą. I to właściwie cała fabuła boleśnie autobiograficznej książki francuskiego pisarza Ēdouarda Louisa „Historia przemocy”.

Oczywiście, pozwoliłem sobie na dokonanie pewnego uproszczenia. Niemniej w centrum tej powieści tkwi gwałt. Czytelnik od początku wie, co się stało. Już w pierwszym rozdziale może obserwować, co się dzieje w psychice głównego bohatera, gdy ten odzyskuje bezpieczeństwo (choć co to właściwie znaczy?). Ēdouard napędzany przerażającą, nieodległą od szaleństwa energią wietrzy mieszkanie, zanosi pościel do pralni (później ją szoruje), czyści meble, książki, odkurza żaluzje, poleruje łóżko, dezynfekuje łazienkę, wreszcie – myje sam siebie. Za wszelką cenę usiłuje usunąć zapach Redy z otoczenia. A jednak okazuje się to niewykonalne – ten zapach pozostał w nim samym.

Louis przedstawia przerażającą opowieść o tym, jak gwałt dzieli życie ofiary na „przedtem” i „potem”, jak je wypełnia, zmienia człowieka (Ēdouard stwierdzi wręcz: „W moim ciele „zamieszkała inna osoba – ta osoba zamiast mnie myślała, mówiła, zamiast mnie drżała, bała się”). Koncentruje się przede wszystkim na psychice bohatera, ukazaniu emocji: od narastającego przerażenia, przez szok, wstyd, pogardę dla samego siebie, poczucie winy, poczucie współsprawstwa (bohater ignorował sygnały ostrzegawcze), aż po uwolnioną nienawiść (wstrząsająca jest scena, w której w otępiałym Ēdouardzie – oczekującym w szpitalu na konsultację z lekarzem – budzi się „spóźniona” furia: „Chciało mi się krzyczeć, z wielkim trudem powstrzymywałem gwałtowną chęć poprzewracania wszystkich mebli w pokoju zabiegowym, gwałtowną chęć, by zabazgrać ściany, podrzeć prześcieradła, dać się ponieść szaleństwu, gryźć poduszki, rzucać na nich głową w prawo i lewo, dopóki się nie rozprują i nie wyleci z nich pierze”). Ukazuje także mechanizmy obronne włączające się zarówno w trakcie gwałtu (tanatoza – zastygnięcie ze strachu), jak i po nim: daremne próby oczyszczenia siebie i otoczenia, zaniedbanie higieny w celu usunięcia potencjalnego zagrożenia, pisanie odmiennych – szczęśliwszych – scenariuszy i zajmowanie się niepotrzebnymi czynnościami („Po nocy spędzonej z Redą […] straciłem mnóstwo czasu na zadawanie sobie bezcelowych pytań, do niczego nieprowadzących, pytań bez odpowiedzi, które jednak wypełniały mi dni, nie pozwalając robić nic innego, jak tylko zadawać je sobie wciąż na nowo, a także ograniczać moją aktywność do mechanicznych gestów, które nie przeszkadzały mi na tych pytaniach się skupić, jak posłanie łóżka, wiele razy tego dnia już posłanego, czy podniesienie czegoś z podłogi, długopisu, włosa, albo ułożenie w kolejności widelców w szufladzie na sztućce”), zapobiegawcze unikanie bliskości w towarzystwie nawet najbardziej zaufanych ludzi, bo przecież „potencjalnie każdy, włącznie z najbliższymi mi osobami, może stać się niebezpieczny, każdy może wpaść w morderczy szał i owładnięty nagłą żądzą mordu i destrukcji ni stąd, ni zowąd się na mnie rzucić”. To wszystko zostało ukazane z porażającym autentyzmem – łatwo można zapomnieć o tym, że to literatura.

Trzeba podkreślić, że to historia wbrew pozorom bardzo niejednoznaczna. Można odnieść wrażenie, że przemoc, której dopuścił się Reda, to swoisty odwet za to, co spotkało we Francji jego ojca, usytuowanego na przegranej pozycji imigranta, a także za jego (Redy) gorszy start w życiu. Choć ta upiorna noc zdaje się rozłożona na czynniki pierwsze, sporo tu niejasności (Ēdouard nazwałby to strefami milczenia, które trzeba „wypełnić znaczeniem i domysłami”). Trudno też podczas lektury nie próbować dociec, co sprawiło, że Ēdouard nie umiał się bronić, że ta sytuacja musiała mieć miejsce. Między wierszami – głównie w retrospekcjach – jawi się on jako człowiek zagubiony, niepewny, tkwiący pod presją oczekiwań społecznych, a także spragniony bliskości. On sam uważa, że do tego, co go spotkało, musiało dojść, mówi: „wiem, że gdyby nie tamtej nocy, zdarzyłoby się to później, mniej więcej według tego samego scenariusza, że była to po prostu geograficzna nieuchronność”.

