Wydanie bieżące

15 września 18 (354) / 2018

Michał Misztal,

POZNAJ SWOICH RODZICÓW (RUNAWAYS. TOM 1)

A A A
„Runaways” Briana K. Vaughana miałem na radarze już od czasów poznania „Y: Ostatniego z mężczyzn”, innej znanej serii tego scenarzysty – a czytałem ją dekadę temu, w 2008 roku. Naprawdę nie wiem, dlaczego sięgnięcie po ten komiks trwało w moim wypadku tak długo. Zastanawia mnie też, czy gdybym przeczytał „Runaways”, będąc dużo młodszym niż teraz, mój odbiór tej historii byłby inny.

Komiks został opublikowany pod szyldem Marvela, jednak czytelnik nie uświadczy tu wszechobecnych trykociarzy. Podobnie jak „Jessica Jones: Alias” Briana Michaela Bendisa, opowieść Vaughana rozgrywa się z daleka od świata superbohaterów, jednak nie dotyka nizin uniwersum, a raczej sześciorga nastolatków z dobrze sytuowanych rodzin. Pewnego dnia dowiadują się oni, że ich rodzice, choć sprawiają wrażenie idealnych (tyle że niekoniecznie dla swoich – będących przecież w trudnym, sprzyjającym buntowaniu się wieku – dzieci), tak naprawdę są członkami tajnego stowarzyszenia, przy których znane wszem i wobec marvelowskie łotry to co najwyżej banda zgrywusów w zabawnych przebraniach. Nasi bohaterowie, choć dotąd widywali się jedynie raz do roku podczas tajemniczych zebrań swoich rodziców, postanawiają zjednoczyć się i wyjawić prawdę o tym, co ma miejsce w ich familiach.

Vaughan bardzo często przyciąga do swoich komiksów już samym interesującym pomysłem. „Y” – wyginęli wszyscy mężczyźni oprócz jednego. „Ex Machina” – obdarzony zdolnością rozmawiania z maszynami protagonista, który po krótkiej zabawie w samozwańczego stróża prawa zostaje burmistrzem Nowego Jorku. „Private Eye” – świat przyszłości, w którym nie ma internetu, za to każdy człowiek posiada swoją ukrytą tożsamość. Podobnie jest z „Runaways” – pogranicza Marvela, tajemnicza działalność złej organizacji oraz banda uzdolnionych dzieciaków usiłujących powstrzymać swoich dwulicowych rodzicieli. Brzmi dobrze.

„Runaways” to seria młodzieżowa, adresowana do odbiorcy w zupełnie innym wieku niż ja – co prawda przed lekturą zdawałem sobie z tego sprawę, jednak w jej trakcie i tak zderzyłem się ze ścianą. To nie jest komiks dla mnie i piszę to jako ktoś, kto Vaughana chwali zdecydowanie częściej niż gani. Co więcej, mam wątpliwości, czy to w ogóle dobry komiks. Niby wszystko tutaj gra: jest intryga, są różniące się od siebie postacie, które muszą zgrać się ze sobą w obliczu niebezpieczeństwa, mamy zapowiedziany dość wcześnie zwrot akcji, gadżety i wyraźne nastawienie autora na zapewnienie czytelnikowi dobrej zabawy. Niech będzie, że do całości pasują też ilustracje Adriana Alphony (odpowiadającego za większość kadrów w wydanym przez Egmont grubym tomie), choć te bardziej przypadły mi do gustu w „Ms. Marvel” – tutaj wydają się zbyt zachowawcze, pozbawione pazura, co – swoją drogą – niestety dotyczy również scenariusza.

Cała historia okazuje się dosyć naiwna. Początek budzi ciekawość, ale im dalej, tym widoczniej wszystko „siada”. Kiedy dostajemy odpowiedzi na niektóre pytania (na przykład: czym tak naprawdę zajmują się rodzice naszych uciekinierów i kto im to umożliwił), można co najwyżej przewrócić oczami lub wzruszyć ramionami. Podobnie jest, gdy dowiadujemy się, jak to się stało, że sześć małżeństw wchodzących w skład organizacji zdecydowało się mieć dzieci. Kiedy nadchodzi zapowiadany zwrot akcji, nie robi już większego wrażenia. W międzyczasie towarzyszymy pozbawionym domów nastolatkom, którzy być może wyróżniają się w scenariuszu Vaughana, jednak sami w sobie nie są szczególnie interesujący. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że z „Runaways” mogło wyjść coś znacznie lepszego.

Pod przeczytaniu wszystkich osiemnastu zeszytów wchodzących w skład zbiorczego tomu dostajemy między innymi rozszerzoną wersję propozycji wydawniczej napisaną przez Vaughana, w której opisuje wymyślonych przez siebie bohaterów oraz streszcza kilka pierwszych epizodów serii. Na papierze, w postaci samych liter, pomysły scenarzysty wydają się znacznie ciekawsze od tego, co ukazało się finalnie w postaci komiksu, choć to przecież dokładnie te same wątki. Po prostu w praktyce nie wyszły już tak dobrze.

„Runaways” to seria zbyt nijaka, bym mógł ją polecić. Z drugiej strony, nie chcę też jej zdecydowanie odradzać – jeśli akurat jesteście mniej więcej w wieku uciekinierów, spróbujcie na własne ryzyko. W innym wypadku może nie być łatwo. Chyba wszyscy, nawet ci, którzy nie przepadają za komiksami Vaughana, muszą przyznać, że scenarzysta ten ma na koncie o wiele lepsze tytuły.
Brian K. Vaughan, Adrian Alphona, Takeshi Miyazawa: „Runaways. Tom 1” („Runaways: The Complete Collection Volume 1”). Tłumaczenie: Anna Tatarska. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018.