Wydanie bieżące

15 września 18 (354) / 2018

Radosław Pisula,

OBYWATEL ZŁOCZYŃCA (SHERLOCK FRANKENSTEIN I LEGION ZŁA)

A A A
Jeff Lemire w serii „Czarny Młot” (o której pisałem już na łamach „artPAPIERu”) w znakomitym stylu pożenił swoją miłość do pulpowych komiksów superbohaterskich i gatunkową erudycję ze szczegółową wiwisekcją rodzinnej relacji, gdy bohaterowie wyrwani z pełnego cudów świata zmuszeni zostali do egzystowania na pozbawionym niezwykłości odludziu w USA, uwięzieni przy pomocy niezidentyfikowanej siły.

Scenarzysta nieśpiesznie rozwija swoją historię, skrupulatnie dokłada kolejne elementy układanki, ponieważ podczas pracy nad własnym tytułem nie ogranicza go comiesięczny przymus oddawania do druku komiksów z bohaterami Marvela czy DC. I „Czarny Młot” tak sobie powstaje, a w przerwach pomiędzy rozwijaniem głównej linii fabularnej Lemire zaczął na boku bawić się w światotwórstwo, rozwijając zarysowane wcześniej gdzieś mimochodem elementy nowej mitologii. Miniseria „Sherlock Frankenstein i Legion Zła” przedstawia wydarzenia, które w głównej serii doprowadzają córkę Czarnego Młota do zaginionych bohaterów – jednak ona sama przejmuje tutaj rolę narratorki, ciągnącej czytelnika z miejsca na miejsce, a w blasku jupiterów staje historia tytułowego Sherlocka – największego złoczyńcy Spiral City, który może być kluczem do odnalezienia herosów.

Już po tytule widać, że pulpowe fascynacje Lemire’a mają tutaj swoje ujście – to laurka dla wielu historii o złoczyńcach, poskładana niczym (nomen omen) monstrum Frankensteina, ale z gracją rzetelnego chirurga. Całość przypomina strukturą narracji „Obywatela Kane’a” (1941) Orsona Wellesa: razem z główną bohaterką, młodą dziennikarką, podążamy od dziwnego złoczyńcy do jeszcze dziwniejszego złoczyńcy i powoli, okruszek po okruszku, składamy sobie w całość historię Sherlocka, szukając prawdy w często wykluczających się opowieściach. I udała się Lemire’owi rzecz najważniejsza – wychodząc od klasycznych, przerysowanych uwarunkowań, stworzył galerię solidnych postaci, złożonych, unikalnych i przede wszystkim ludzkich. Za każdym barwnym złoczyńcą stoi tutaj jakaś historia, nie mniej angażująca niż główna tajemnica. Autor miesza w odpowiednich proporcjach kryminalną zagadkę, obyczajówkę i nawiązania do klasycznych opowieści, a przy okazji kreuje postacie, których po prostu chcemy dostać więcej. Szczególnie że ich projekty (autorstwa Davida Rubina) są naprawdę znakomite, dodatkowo podkreślone pop-artową, „kwasową” kolorystyką.

Nie jest to zwykły dodatek, a integralna część historii z „Czarnego Młota”, tylko przedstawiona z innej perspektywy. Lemire nigdzie się nie śpieszy, co jest u niego dosyć symptomatyczne, i buduje swój świat w dokładnie zaplanowany sposób – wykorzystując sprawdzone rozwiązania oraz symbole, ale potrafiąc przy tym w odpowiednich momentach zaskoczyć czytelnika i wywołać w nim pożądane emocje. Warto zainteresować się uniwersum „Czarnego Młota”, bo może nie jest to petarda oryginalności, ale z pewnością jedna z najciekawszych laurek dla całej historii gatunku.
Jeff Lemire, David Rubin: „Sherlock Frankenstein i Legion Zła” („Sherlock Frankenstein and the Legion of Evil”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2018.