Osobną kwestią w „Historii przemocy” jest przedstawienie wydarzeń tamtej świątecznej nocy. Gwałt przestaje być sprawą prywatną – z tą sytuacją musi się zmierzyć nie tylko ofiara, ale i jej najbliżsi, a czasem całkiem obcy ludzie. Oczywiście, to głównie Ēdouard opowiada, ale nie tylko. Tę historię post factum relacjonuje mężowi również Clara, siostra Ēdouarda (co interesujące – on sam w tym czasie podsłuchuje w ukryciu, wprowadzając poprawki, komentując w duchu). Do tamtych wydarzeń próbują się odnieść również przyjaciele ofiary, aby w jakiś sposób je oswoić. Z kolei pracownicy służby zdrowia czy policjanci starają się wtłoczyć gwałt w ramy obowiązujących procedur. Właściwie w „Historii przemocy” nakłada się na siebie kilka hipnotyzujących monologów. Przeplatają się one fabularnie, potęgując wrażenie duszności i klaustrofobii. W ten sposób tworzy się specyficzna sytuacja komunikacyjna – gwałt pozostaje czymś niewyrażalnym, nie do poukładania. Rozebranie go na czynniki pierwsze nie pomaga, nie ulecza, nie odwraca zła. A jednak trzeba o tym mówić (Ēdouard nie umie się powstrzymać przed analizowaniem na nowo, konfrontowaniem świata z tym, co go spotkało). Dla ofiary gwałt staje się tajemnicą, której nie da się odkryć do końca, doświadczeniem, jakim nie sposób się podzielić: „Irytowałem się, kiedy inni próbowali odpowiedzieć, kiedy okazywali za dużo empatii albo analizowali to, co mnie spotkało (…). Zależało mi, by wszyscy się dowiedzieli, ale chciałem być jedynym człowiekiem, który dostrzega prawdę, a im więcej, im częściej o tym mówiłem, tym większego nabierałem przekonania, że w przeciwieństwie do śmiesznej naiwności innych tylko ja, ja jeden tak naprawdę ją znam”. Szczególnie wyraziście zostało to ukazane na komisariacie, gdzie ta historia niejako przestała już należeć do ofiary, stała się wspólną własnością. Jednak – ujęta w policyjny protokół – nadal pozostaje niewyrażalna, staje się własną karykaturą: „Sam już nie poznawałem tego, co mówiłem. Składając zeznanie w komisariacie, nie poznawałem już własnych wspomnień. Pytania policjantów zmuszały mnie do przedstawienia nocy z Redą inaczej, niżbym chciał, a w formie, jaką narzucali mojej narracji, nie poznawałem już własnych przeżyć, gubiłem się. (…) Czułem, że to, czego nie powiedziałem w odpowiednim momencie, znikało bezpowrotnie i bez odwołania, prawda oddalała się, wymykała”.

Przerażająca to książka. Taka, której wcale nie chciałoby się czytać (tym bardziej ze świadomością, że ma ona charakter autobiograficzny). Francuski prozaik pokazuje całą złożoność procesu, w którym gwałt niszczy człowieka, a jednocześnie staje się niezmywalną częścią jego dalszego życia, bohater wyzna: „ta historia to coś, do czego jestem najbardziej przywiązany, a co zarazem wydaje mi się najbardziej obce i dalekie temu, kim jestem, z całych sił tulę tę historię do piersi w obawie, że zostanie mi odebrana, a zarazem czuję tylko niechęć, najgłębszą niechęć, kiedy ktoś szepnie, że ona należy do mnie, jest tylko moja – natychmiast, jak tylko mi się o niej przypomni, mam chęć rzucić ją precz i odejść”. Ēdouard Louis nie jest przy tym tak brutalny, jak mógłby być – to znaczy, potworność tej powieści polega na okrutnej, precyzyjnej wiwisekcji nie tyle fizycznej strony gwałtu, co psychiki ofiary. „Historia przemocy” to pozycja, której nie powinno się ominąć – nawet jeśli wolałoby się o niej raczej zapomnieć.
Ēdouard Louis: „Historia przemocy”. Przeł. Joanna Polachowska. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2018.